Manga i anime

Autor: Piyotoru

Manga - to w przetłumaczeniu: niepohamowane obrazy. To jedyny w swoim rodzaju japoński styl rysowania oraz wizualnej narracji. W dzisiejszym rozumieniu, to przede wszystkim japoński komiks.

Anime - to japoński film animowany oparty na mandze. Czasami używa się wymiennie określenia - Japanimation (Japan + animation - japanimacja).

Co najczęściej słyszy się na temat mangi od ludzi nie mających o niej pojęcia:

Manga to bajki dla dzieci. Manga to rysunkowe bzdury dla małolatów. Jeśli ktoś dorosły interesuje się mangą, to jest zdziecinniałym idiotą i powinien się leczyć, lub też jego preferencje seksualne - mówiąc delikatnie - odbiegają lekko od normy". - To najczęstsze zarzuty, jakie słyszy każdy miłośnik mangi. Ale wszyscy dobrze wiemy, że taką opinię jest w stanie wystawić tylko osoba nie mającą zielonego pojęcia o temacie. Należy uświadomić sobie, że dawno już minęły czasy, gdy animacje przeznaczone były tylko dla dzieci. Dzisiaj na całym cywilizowanym świecie chodzi się do kin na filmy animowane i bynajmniej widownią nie są same dzieci. Nie da się ukryć, że dzieci i młodzież stanowią bardzo dużą grupę odbiorców mangi i anime, ale twierdzenie, że manga jest wyłącznie dla dzieci jest zarówno nieprawdziwe, co i krzywdzące dla jej fanów. Równie dobrze można powiedzieć, że film jest dla dzieci, gdyż w telewizji regularnie pojawiają się seriale przeznaczone dla najmłodszej widowni, a przecież każdy wie, że sztuka filmowa jest tak obszerna i uniwersalna, że praktycznie nie ma osoby, która by nie znalazła dla siebie jakiejś wartej uwagi pozycji. Identycznie ma się rzecz z mangą, trzeba tylko pozbyć się ze swojej świadomości (i podświadomości) mitu, jakim jest stwierdzenie, że "to co rysunkowe, jest wyłącznie dla dzieci".

Źródła mangi:

Źródeł mangi trzeba szukać wśród dzieł dawnych mistrzów. Pracowity mnich Toba (1053-1140) pozostawił po sobie cykl malowideł o przygodach żab i żółwi walczących z zającami. Geniusz rysunku, Katsushika Hokusai (1760-1849), uważany jest wręcz za twórcę słowa "manga", choć już wcześniej znane były zwoje z "komiksową" wersją podań, legend i wierzeń. "Komikku" albo "komikkusu" trafił do Japonii tuż po swoich oficjalnych narodzinach, pod koniec XIX wieku, wraz z Amerykanami. I jak widać zadomowił się tam na dobre.

Prawdziwa manga we współczesnym pojęciu tego słowa powstała w latach dwudziestych, z połączenia estetyki zwoju z techniką druku. Stare wpływy widoczne są do dzisiaj, choćby w swobodnym - by nie powiedzieć nonszalanckim - traktowaniu kadrów i układu strony. W tym samym czasie powstał podział na "komiksy dla dziewcząt" ("shojo manga") i "dla chłopców" ("shonen manga"). Pierwszą shojo mangę, zatytułowaną Tonda Haneko (1928), opublikował Rakuten Kitazawa (1876-1955) na łamach magazynu Jiji Shinpo.

Boom komiksowy rozpoczął się na dobre w latach pięćdziesiątych, po zamknięciu kwatery głównej amerykańskich władz okupacyjnych. Niestety, twórcy tego okresu w dużej mierze powielali sprawdzone rozwiązania, nie szukając inspiracji ani w rodzimej kulturze, ani w tradycyjnej sztuce. Powstał zatem legion japońskich supermenów (Super Giant, Condor), japoński Tarzan (Brooba) i sierżant King z Królewskiej Konnej Policji (Kamo). Na szczęście, w krótkim czasie, na firmamencie mangi rozbłysnęły dwie nowe gwiazdy: Osamu Tezuka (1926-1989) i Shotaro Ishinomori (Ishimori, 1938-1998).

