DZIAŁY

SKLEP.GILDIA.PL

Zeszyty Komiksowe - 13 - (kwiecień 2012).
Spodziewana premiera rynkowa minęła 22 maja 2012 - produkt powinien być dostępny w ciągu kilku dni.

Cena: 15,92 zł  19,90
Lorraine Heath. Odzyskana miłość.
Data premiery rynkowej: 29 maja 2012>
Cena: 32,20 zł  35,80
Star Wars Komiks - 45 - (5/2012) - Ziemia niczyja.
Data premiery rynkowej: 15 czerwca 2012>
Cena: 4,88 zł  6,50

BANNERY

Gildia > Gildia Mangi i Anime > Fani > Libra > Wigilia po slayersku


Wigilia po slayersku

Autor: Libra
Fanfik jest oparty o: The Slayers, Gundam Wing
Cześciunia ^^!!! Przedstawiam wigilijny ficzek, który uroił się w mej otumanionej kolędami główce tuż po wiadomym święcie! Oprócz Slayerków występują także nieliczne postacie z Gundam Wing (same mi się wepchały do fica i proszę mi tu nie gadać, ze niby autor ma wpływ na to, co się w fikusiach dzieje...-.-'), no i...ja^^ (bo żaden inny wariat, który by wpuścił tą bandę do domu, nie przyszedł mi do głowy). Oto, co z tego wynikło...


[Miejsce akcji - wielka willa z basenem, patio, ogrodem tropikalnym z fontanną i innymi bajerami świadczącymi o obrzydliwym bogactwie]

