Elektroniczne mangi od Waneko. Sprawdziliśmy je!

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
24 maja 2016

Przedwczoraj, 22 maja, Waneko ogłosiło prawdziwą bombę - rozpoczęli sprzedaż mang w formie elektronicznej. Niemal od razu pojawiły się komentarze chwalące pomysł, krytykujące go oraz, niestety, nakłaniające do korzystania z pirackich serwisów z polskimi skanlacjami. Sama postanowiłam sprawdzić, jak to wygląda od strony użytkowej - co Waneko zrobiło dobrze, co źle i dlaczego.

Kilka faktów

Waneko na razie udostępniło trzy tytuły w formie e-mangi: 

Mangi dostępne są wyłącznie w sklepie Google. Jak tłumaczy wydawnictwo, spowodowane jest to obostrzeniami dotyczącymi zabezpieczenia wydań elektronicznych, wymaganymi przez japońskiego partnera - Shueishę. Japończycy postawili warunek: komiks musi mieć zabezpieczenie DRM, czyli poprzez specjalny system włączający do działania szyfrowanie plików, ograniczające możliwości korzystania z nich - po więcej informacji odsyłam do Wikipedii. Platformą dystrybucji, która obsługuje tego typu zabezpeiczenie i jednocześnie zapewnia dość dobry dostęp polskim użytkownikom, jest właśnie Play Google. Waneko deklaruje jednak, że będzie sprawdzało także inne możliwości dystrybucji.

Dlaczego tylko trzy tytuły? Wydanie elektroniczne wymaga wystąpienia o kolejną licencję na dany tytuł, nawet jeśli wydawnictwo posiada już prawa do wydania wersji papierowej. Oferta ma być jednak poszerzana, na pewno o kolejne mangi o Shueishy. 

Jak to wygląda w praktyce?

Zakupiłam pierwszy tom Tokyo Ghoula. Najpierw musiałam poradzić sobie ze sklepem. Osobiście nie jestem wielką fanką usług Google - korzystam z poczty i w razie konieczności z Docs. Najpierw ze zdziwieniem stwierdziłam, że - w sumie do przewidzenia - nie muszę zakładać konta, bo już je mam. Usługa jest połączona z kontem Google. Potem okazało się, że system wyszukiwania pozostawia sporo do życzenia: nie można wyszukać po wydawcy, jedynie po tytule lub autorze. A przynajmniej ja jeszcze takowej opcji nie odkryłam

Po znalezieniu tomiku, możemy przeczytać darmową próbkę - pierwszych kilkanaście-kilkadziesiąt stron mangi. To ciekawa opcja, można zobaczyć, jak wygląda nasza manga w dużym formacie na ekranie. 

Przechodzimy do kupna. Wystarczy kliknąć "Buy" i przenosimy się do opcji płatności. Do wyboru są karta kredytowa i debetowa, PayPal i przelew z portfela Google. Opcja obciążenia karty debetowej niekoniecznie działa na nasze polskie Visy i MasterCardy, to tak na marginesie - mamy więc dość wąskie pole manweru. Nie można zapłacić np. przelewem czy transeferm przez pośrednika (DotPay, PayU itp.). Na szczęście mam kredytówkę - kupujemy. Tomik znajduję w swoich plikach na koncie Google.

Zanim ocenię mangę i jej wydanie, przejdę do ostatniej obserwacji, która niestety jest dla mnie wadą nie do przeskoczenia. Ze względu na zabezpieczenie (DRM) i umowę licencyjną, nie ma możliwości pobrania pliku i czytania go offline. Użytkownicy nie posiadający urządzeń z Androidem (czyli czytelnicy korzystający z laptopów, PC, czytników, niektórych tabletów) mogą zakupioną mangę czytać wyłącznie online, na stronie sklepu. Ogromna szkoda - osobiście liczyłam na możłiwość zabierania mang ze sobą na czytniku np. na wycieczkę czy do autobusu. 

A sama manga?

Wygląda naprawdę dobrze. Tłumaczenie itp. jest identyczne z papierowym, więc tu nie ma się co rozpisywać. Czytamy od prawej do lewej, możemy przewijać stronę kółkiem myszki lub strzałkami, podobnie z przerzucaniem kartek. Można nawigować po wyszukanym słowie lub poprzez spis treści, jest także suwak na dole. Manga jest w domyślnym powiększeniu - na moim monitorze to 700 px szerokości. Czyta się dobrze, jakość jest naprawdę porządna, więc opcja mangi elektronicznej to rozwiązanie do rozważenia dla tych z was, którzy mają problemy ze wzrokiem. Pod tym względem jedyne, czego mi brakuje, to opcja regulacji powiększenia. Poza tym nie ma się do czego przyczepić.

I jeszcze o cenie

Pojawiły się głosy, że proponowana cena za tomik to kpina z czytelników (w promocji 11,99 zł, bez promocji - 15,99 zł). Tu stanę jednak w obronie Waneko. Ta dyskusja pojawiała się już wielokrotnie w przypadku e-booków, stąd argumenty są raczej proste: wydania elektroniczne objęte są niemal pięciokrotnie wyższą stawką podatku VAT, niż wydania papierowe. W praktyce manga papierowa objęta jest 5% podatkiem, elektroniczna - 23%. Jeśli papierowy TG kosztuje 19,99 zł, to podatek odprowadzany przez wydawcę wynosi niecałą złotówkę. Za elektroniczną mangę za 15,99 zł ten podatek wynosi już w zaokrągleniu 3,67 zł. Do tego w obu przypadkach doliczamy marżę sklepu i opłatę dla Shueishy (a może i autora). W przypadku e-wydania odpadają koszta druku (bogiem a prawdą przy dużym nakładzie nie takie wysokie - przy komiksie czarno-białym w dużym nakładzie internet podpowiada ok. 3-6 zł za tomik) oraz dystrybucji fizycznej. Pozostają koszty licencji, tłumacza, składu, korekty, obsługi sklepu itp. Cena nie jest więc wygórowana. 

Na argument pt. "wolę postawić papierowy tomik na półce, zwłaszcza za tę cenę" odpowiedź też może być tylko jedna: nikt nie zmusza Cię do kupowania wersji elektronicznej. Osobiście chętnie bym kupowała, gdyby istniała opcja pobierania pliku - miejsce na półkach nie jest z gumy, nadal jest taniej niż kupować tomiki papierowe, a do tego lubię czytać mangi na ekranie, bo są po prostu większe. Jako osoba szanująca autorów i prawa autorskie cieszę się też możliwością kupna tomiku, dla którego nie mam miejsca w domu, zamiast szukania w internecie skanlacji. Ty nie musisz, nikt Ci nie każe.

Podsumowanie

Jak na razie uczucia mam bardzo mieszane. Z jednej strony cieszy i inicjatywa, i jakość mang, i bliższa czytelnikowi forma dystrybucji (J.P.F. wszedł z mangami elektronicznymi w sklepie iTunes - mogli je odczytać tylko posiadacze urządzeń Apple). Jednocześnie żal, że nie ma opcji pobrania mangi w formie PDF/ePub, co pozwoliłoby na swobodniejsze z nich korzystanie i nie wymuszało czytania online. Myślę, że całość warto obserwować - może uda się wypracować z Japończykami kompromis odpowiadający polskiemu rynkowi e-booków i poszerzyćw ten sposób dostępność tytułów. 




blog comments powered by Disqus