Legendy:

Osamu Tezuka - to nazwisko powinien znać każdy, nie tylko miłośnik mangi, ale każdy fan komiksu, filmu animowanego i w ogóle fantastyki. To właśnie ten twórca po raz pierwszy pokazał, że komiks może poruszać każdą tematykę, jaką tylko można sobie wyobrazić - science fiction, przygoda / akcja, romans, horror, dramaty dla dorosłych. W ten sposób stworzył Tezuka nową grupę odbiorców, która obejmowała każdą możliwą grupę wiekową. W roku 1963, kiedy to Tezuka był już słynnym artystą komiksowym, postanowił wkroczyć na pole animacji. Stał się pionierem japońskiej animacji, tworząc legendarny już dzisiaj czarno-biały serial rysunkowy, zatytułowany Tetsuwan Atom, znany na Zachodzie pod tytułem Astro Boy. Jego prace nad animacją popchnęły do przodu całą istniejącą dziedzinę sztuki. Był również twórcą pierwszej w swoim kraju kolorowej serii rysunkowej zatytułowanej Jungle Taitei, znanej bardziej pod tytułem Kimba the White Lion (emitowanej w Polsce na niektórych kanałach regionalnych). Zapewne wielu z Was skojarzy ten tytuł z Disneyowskim Królem Lwem - Simbą. Tak - skojarzenia jak najbardziej prawidłowe. (A przysiągłbym, że przy okazji reklamowania tej produkcji w Polsce, ktoś wspominał o nowej fali produktów wytwórni Disneya i nowych oryginalnych pomysłach... hmm, ciekawe...). Kolejnym przedsięwzięciem Tezuki było One Thousand and One Nights (Senya Ichiya Monogatari), produkcja stworzona z pragnieniem wyniesienia animacji do poziomu poważnego medium, które powinno być podziwiane nie tylko przez najmłodszych, ale również przez dorosłych. Była to pierwsza znacząca próba uświadomienia widzom, że animacja nie jest tylko dla dzieci. Porównania? Oczywiście, wielkie dzieła zawsze odciskają niezatarte piętno na wielu późniejszych produkcjach, a zatem nie trudno znaleźć mniejsze czy większe odniesienia i do tej produkcji. W roku 1992 Disney wychodzi ze swoim Aladdinem, co prawda w tym przypadku nie można mówić o jakimś znaczącym naśladownictwie, ale od razu widać różnice w podejściu do tematu. Aladdin, mimo, że nakręcony w latach 90. jest produkcją przeznaczoną dla dzieci, z kolei wersja Tezuki dedykowana jest bardziej wytrawnemu i wyrobionemu widzowi. Dla przykładu - prace nad animacją Arabian Nights trwały półtora roku i wymagały wykonania ok. 70.000 klatek - przypominam, że nadal mówimy o latach 60.! Niestety większość japońskich dzieł, jeśli pojawiała się w amerykańskiej telewizji, to dokładano wszelkich starań, aby usunąć z nich każdy akcent mogący sugerować, że mamy do czynienia z filmem produkcji japońskiej - dubbing oraz wszelkiego rodzaju napisy i nazwiska. Całe pokolenie wychowało się na "Astro Boyu" i "Kimbie...", nie zdając sobie nawet sprawy, że ich idole pochodzą z dalekiego kraju zwanym Japonią. A tak na marginesie - taki sam los spotkał między innymi emitowaną również u nas (i to z wielkim powodzeniem!) na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych serię Załoga G, pamiętacie...?

Osamu Tezuka zwany "japońskim Disneyem" (czego bardzo nie lubił) lub "bogiem mangi" (czego nie komentował), stał się pionierem japońskiej animacji. Z niesłychaną werwą traktował każdy temat i umiał trafić do odbiorców w każdym wieku. Zadebiutował już w 1946 roku, w dziecięcym czasopiśmie Shokokumin shinbun, i pracował niemal bez wytchnienia do końca życia. Nad czym? Oprócz filmów, przede wszystkim nad komiksami: Jungle taitei (pierwsze odcinki w 1950 roku, w magazynie Manga Shonen, w Polsce znany w mocno okrojonej wersji filmowej jako Biały lew Kimba), Tetsuwan Atom (1951-1968, w Shonen), Ribon-no kishi (1953-1956, w Shojo Club, w Polsce, w skróconej wersji filmowej, znany pod tytułami Czopi i księżniczka oraz Przygody księżniczki), Black Jack (1973-1978, w Shonen Champion) oraz monumentalnym dziełem Hi-no tori (1967-1972 w COM, 1976-1981 w Manga Shonen i 1986-1988 w Yasei Jidai). Łączny dorobek Tezuki obejmuje blisko siedemset tytułów, na ponad stu pięćdziesięciu tysiącach stron druku.

