Kilka rad i uwag dla organizatorów konwentów


W przeciągu ostatnich lat na naszej, polskiej scenie konwentów Mangi i Anime nastąpiło wiele zmian. Sporą część można zaliczyć do grupy tych pozytywnych, godnych naśladowania, ale coraz większą grupę zaczynają stanowić negatywne aspekty, jakie mamy okazję zauważyć w organizacji i przebiegu tego typu imprez. Poniżej chciałbym przedstawić po kilka przykładów zarówno wad jak i zalet naszych konwentów. Nie chcę podawać konkretnych nazw, czy wydarzeń, gdyż w ten sposób mógłbym zachować się nie fair względem tych spotkań, których nie mogę ocenić, gdyż mnie na nich nie było a na wszystkich w żaden sposób przybyć nie mogłem.

To właśnie jest jeden z pierwszych problemów. Każda grupa organizująca konwent pragnie aby odbył się on w jak najdogodniejszym terminie - przez co przybędzie na niego więcej uczestników. Tak więc normą są weekendy, ze szczególnym uwzględnieniem tych "długich", okresów ferii, wakacji, czy też innych terminach dogodniejszych dla uczniów (gdyż to oni stanowią dominującą grupę uczestników). W rezultacie zdarzają się sytuacje, że w przeciągu jednego miesiąca organizuje się w różnych miejscach Polski pięć imprez, z tego trzy z nich w tym samym okresie. W efekcie fani zmuszeni dokonywać wyboru, co sprawia, że potencjalni uczestnicy jednego dużego spotkania dzielą się na kilka mniejszych grup. Przez co coraz częściej zachodzą sytuacje, że na konwent przewidziany na 250 osób przybyła ich setka.

To znacząco wpływa na zyski organizatorów. Musimy pamiętać, że mało kto bawi się w altruistę i organizuje jakiekolwiek spotkanie po przysłowiowych kosztach bądź też za własne pieniądze. Każdy myśli o zysku i najczęściej nowym sprzęcie komputerowym, który będzie mógł zakupić. Miałem okazję usłyszeć od jednego z organizatorów ile to zarobił. Przeliczyłem to na cenę (dość wysoką bo coś koło 25zł za dzień) biletów i wyszło mi, że mógł ją obniżyć o przynajmniej 10zł. Rozumiem, że każdy pragnie zysku, ale jeżeli stanowi on przeszło 40% ceny biletu to uznaję taki stan rzeczy za WYzysk.

Wielu z Was pewnie się tu oburzy i zacznie mi przedstawiać wasze rachunki pokazując, że niejednokrotnie ledwie pokryliście koszty, a czasem nawet musieliście dołożyć z własnej kieszeni. Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że konwenty przynoszące dochód nie należą do najczęściej spotykanych, że niektórzy dochód przeznaczają na organizację kolejnego spotkania, aczkolwiek jest też znaczna grupa ludzi, którzy należą do zwykłych zdzierców myślących nie o fanach, lecz o własnej kieszeni. Jako pozytywną ciekawostkę mogę powiedzieć, że są jeszcze spotkania, w których można wziąć udział nie wydając nawet złotówki na wejściówkę. Z reguły są one dość niewielkie, sponsorowane przez domy kultury czy innego rodzaju instytucje.

No ale faktem jest, że o sponsorów zawsze dość trudno. Nie postuluję tu w żaden sposób projektu urządzania darmowych konwentów, lecz rozsądniejszego określania cen wejściówek. Tak na marginesie: Czy organizatorzy konwentów płacą podatki?

