Japońskie problemy z anime, czyli sprawa o wtórnym imporcie

Autor: Anna Ruszczak
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
13 maja 2016

Anime to produkt tworzony w Japonii, a następnie eksportowany do innych krajów świata. Okazuje się jednak, że kupowanie zagranicznych kopii jest tańsze, a co za tym idzie – bardziej popularne. Dystrybutorzy w Kraju Kwitnącej Wiśni od jakiegoś czasu próbują walczyć z tym zjawiskiem, nazywanym wtórnym importem.

Krótka historia nośników

Do momentu, w którym płyty DVD z seriami zyskały przewagę nad kasetami VHS, Japończycy nie byli zainteresowani wersjami wypuszczanymi na zagraniczny rynek.

Angielski dubbing oraz napisy, które były często wtopione w obraz na kasecie, sprawiały, że anime było dla nich niemal niezrozumiałe. Nowy nośnik umożliwiał jednoczesne zapisanie na nim wersji z dubbingiem, napisami lub bez nich. I tak, w latach 90., rozpowszechnił się wtórny import.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Zagraniczne kopie anime były i są bowiem tańsze niż te, które można dostać w Japonii – czasem nawet cztery razy. Postanowiono więc wprowadzić kodowanie regionalne dla rejonów świata – do pierwszego regionu należały na przykład Stany Zjednoczone i Kanada, a do drugiego – Japonia. Nośnik z pierwszego regionu nie mógł być odtworzony na sprzęcie z drugiego i odwrotnie. Fani anime bardzo szybko sobie z tą małą przeszkodą poradzili – poprzez kupowanie odtwarzaczy z odpowiedniego regionu, ale również rozpowszechnianie oprogramowania, które niwelowałoby tę różnicę.

Przykład: na górzeo brazka japońskie, oryginalne wydanie rocznicowe Ghost in the Shell na nośniku DVD za 2352 jeny - około 80 dolarów. Poniżej ta sama płyta wydana na rynek amerykański na Blu-ray za... niecałe 10 dolarów.

Jeszcze większa dysproporcja w cenie pojawiła się, kiedy na rynek wprowadzono nośniki Blu-ray. W Japonii jedna płyta tego rodzaju, na której mogą zmieścić się dwa lub trzy odcinki serii w bardzo dobrej jakości, była warta około 80 dolarów (nieco ponad 300 złotych), czyli tyle, ile cały sezon na tym samym nośniku, kupiony w USA – i jeszcze zostałaby reszta. Do tego w tym przypadku regionalne kodowanie nośników na nic się nie zdało, ponieważ Japonii i Stanom przypisano ten sam kod.

Japońskie sposoby na...

W takiej sytuacji japońscy dystrybutorzy musieli pomyśleć nad innym rozwiązaniem. Zaplanowano ich kilka, niestety każde nie tylko nieskuteczne, ale również krzywdzące dla fanów. Wymyślono bowiem, aby zapobiegać wtórnemu importowi poprzez... obniżenie jakości obrazu oraz dźwięku na kopiach wprowadzanych na zagraniczny rynek. Inne, również problematyczne, wyjście to opóźnianie publikacji.

Zdarza się, że za granicami Japonii tytuł jest wprowadzany na rynek nawet rok po premierze – po to, aby mógł się najpierw dobrze sprzedać w kraju pochodzenia. W niektórych przypadkach dystrybutorzy żądają usunięcia oryginalnej i stworzenia własnej ścieżki dźwiękowej – i nie mówimy tutaj tu tylko o dubbingu, ale również o całym soundtracku. Dystrybutorzy robią więc wszystko, aby kopie wprowadzane do innych krajów były zdecydowanie mniej atrakcyjne dla fanów z Japonii. Nie trzeba chyba dodawać, że takie metody są szkodliwe również dla ludzi oglądających anime poza jej granicami.

Nie znaleziono jeszcze sensownego rozwiązania dla problemu wtórnego importu, który – mimo usilnych prób japońskich dystrybutorów – wciąż istnieje.

Źródło: about.entertainment



blog comments powered by Disqus