Ryuichi Sakamoto - nowatorska różnorodność
Skłamałbym pisząc, że w Ryuichim Sakamoto najbardziej pociąga mnie różnorodność jego muzyki. Z różnorodnością jest zazwyczaj tak, że robi wrażenie i zdumiewa, ale rzadko kiedy porusza jakieś struny głębko, wewnątrz człowieczego serca. Poruszają natomiast dźwięki i kompozycje, i to za nie najbardziej cenię tego wszechstronnego kompozytora. Różnorodność gatunków, dźwięków, inspiracji oraz używanego instrumentarium zasługuje na osobny artykuł, a może nawet na całą ich serię, jednakże fakt, iż człowiek, który pracował z najbardziej znanymi reżyserami Hollywood i zarobił na swojej muzyce krocie wciąż chce o coś walczyć, robi wielkie wrażenie i wzbudza szacunek słuchaczy.
Sztandarowym wręcz przykładem w tej materii jest utwór "Zero Landmine" z płyty N.M.L. (NO MORE LANDMINES) wydanej w kwietniu 2001 roku. Teledysk do utworu robi duże wrażenie, zaś nagranie "koncertowe" - kolokwialnie rzecz ujmując - wbija w fotel. Czym to nagranie wyróżnia się spośród setek tysięcy innych zapisów audio-wizualnych? Wyobraźmy sobie fortepian stojący na środku dość dużego pomieszczenia. Za nim siedzi pianista (Pan Sakamoto), od którego rozpoczyna się utwór. Przed nim, w półkole ustawieni są rozmaici muzycy, których w trakcie ok. 30-minutowego utworu pojawia się coraz to więcej i więcej. Znajdziemy pośród nich przedstawicieli najrozmaitszych nurtów muzycznych ( poczynając od hip-hopu...) oraz kultur (...na muzyce indyjskiej skończywszy). Jak to się dzieje, że jeden człowiek jest w stanie nie tylko zebrać kilkadziesiąt osób (w tym również chór, solistów, gitarzystów i innych), ale również skomponować utwór z wykorzystaniem ich wszystkich? I jak to jest, że w nagraniu, a później w tym "koncercie" biorą udział takie sławy, jak Brian Eno, Kraftwerk, David Sylvian, SUGIZO, GLAY, CHARA, Cindy Lauper, DJ Krush, Talvin Singh czy Arto Lindsay? A dodać przecież trzeba, że to jeszcze nie jest kwintesencja utworu. Jego kwintesencją jest jego brzmienie oraz znaczenie. Utwór zaczyna się słowami "Zero Landmine", zaś na dużym ekranie pojawia się wizerunek trupiej czaszki - to najbardziej charakterystyczne oznaczenie pól minowych. Ledwie kilka sekund później przed naszymi oczyma pojawiają się dzieci o kolorze skóry zdecydowanie od naszej odmiennego, a nasze uszy zaszczycają słowa jakiegoś chłopca, wypowiadane w nieznanym nam języku. Co zdumiewa najbardziej? Że artysta tego formatu, który już dawno mógłby schować - uwaga, będzie brzydko - głowę w swojej du... nie robi tego, a wręcz przeciwnie. Na coś zwraca uwagę, coś chce swoją muzyką przekazać. W sposób jasny i klarowny mówi nam: "Patrzcie tam! Tam się coś dzieje i warto zwrócić na to uwagę!". I proszę mnie nie posądzać teraz o szerzenie upatrywań politycznych, ale w mym przekonaniu brak tego człowieka (a także Davida Sylviana, o którym za chwilę) podczas koncertu Live8 to nie tylko nieporozumienie, ale też dowód na to, że celem tej akcji chyba nie do końca była walka o szczytne i wzniosłe cele.
Najdorodniejszym i najdojrzalszym owocem współpracy tej dwójki gentlemenów wydaje mi się być utwór "World Citizen" zagrany w co najmniej 4-ech wersjach. Dwie z nich to wersje, które znalazły się na płycie Chasm (którą za momencik omówię dokładniej). Dwie kolejne trafiły na singiel "World Citizen" z dołączonym remixem Ryoijiego Ikedy (kolejny dowód na muzyczną różnorodność swych znajomości kompozytora). Utwór robi olbrzymie wrażenie, przede wszystkim tekstem napisanym przez Davida Sylviana (jak sam mówi: w trakcie jednego ze spacerów po Londynie). Muzycznie jest to utwór alternatywno-popowy z elementami noise'u, gitary, elektronicznobrzmiącej perkusji i rozmaitych sampli oraz brzmień syntezatorowych charakterystycznych dla muzyki Pana Sakamoto. Całość obficie oblana przepięknym, melancholijnym i hipnotyzującym głosem Sylviana. O czym opowiada utwór? O problemach Obywatela Świata, o którym się tyle mówi, a który tak bardzo niknie we współczesnym świecie. Mowa tu również o tych, o których się nie myśli, nie pamięta, o tych, których się rujnuje w imię pieniędzy, władzy, korporacjonizmu. I nie jest to utwór wcale buntowniczy. Wręcz przeciwnie. Jest spokojny, wyważony, stonowany - napisany dojrzale przez niemłodych już ludzi, którzy zdają się nie krzyczeć, lecz mówić, a w ten sposób jeszcze mocniej docierać do odbiorcy. It's such a small amount
She's un-American
I guess it doesn't count
Six thousand children's lives
Were simply thrown away
Lost without medicine
Inside of thirty days