Tezuka był twórcą rewolucyjnym, a jego dzieła stały się podwaliną dla dzisiejszych gatunków mangi i anime. To on tchnął w nie życie i wskazał kierunek swoim następcom, którzy kontynuowali jego dzieło, czyniąc mangę tym, czym jest dzisiaj...

Shotaro Ishinomori był asystentem Tezuki przy końcowych odcinkach mangi Tetsuwan Atom, i choć dość szybko rozpoczął pracę na własny rachunek, przez długi czas pozostawał pod wyraźnym wpływem Mistrza (wielotomowy Cyborg 009). Światowy rozgłos zdobył komiksem... o japońskiej ekonomii (Nihon keizai nyumon, wyd. USA pt. Japan, Inc.), potem wydał Mangową historię Japonii (Manga Nihon-no rekishi) w, bagatela, czterdziestu ośmiu tomach.

We wczesnych latach sześćdziesiątych królem japońskiego komiksu stał się Sanpei Shirato (ur. 1932), mistrz nastroju i kompozycji, syn lewicującego malarza Okamoty. Rysowane przez niego Wojenne kroniki ninja (Ninja bugeicho, 1959-1962) zyskały ogromną popularność zwłaszcza w kręgach uniwersyteckich, gdzie odczytywano je jako alegoryczny obraz ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. W 1966 roku rysunki Shiraty przeniósł na duży ekran Nagisa Oshima, tworząc jeden z najbardziej niezwykłych filmów japońskiej kinematografii.

Pod koniec lat siedemdziesiątych nastąpił ostateczny mariaż mangi z filmem animowanym. "Gapiliśmy się na Hollywood - wspomina Noboru Ishiguro, szef zespołu animatorów w Uchu senkan Yamato, Macross i Megazone 23. - Chcieliśmy kręcić własne filmy, ale kończyło się na dobrych chęciach. Szansę dała nam dopiero animacja. Była tańsza, a prócz tego stwarzała nowe możliwości, niedostępne dla filmu fabularnego."

Komiks i animacja

Związek mangi (komiks) i anime (film) przyniósł obu stronom wymierne korzyści. Prace rysowników młodego pokolenia, choćby takich jak Satoshi Urushihara (Plastic Little, Chirality), są niczym innym jak filmem rysunkowym zaklętym w nieruchome kadry. Filmy przestały już być "dziecięcymi kreskówkami" i pozyskały nowych, dojrzalszych widzów.

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych do mangowego atelier triumfalnie wkroczyły komputery. Powstało nawet nowe określenie, "digital people", oznaczające twórców "rysujących" cyfrowo. Nawet artyści starszej generacji, tacy jak Monkey Punch (Lupin III), dziś przy pomocy komputera nanoszą poprawki na wcześniej przygotowanej planszy. Młodsi, jak na przykład Buichi Terasawa (jeszcze jeden asystent Tezuki, znany w Polsce z komiksu Black Knight Batto, drukowanego we fragmentach przez biuletyn SFera), całkowicie ulegli władzy elektroniki. Mangi Terasawy publikowane są od razu w trzech podstawowych formach: jako strona internetowa, CD-ROM i tradycyjna książka. W 1994 roku ukazał się też podręcznik MacIntosh-no denno manga-jutsu: Mac de hirogaru Terasawa Buichi World (Techniki cyber-mangi z użyciem MacIntosha, czyli jak Mac poszerzył świat Buichi Terasawy).