Kolejnym problemem, jaki mam okazję obserwować na różnego rodzaju spotkaniach to dobór lokalizacji. Nie chodzi mi o dojazd, czy innego rodzaju problemy komunikacyjne, lecz o wielkość powierzchni, na której konwent się odbywa. Dość często jest ona stanowczo zbyt duża w stosunku do ilości uczestników. Na konwenty, które zaplanowane zostały na 200-300 osób przybywa ich dużo mniej i odnosi się później wrażenie, że wszędzie jest pusto. Bardzo rzadko zachodzi odwrotna sytuacja, kiedy wynajęta powierzchnia jest tak mała, że brakuje miejsca dla uczestników. Jednak dla uniknięcia tego typu sytuacji są limity uczestników i rezerwacje wejściówek (co jest normą wśród tych największych imprez). Jednak wracając do przypadku, kiedy konwent świeci pustkami. Organizatorzy winni spróbować ograniczyć powierzchnię przez zamknięcie kilku pomieszczeń, czy też przeniesieniu różnorakich elementów spotkania w jedno miejsce, gdzie mogłaby się ludzie mogliby się skupić. Moim zdaniem nie powinno dochodzić do sytuacji, kiedy to w różnych pomieszczeniach przebywa zaledwie po kilka osób a na korytarzach przechadzają się niewiele większe grupki. Wolę tłumne spotkania, gdzie czasem ciężko się do niektórych miejsc dopchać, niż takie, gdzie ciężko kogokolwiek spotkać.

Co do doboru wyświetlanych anime nie należy mieć większych zarzutów. Przez lata zmieniło się wiele: prezentowane są stare dobrze znane tytuły jak i absolutne nowości. Nie brakuje również miejsca dla mało znanych i niejednokrotnie bardzo odbiegających od znanego początkującym fanom kanonu filmów. Stare telewizory i monitory komputerów są zastępowane białym prześcieradłem i rzutnikami. O tego typu sprzęt (rzutniki a nie prześcieradła ;-) jest dość trudno, więc na pochwałę zasługują imprezy gdzie jest kilka tak dobrze wyposażonych sal. Jeden tylko element moim zdaniem winien zostać poprawiony: napisy do filmów, których na ogół brakuje. Wciąż standardem jest wyświetlanie anime w japońskiej wersji językowej z angielskimi napisami. Czy aż tyle wysiłku wymaga przygotowanie przed konwentem polskich napisów, lub znalezienie jakiś na necie i poproszenie autora o możliwość wykorzystania? Nie każdy z uczestników zna angielski na tyle, aby wszystko zrozumieć. Samemu niejednokrotnie nie chciało mi się obejrzeć niektórych filmów, gdyż po kilkunastu godzinach konwentowego szaleństwa skupianie się na czytaniu było zbyt dużym wyczynem. Z myślą o uczestnikach projekcje filmów winny być wraz z polskimi napisami. Byłem kiedyś na konwencie, gdzie organizatorzy do każdej projekcji przygotowali tłumaczenie - muszę przyznać, że trafili tym w dziesiątkę.

Pozostaje jeszcze kwestia profesjonalizmu tych napisów i dużej ilości błędów, jakie się pojawiają, ale nie przesadzajmy z wymaganiami. I tak odbiorca zrozumie więcej niż czytając angielski tekst. Przez ostatnie lata zauważam, iż konwenty robią się coraz dłuższe. Nie są to jednodniowe spotkania, gdzie kolejnego dnia rano należało się już zwijać (chociaż nadal takie są organizowane), ale dwu, trzy dobowe maratony. Ostatnio dochodzą mnie nawet słuchy, że planuje się jeszcze dłuższe spotkania. Nie mam nic przeciwko ani tym jednodniowym, ani nawet tygodniowym. Jeśli wszystko jest odpowiednio zorganizowane, równie dobrze można bawić się na obu takich imprezach. Najważniejszą jednak kwestią jest umiejętny podział atrakcji, konkursów, projekcji i pozostałych elementów, tak aby nie doszło do sytuacji, iż ostatniego dnia pozostaje już nam tylko i wyłącznie oglądanie filmów w jednej z sal. Z drugiej strony najciekawsze elementy konwentu winny być dniapierwszego, aby ludzie byli zachwyceni i zechcieli pozostać jeszcze przez kilka dni. Równie ważne są na tych wielodniowych imprezach odpowiednio wyposażone sale do odpoczynku i snu (czajniki do przegotowania wody, kawa, herbata, dobrze urządzone łazienki, prysznice są niewątpliwymi atutami).

