Co ja właściwie mam z tej całej mangi?

Autor: Pope

Witam wszystkich tych nieszczęsnych ludzi, którym chce się czytać moje wypociny. Męczony jeszcze noworocznym kacem postanowiłem coś skrobnąć na temat, który ostatnio zaczął mnie nurtować - "Co ja właściwie mam z tej całej mangi?". Nie ulega wątpliwości, że jestem fanem Mangi i Anime. Temat kręci mnie już ładnych parę latek, jeszcze z czasów prehistorycznych, kiedy to w TV leciał "Yattaman" i nieodżałowany "MangaZone" w MCM. W swoim 25-letnim życiu przejrzałem już naprawdę sporo stuffu M&A, i zaczynam się robić wybredny. Nie oglądam już wszystkiego "jak leci", raczej przebieram w towarze... Krótko mówiąc wypalił się we mnie ten pierwotny płomień fascynacji (niestety!), i mogę już spojrzeć na to całe szaleństwo z pewnego dystansu.

Ale powróćmy do mojego pytania"Co daje mi M&A?". Po dłuższym zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że jednak sporo, i to raczej pozytywów...

  1. Język angielski. Dzięki M&A można połączyć przyjemne z pożytecznym i niejako "przy okazji" poduczyć się (przynajmniej na piśmie) Angola. W czasach kiedy zaczynała się moja fascynacja wiadomym tematem polskie suby właściwie nie istniały. Po prostu TRZEBA było się poduczyć języka, żeby z Anime cokolwiek zrozumieć (nie dotyczy hentai ^-^). Tym właśnie sposobem ja, człowiek, który w technikum "prześlizgiwał się" z semestru na semestr z jakimiś nędznymi miernymi z j. angielskiego podłapał co nieco z języka, i raczej nie mam problemów z obejrzeniem Anime w EngSub-ie. Uważam to za wielki plus i rzecz, którą należy docenić - szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, jakim jestem leniem ^-^.
  2. Zdobywanie przyjaciół dzięki wspólnym zainteresowaniom. Gdyby nie manga, to nigdy nie poznałbym takich wspaniałych ludzi jak Grzybek czy Atsui - drugi punkt na koncie M&A.
  3. Poznanie nowych ciekawych rzeczy, takich jak historia Japonii, zwyczaje jej mieszkańców... Oczywiście mam świadomość, że jest to wiedza bardzo pobieżna, ale to zawsze coś! Nie jestem oczywiście fanatykiem, i nie wgłębiam się w temat, ale uwierzcie mi - podstawowa znajomość japońskich zwyczajów oraz hiragany i katakany daje naprawdę sporo - niektóre wcześniej niejasne sytuacje w Anime są teraz dla mnie zrozumiałe, i dodają filmowi dodatkowego"smaczku". Wiedzy nigdy nie za wiele...
  4. "Last, but not least" - jak mawiają Anglicy. RADOCHA!! Manga i anime to po prostu remedium na codzienną nudę i sposób na świetną zabawę! Ale nie tylko - przecież M&A zawiera w sobie każdy gatunek filmu czy opowieści, którą da się narysować. Nieważne, czy lubisz komedię, horror, romans, czy rozchlasty - każdy znajdzie coś dla siebie, i będzie czerpał z tego satysfakcję. Wolisz poważne opowieści, w których trzeba zastanowić się, pomyśleć, co też reżyser/rysownik chciał Ci przekazać tworząc dane dzieło - żaden problem - jest w czym przebierać... ale o tym to już nie muszę Wam nawijać...


Pora teraz na minusy. Chociaż prawdę mówiąc jakoś trudno mi je znaleźć. Jednak spróbuję.

  1. Wiecznie pusty portfel. Niestety, ten cały towar plus wyjazdy na konwenty kosztuje i to naprawdę sporo, tym bardziej, że gros miłośników japońskiej sztuki i animacji to osoby, które się jeszcze uczą, są w szkołach średnich, czy też na studiach, i raczej im się nie przelewa (sam jestem studentem, więc wiem, co to za ból ^-^). Ale pieniądz rzecz nabyta - służy do tego, żeby go jak najlepiej wydać. Ze swojej strony powiem, że nie znam przyjemniejszego sposobu na wydanie ciężko zarobionych pieniędzy, jak kupno nowej mangi, czy wyjazd na konwent.
  2. Reakcja "otoczenia". Sam nie wiem, czy powinienem zamieszczać tak żałosny argument "przeciw", ale niech tam będzie... Kiedyś prawdę mówiąc trochę mnie ruszały reakcje kumpli i rodziny typu "nie jesteś za duży na te bajeczki?", ale aktualnie mam to w d...użym poważaniu. Nie afiszuję się swoimi zainteresowaniami, ale też się nie ukrywam. Jeśli się to komuś nie podoba... Jego sprawa. Ale nie pozwolę się obrażać jakiemuś gościowi, któremu do szczęścia wystarczają 2 butelki wina "Byk", i dla którego"Jin-Roh" jest bajeczką. Zresztą fascynacje fascynacjami., ale nie mają one wpływu na to, jakim człowiekiem jestem... jedno ma niewiele wspólnego z drugim.
  3. Sumienie. "Co on za głupoty wypisuje" - pomyśli sobie ktoś. Już sprawę wyjaśniam. Chodzi mi mianowicie o pirackie (nazwijmy rzecz po imieniu) kopie Anime. Mam na CD mnóstwo filmów, których prędko bym nie zobaczył, ale nie czuję się do końca w porządku. Popieram akcję "5 zł", bo mam świadomość, że zakazać się DIVX-ów nie da, a nie można pozwolić, żeby piraci na nich zarabiali. Oczywiście nie namawiam nikogo do wyrzucenia do kosza swoich Anime na CD, ale bez przegięć proszę. Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak widzę, że ktoś oferuje na aukcji "Armitage III", "Mononoke", czy kinówki "Dragon Ball'a" w AVI. Fansuby fansubami, ale bez takich numerów! Weźcie to, proszę pod uwagę...

To chyba już wszystko, co chciałem powiedzieć, proszę wycieczki. Mam nadzieję, że być może ktoś to przeczyta i zastanowi się chociaż przez chwilę nad tym, "co daje mi M&A".



blog comments powered by Disqus