Salon tejże willi. Lina i spółka wygrzebują ozdoby świąteczne. Drzewko stoi spokojnie na honorowym miejscu i melancholijnie sypie igiełki na perski dywan.
- To jak ją stroimy? Na złoto z czerwienią, czy na niebiesko? - zapytała Lina, otwierając pudło z bombkami.
- Ja bym wolała róż i kremowy... - powiedziała niepewnie Amelia.
- Ha! Jak żyję, w moim domu nie będzie różowych choinek! - oznajmiła wojowniczo Libra.
- Ty się tak nie rządź tylko dlatego, że jesteś gospodarzem! - zgasiła ją czarodziejka.
- Ależ proszę się nie kłócić! Przecież święta to czas miłości i pojednania, gdy rodzi się Wielki Zbawiciel i Obrońca Sprawied...
- Ej, Zelgadis, a ty jak uważasz? - spytała Lina siedzącą w fotelu chimerę, kompletnie ignorując monolog księżniczki - Na złoto z czerwienią, czy na niebiesko?
- A co to za różnica..? - westchnął Zel w totalnie zblazowanym nastroju.
- Ech, jak ty się w nic nie umiesz zaangażować... - mruknęła Lina potępieńczo.
- Heh, nie dziwnego, że mu z Amelką idzie tak, jak idzie... - szepnęła jej na ucho Librusia - A' propos, Amelia, schowaj te aniołki, aniołków w moim domu też nie będzie.
*BRZDĘK TRZASK SRU TRACH ŁUBUDU*
- Czyżby meteoryt..? - zaciekawiła się Libra, robiąc minę Szalonego Kapelusznika.
- Nie! To dobiegało z kuchni! - zawołała Amelia z przejęciem.
- O NIE! GOURRY!
Wszyscy zerwali się z miejsc, łącznie z Zelgadisem, rażeni straszliwą wizją pustej lodówki i popędzili do kuchni.
Librusia omal nie wyglebała się na leżącego na potłuczonych talerzykach i filiżankach Gourry'ego.
- O ŻESZ TY PLAGO EGIPSKA!!! - wykrzyknęła - Znowu wyżerałeś ciasteczka?!
- Normalka. - mruknął Zel, wzruszając ramionami i udał się z powrotem do salonu.
- Panie Gourry, obżarstwo to bardzo brzydka cecha... - wygłosiła moralizatorskim tonem Amelia i postąpiła krok naprzód.
*CHRRRRRRRUP*
- Oj? Po czym ja depczę?
- Och, to tylko super bezcenna porcelana z Chin, przywieziona jeszcze przez mojego pradziadka... - wycedziła Libra przez zaciśnięte zęby - Zdarza się.
- GOURRY, COŚ NAROBIŁ, PALANCIE?!?! - wydarła się na nieszczęsnego najemnika czarodziejka - Ja za ciebie nie odpowiadam, sam bulisz odszkodowanie!!!
- A może jakoś bym to naprawiła za pomocą magii..? - zaproponowała Amelia z nadzieją.
Nagle do kuchni wrócił Zelgadis.
- Wybaczcie, że przeszkadzam, ale na moim fotelu pojawił się jakiś nieproszony gość z laptopem - poskarżył się.
- No co ty powiesz... - bąknęła nieprzytomnie Libra, podnosząc czule jeden, cudem nieuszkodzony spodeczek - Przyteleportnął się, czy jak?
- Nie, wlazł przez komin. - oznajmił Zel.
- Więc to Święty Mikołaj. - odparła beztrosko - Niech sobie siedzi.
- O ile ma prezenty. - dodała Lina groźnie.
- Nie ma prezentów, tylko laptop. - warknął Zelgadis, zirytowany, że nikt nie widzi w tym niczego dziwnego.
- Nowoczesny jakiś... - oceniła Lina, pomagając Amelii rozdzielać szczątki talerzyków od szczątek filiżanek.
- No to co robimy? - zniecierpliwiła się chimera.
- A co tu robić? - zdumiała się Amelia - Jak tak pan kocha fotele, to niech pan sobie siądzie na inny!
Chimera westchnęła i zmieniła taktykę.
- A jak to jest złodziej? Pakujący właśnie do wora librusiową kolekcję motyli i ptasich piór z całego świata? - zapytał podstępnie.
Efekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Lina i Libra rzuciły się na złamanie karku do pokoju i stanęły na środku w bojowej pozycji, rozglądając się dookoła.
- No..? Gdzie on jest? - rudowłosa czarodziejka rozejrzała się nerwowo.
- Eee... - bąknął Zelgadis stropiony, patrząc na pusty salon - ...zniknął...
Dziewczyny opuściły ręce, wzniesione w gestach karate i popatrzyły na siebie znacząco.
- Ile wypiłeś..? - zapytała Libra.
- Co?! - oburzył się Zel - Przecież mi się nie przywidziało, naprawdę tam siedział!
- Na moje oko, to z butelkę co najmniej...pytanie czego... - mruknęła Librusia, kręcąc potępieńczo głową i jednocześnie upewniając się, że wszystkie cenne rzeczy są nadal na miejscu.
- Słaby łeb, choć kamienny... - oceniła Lina i pociągnęła chimerę za rękaw - Chodź, pomożesz nam, bo nie daj LoN jakieś białe myszki zaraz zobaczysz...
W kuchni trwał rozdzielanie, a Amelia zaczynała czynić pierwsze próby reperacji. Gourry siedział w kącie z miną winowajcy, jako że z trudem odróżniał spodek od filiżanki i nie nadawał się do pomocy.
- O, coś mi wyszło! - oznajmiła zachwycona czarodziejka, unosząc swoje dzieło tak, by wszyscy mogli je obejrzeć.
- Bardzo ładnie, Amelko... - pochwaliła ją Libra - Ale dlaczego ten spodeczek ma uszko...?
- E? Och, faktycznie...
- Z tego wszystkiego nie zdążymy ubrać choinki... - zmartwiła się Lina - Zel, zamień się tu ze mną, ja pójdę wieszać bombki -przeszła ostrożnie przez uformowane kupki i zniknęła za drzwiami.
Po chwili wróciła z bardzo dziwną miną.
- Słuchajcie...bez jaj, ale teraz ja go widzę...
- Serio? - zainteresowała się Libra - I co, siedzi na fotelu?
- Nie, teraz na kanapie...Z laptopem, tak jak mówił Zel.
- ...ale mnie to się nie wierzy... - mruknęła z goryczą chimera.
- Ojej... - rozczuliła się Amelia i natychmiast go objęła.
- Sorrki, Zeluś... - mruknęła Lina ze skruchą - Jednak nadal jesteś abstynent...
- Wiecie co, w końcu jestem gospodynią, lepiej tam pójdę... - powiedziała Libra, wstając z podłogi.
- Co? A jak to niebezpieczne? - przestraszyła się księżniczka - Może to jakiś rządny zemsty upiór przodka?
- Dwie osoby go widziały i na żadnej się nie zemścił. - zauważyła trzeźwo dziewczyna - Zresztą ten dom jest za nowy na duchy...idę. - postanowiła.
Duch-nie duch siedział na swoim miejscu i zawzięcie stukał w klawiaturę. Nawet na nią nie spojrzał.
- Ej, ty! Kim jesteś? - zapytała bez ogródek.
- ...
- Czemu nic nie mówisz?
- ...
- Heh, no oczywiście, że nic nie mówi, w końcu to zwida. - snuła rozważania Libra - A jeśli to zwida, to czemu JA do niej gadam? - zastanowiła się.