Inną kwestią, która uległa ogromnej poprawie są informatory. Dziś na prawie każdym większym spotkaniu uczestnik otrzyma przy wejściu broszurkę z dokładnymi danymi odnośnie wszelkich projekcji, atrakcji zaplanowanych na dane dni czy godziny, informacje o konkursach, godzinach otwarcia pobliskich sklepów, czy rozkładzie jazdy pociągów i autobusów czy też kilka kawałów. Praktycznie nie ma tu już czego poprawiać. Zarówno zawartość, szata graficzna, jak i osiągają już szczyty doskonałości. Jeśli organizatorzy tych nielicznych konwentów, gdzie nie jest to jeszcze normą przyłożyliby się troszkę bardziej, byłoby idealnie. Co do konkursów i innych atrakcji, to karaoke, cosplay, czy konsole do gier stanowią już standard, ale ogromna pomysłowość organizatorów sprawia, że mamy okazję obejrzeć, pokazy kimon, sztuk walki, wziąć udział w konkursach plastycznych (farby, plastelina, czy taśma klejąca i sterty gazet), wysilić się w zawodach pseudo-sportowych (nieśmiertelne zbieranie siedmiu kul DB), czy nawet w lecie pójść nad jezioro czy posiedzieć przy ognisku i zjeść kiełbaskę i wypić piwo.

Właśnie alkohol był od zawsze najbardziej kontrowersyjną sprawą na konwentach. Na większości jego wnoszenie i spożywanie jest zabronione. Najczęściej przymyka się jednak na to oczy dopóty ktoś nie zaczyna sprawiać problemów. Są imprezy, gdzie nikt nie wydaje oficjalnych zakazów. Ostatnio nawet spotkałem się z reklamą jednego spotkania, gdzie organizatorzy podkreślali możliwość spokojnego i nieograniczonego spożywania alkoholu i palenia papierosów. Moim zdaniem to już lekka przesada. Co innego przymykanie oczu, a traktowanie tego jako reklamy. Zdecydujmy się czy mają to być konwenty mangi i anime, czy piwka i winka. Rozumiem, że niektórzy pragną aby ich imprezę wspominać, jako tą, na której "równo sobie popiliśmy", ale moim zdaniem nie oto chodzi. Może od razu zrobić jakieś piwokony, gdzie elementem dodatkowym będą pokazy anime...

Podsumowując tę krótką stertę wolnych myśli sądzę, że przez ostatnie lata wiele uległo poprawieniu w jakości i staranności przygotowania konwentów, jednakże pojawiły się nowe problemy, które wymagają rozwiązania. Na koniec dam dobrą radę grupom, które organizowały konwenty niewypały. Nie ma najmniejszego sensu abyście wciąż zmieniali nazwy konwentów, tak aby kolejny ludziom nie kojarzył się z poprzednim niewypałem. Nie warto również zakładać nowych grup i samemu próbować zorganizować coś nowego. Kutnie i niesnaski pomiędzy ludźmi z danego miasta są podstawową przyczyną niepowodzeń. Zamiast wspólnie nad czymś pracować każdy z Was pragnie zrobić coś swojego i wychodzi z tego marna imitacja. Prawdę mówiąc konwent, który wspólnie kiedyś urządzaliście był o wiele lepszy od tego co dziś prezentujecie. Wykorzystajcie doświadczenie was wszystkich i zróbcie w końcu coś takiego, jak było przed dwoma, trzema latami (to tak aluzja do ludziz mojego rodzinnego miasta).



blog comments powered by Disqus