W ostatnich latach do grona twórców coraz częściej dołączają kobiety: Rumiko Takahashi (Ranma 1/2, Urusei Yatsura), Naoko Takeuchi (Sailor Moon), grupa CLAMP (R..G. Veda, X/1999), itd. To chyba nie lada wyłom w japońskiej tradycji...

Oblicza mangi:

Mandze najczęściej zarzuca się propagowanie pornografii i przemocy wśród dzieci, stąd liczne wydania mang i anime w wersjach ocenzurowanych (często bardzo znacznie) w krajach Zachodniej części świata. Pomijając fakt, że wśród większości komiks i film animowany nadal postrzegany jest jako medium przeznaczone wyłącznie dla dzieci, należy sobie również uświadomić bardzo istotną rzecz - czytając mangę, czy też oglądając anime, wkraczamy w świat stworzony przez inną, skrajnie odmienną od naszej kulturę. Pewne aspekty życia codziennego tam uważane za coś normalnego, tutaj zadziwiają, a nawet szokują. Albo patrząc z innej strony - każde anime klasyfikowane jest według grup wiekowych, identycznie jak klasyczny film, skąd więc uparte twierdzenie, że manga jest dla dzieci? Skąd bierze się wstyd przed oglądaniem rysunkowych produkcji przez starszych odbiorców, mimo, że te często są zarówno w swej formie jak i treści produktami nieporównywalnie ambitniejszymi, niżwiększość filmów z udziałem aktorów? Manga i anime jest tak szerokim medium, że mimo, iż dokonano podziału tematycznego na liczne gatunki i podgatunki, chwilami nasuwa się pytanie o sens takiej operacji, gdyż bez przesady można powiedzieć, że nie ma tematyki, której manga by nie poruszyła. Swoje mangi mają dzieci, nastolatki, dorośli, uczniowie, sportowcy, kucharze, kierowcy, miłośnicy tańca, sztuki, historii, sensacji, erotyki, horroru, science fiction, romansu - wszyscy, bez wyjątku. Nic więc dziwnego, że ten kto chce, znajdzie w niej również seks i przemoc, ale będzie to seks i przemoc dla bardzo wąskiego grona odbiorców a przede wszystkim dla dorosłych, a nie dla dzieci i należy sobie z tego zdawać sprawę i głośno to zaznaczyć.

Różnice:

Jeśli by zadać pytanie komuś nie obeznanemu w temacie, czym różni się klasyczny komiks od mangi, odpowiedź zapewne brzmiała by - "wielkie oczy i rozebrane panienki" - nic bardziej mylnego. Oczywiście wielkie oczy są tym elementem, który najszybciej zwraca uwagę obserwatora i w pewnym stopniu można by to uznać za znak firmowy mangi, ale nie na tym polega różnica. A tym bardziej nie na roznegliżowanych postaciach. Co prawda japońscy rysownicy słyną z tego, że potrafią ukazywać w niesamowity wprost sposób piękno ludzkiego ciała - ot chociażby wymienię tu wspomnianego już Satoshiego Urushibarę, znanego u nas z takich hitów jak Plastic Little, czy Legend of Lemnear, ale nie o to w tym chodzi.