Przejdę teraz do płyty "Chasm". Album składa się z czternastu utworów i trwa nieco ponad 70 minut. Wybrałem tę płytę ze względu na olbrzymie zróżnicowanie gatunkowo-muzyczne, a poza tym... płyta mi się zwyczajnie podoba i lubię do niej wracać. Krążek rozpoczyna - utrzymany w klimacie r'n'b - "Undercooled". Utwór jest spokojny, nieco melancholijny u początku, z wykorzystaniem nieco tradycyjno-wschodniego brzmienia syntezatorów. Wchodzący wokal oznajmia nadejście atmosfery znacznie bardziej hip-hopowej i zaskakuje niejapońskim i nieangielskim językiem. Drugi utwór to "Coro". Tutaj Szanowny Czytelnik musi mi wybaczyć, bowiem nie jestem w stanie rozeznać się w instrumentach, które z trudem słychać spod warstwy silnego noise'u. Słychać tam jakieś głosy, perkusję, może nawet gitary elektryczne. Drugi utwór jest szokiem w zestawieniu z pierwszym, ale... Nadchodzi utwór trzeci ("War & Peace"), który jest utworem iście filozoficznym. Prawdopodobnie jest to jeden z najbardziej filozoficzno-refleksyjnych utworów napisanych do tej pory. Muzyka robi tu za tło, bo to w zasadzie sample z dodatkami, ale "wokale" robią olbrzymie wrażenie. Nikt tutaj nie śpiewa, nikt tu nie melodeklamuje, nawet nie szepcze. Utwór wypełniają powtarzające się pytania w języku angielskim wypowiadane - co można rozpoznać po akcencie - przez ludzi z rozmaitych kultur i różnych części świata. Ryuichi Sakamoto stawia nam tutaj rozmaite - często egzystencjalne - pytania w stylu: "When children fights their brothers and sisters are they learning how to make war?" (Czy, gdy dzieci walczą ze swym rodzeństwem, uczą się sztuki wojny?), "Why do they compare man war to a man and peace to a woman?" (Dlaczego męskość kojarzona jest z wojną, a kobiecość z pokojem?) czy "Is war as old as gravity?" (Czy wojna jest tak stara, jak grawitacja?). Pojawia się tu wiele "tricky questions" (podchwytliwych pytań), które zmuszają nas do myślenia. Niektóre są wręcz zabawne, jak "Do I have to love peace when I love trees?" (Czy kochając pokój, muszę kochać drzewa?). Ten szereg pytań wymusza skupienie i zastanowienie. Zdumiewa prostotą i zaskakuje tym, jak ta prosta zmusza intelektualistów do głębszych rozmyślań. Jednocześnie, te pytania tak bardzo różnią się od wydumanych rozważań współczesnej filozofii. Są proste do bólu, a jednocześnie obnażają wszystko w ten wyjątkowy sposób, który karze nam się zastanawiać.
Zapamiętujemy te pytania, powtarzamy je spacerując miastem, zastanawiamy się nad tym, co w nas i nad tym, co wokół. Ten utwór - powiedzieć to mogę szczerze - jest wielkim sukcesem Pana Sakamoto. Na koniec opisu utworu podam jeszcze jeden przykład pytania: "Do we love without thinking?" (Czy kochamy nie używając rozumu?). Cóż czeka nas dalej? Tytułowy utwór czyli "CHASM", czyli mocno przerobiony fortepian ze zwielokrotnionym echem. Utwór niepokojący, zupełnie inny od poprzedniego, który muzycznie koił. Ten jest niczym tytułowy "chasm" czyli przepaść. To nieco, jak chodzenie nad tą właśnie przepaścią. Piąty utwór przynosi ukojenie, a jednocześnie wiele przemyśleń, które mogą popchnąć nas w krainę smutku i melancholii, nadchodzi bowiem zdecydowany faworyt tej płyty czyli "World Citizen" z wokalno-lirycznym majstersztykiem Davida Sylviana. W utworze pojawia się pytanie, które często do mnie powraca: "Why can't we be without begining, without end?" (Dlaczego nie możemy istnieć bez początku i bez końca?). Zawsze zdaje mi się, że to pytanie o naszą cielesność, pytanie o wyzwolenie się z kręgu życia, w którym wszystko co żywe, rodzi się i umiera. Kolejny utwór to "Only love can conquer hate" (Tylko miłość może podbić nienawiść), który emanuje raczej delikatnym ambientem. Jest cichy, zawiera rozmaite sample, zabiera nas w zupełnie inną krainę. I na tym zakończę opis. Pozostało jeszcze ponad pół płyty, więc resztę - Drogi Czytelniku - będziesz już musiał zbadać "własnousznie". W 2006 roku ukazał się album "Bricolages" będący zbiorem remixów utworów pochodzących głównie z albumu "Chasm". Pośród rozmaitych "remixerów" znaleźli się np.: Aoki Takamasa (młody twórca muzyki elektronicznej), Fennesz (dość znany twórca z Europy, który współpracował z Davidem Sylvianem i wydawał niegdyś w wytwórni MEGO, w której wydawała również Tujiko Noriko), Alva Noto (projekt muzyczny współtworzony przez Ryuichiego Sakamoto), Taylor Dupree (właściciel wytwórni HAPPY, która wydaje japoński alternatywny pop poza Japonią) czy Steve Jansen (brat Davida Sylviana). Ryuichi Sakamoto to już powoli legendarna postać i człowiek, który bez wątpienia wejdzie do historii muzyki współczesnej. Każdy kolejny album wydaje się być ciągłym poszukiwaniem czegoś i w sobie, i w muzyce. Stał się znany dzięki wyśmienitym i przepięknym ścieżkom filmowym, a w rzeczywistości błyszczy dziesiątkami rozmaitych wydawnictw, w których nie tylko nie boi się eksperymentować, ale zdaje się również, że słowo "komercja" jest mu całkowicie obce.