Zacznijmy może od rysunku. Problem polega na tym, że polscy (i nie tylko zresztą polscy) fani komiksu, wychowali się na szkole amerykańskiej, czyli komiksie w miarę powiedziałbym schematycznym, a przede wszystkim - w pełni kolorowym. Dlatego też czerń i biel uważana jest u nas za coś gorszego (że już nie wspomnę tym, że w ogóle przez ogół komiks jako medium, jest uznawany za dziecinadę). Komiks czarno biały w rozumieniu większości, to produkcja tańsza i gorsza - no cóż, wiadomo, że przyzwyczajenia to nasza druga natura i bardzo trudno jest zmienić stare nawyki. Każdy, kto potrafi docenić dobrą kreskę i miał w ręku prawdziwą mangę - mówimy tutaj o porządnie wydanym tomiku, narysowanym przez zawodowców - zauważy różnicę praktycznie od razu. Japończycy są mistrzami czerni i bieli, a za pomocą samych odcieni szarości potrafią przekazać więcej, niż wiele komiksów przekazuje w pełnym kolorze - to naprawdę zadziwiające. Czerń, jak się okazuje, ma więcej do powiedzenia, niż często najwspanialsza paleta barw. Zresztą tak naprawdę trudno jest to wytłumaczyć, to po prostu trzeba zobaczyć samemu..Następna rzecz, to rozkład kadrów na stronach. W klasycznym komiksie zazwyczaj układ jest bardzo prosty - mamy na stronie ułożone obok siebie kadry, najczęściej tę samą ilość i tej samej wielkości, po czym analizując po kolei każdy z nich, śledzimy rozwój wydarzeń. W mandze natomiast jest zupełnie inaczej. Przypomnę, że słowo "manga", oznacza w wolnym tłumaczeniu "niepohamowane obrazy", a zatem trudno byłoby wyobrazić sobie mangową opowieść "poupychaną" w standardowe kadry, jak sugeruje sama nazwa - one są niepohamowane! Twórca ma praktycznie niczym nieograniczone pole działania, może robić ze stronami, co mu się tylko podoba. Wszystko zależy od autora, który bardzo często jest jednocześnie scenarzystą i rysownikiem. Scena może równie dobrze zajmować całą stronę, lub tylko dowolny jej skrawek. Kadry mogą być najróżniejszej wielkości i kształtów, pewne elementy mogą wychodzić poza kadry - to jest właśnie MANGA. Tutaj daje się upust siłom twórczym,drzemiącym gdzieś w zakamarkach umysłu.

Przyjrzyjmy się teraz fabule. Ktoś patrzący z boku na "wygłupy" mangowych postaci, ich mimikę twarzy, celowe zniekształcanie sylwetek i niestandardowe jak na nasze gusta ujęcia stosowane przez japońskich rysowników, mógłby odnieść wrażenie, że manga to głupawe opowiastki nie mające do przekazania czytelnikowi nic znaczącego. Czy na pewno? To przecież właśnie manga słynie z tego, że w przeciwieństwie do komiksu w stylu amerykańskim (nie twierdzimy rzecz jasna, że zawsze), tworzy postacie o wiele bardziej pełne, bardziej ludzkie. Postacie z mangi - bez względu, czy będą one pozytywne, czy też negatywne - mają swoją osobowość, nie są tylko płaskimi psychologicznie kukiełkami, których śmierć nie robi na czytelniku większego wrażenia, gdzie zły jest brzydki i okrutny, a dobry piękny i wspaniałomyślny - o nie! Każda z tych postaci jest pomyślana tak, aby była mieszanką sprzeczności, tak jak każdy z nas. Zły ma jakieś motywy działania, nie zawsze jest "złym" z wyboru, lecz ma swoją historię i targają nim sprzeczne uczucia. Tak samo jest z bohaterem pozytywnym, który miewa wątpliwości co do swojego postępowania, miewa chwile zwątpienia i w żadnym wypadku nie jest kryształowo czystym pogromcą zła. Taki układ tworzy między postacią a czytelnikiem jedyną w swoim rodzaju więź, w pewnym momencie widzowi przestają być obojętne jej losy, a postać zaczyna żyć własnym życiem. W mandze nie ma prostych odpowiedzi, a przynajmniej nie są one podawane czytelnikowi "na talerzu", lecz odpowiednio zamaskowane zmuszają go do zastanowienia...

Jeśli w przypadku scenariusza napisanego według szkoły amerykańskiej, praktycznie od razu wiadomo, kto jest zły, kto dobry i jakie będzie zakończenie, w mandze może nas spotkać absolutnie WSZYSTKO...

A w czym naprawdę tkwi siła mangi?

Przede wszystkim, w różnorodności. Współczesny japoński komiks dociera dosłownie wszędzie: do dzieci, nastolatków, dorosłych, uczniów, sportowców, kucharzy, szoferów, tancerzy, historyków, szachistów, wędkarzy, filatelistów i gospodyń domowych. Ktoś znajdzie tam wzniosłe ideały, ktoś - seks i przemoc, ktoś inny - po prostu dobrą zabawę.

Tekst pochodzi ze strony http://www.piyotoru.prv.pl . Na stronie Piotra znajdziecie również informacje o języku japońskim.



blog comments powered by Disqus