- A co ty w ogóle robisz na tym laptopie, co? - zainteresowała się - Źle ci z oczu patrzy, pewnie jesteś hakerem? I pakujesz komuś wirusa? NA PRZYKŁAD MI?
- ...
- Nie dość, że zwida, to jeszcze mnie ignoruje! - zirytowała się Libra - Może byś tak łaskawie odpowiedział?!
- Nie. - odezwał się wreszcie tajemniczy gość.
- JA CI DAM NIE, TY...!
*SRU W ŁEB*
- AŁA!!! - wrzasnął - Miałem na myśli, że nie pakuję nikomu wirusa, ty psychopatko!!!
- Aha... - dziewczyna uspokoiła się natychmiast.
- A co robisz? - zapytała Lina, która wparowała do salonu z całą resztą zwabiona hałasami.
- Nie twój interes. - warknął chłopak i zaczął znowu stukać w klawiaturkę - Moja misja jest ściśle tajna.
- Ale bufon... - skomentował Zelgadis.
- Z tobą też się tak czasami rozmawia... - uświadomił go złośliwy głos dochodzący gdzieś spod sufitu.
Wszyscy unieśli głowy...i zobaczyli znajomego Mazoku lewitującego sobie tuż przed czubkiem choinki.
- Nieszczęścia chodzą parami! - prychnęła Lina, zgrzytając zębami.
Xellos uśmiechnął się perfidnie i puścił oko do Amelii, wzbudzając tym samym w pewnej chimerce nieprzepartą chęć sadystycznego mordu. Zerknął na kanapę i oniemiał.
- Na wszystkie herbaty świata! Sublokator! - krzyknął, zobaczywszy chłopaka z laptopem.
- SUBLOKATOREM TO JESTEŚ TU TY!!!!! - ryknęła Lina - NIE BĘDZIESZ PSUŁ NAM ŚWIĄT, STARY PACANIE!!! FIREBALL!!!
- Lina, nie...! - krzyknął Gourry, ale było już za późno.
Xellos zwyczajnie się przeteleportował, a ognista kula poleciała prosto w iglaste drzewko, które natychmiast stanęło w płomieniach.
- WANDALE!!! - wrzasnęła Libra łapiąc się z przerażeniem za głowę - COŚCIE NAROBILI?!?!?!?!?!?!
Zapadła natychmiastowa cisza, przerywana tylko trzaskaniem fajczącej się z rezygnacją choinki. Wszyscy jakoś głupio wpatrywali się w to niecodzienne widowisko.
- NO ZRÓBCIE COŚ TERA!!!!!! - wydarła się Libra, biegając w panice dookoła ogniska.
Pierwsza ocknęła się chimerka i bez namysłu rzuciła Freeze Arrow.
Choin zamienił się w malowniczą kupę lodu.
Librusia przestała się miotać i padła na kolana z obłędem w oczach. Potem przeniosła wzrok na sprawczynię. Lina poczuła, że robi jej się nieswojo.
- Lino Inverse! - zagrzmiała Libra, wstając z podłogi i nie spuszczając wzroku z czarodziejki - Przez twoją lekkomyślność mam nadpalony perski dywan i zaczadziały sufit! Czy chcesz coś powiedzieć na swoją samoobronę?!
- TO NIE MOJA WINA!!! TO WSZYSTKO PRZEZ TEGO JEŁOPA!!! - wskazała oskarżycielsko na uchachanego Mazoku - A ON SIĘ JESZCZE Z TEGO ŚMIEJE!!!
Libra obróciła się błyskawicznie na pięcie i wlepiła swe straszliwe gały w Xellosa.
- ...BUAHAHA...HA...heh, hm. - odchrząknął demon i umilkł kompletnie.
- Xellosie Metallium! - zagrzmiała Librusia tak, jak poprzednio - Daję ci szansę odpokutowania za swe winy! Pójdziesz teraz w cholerę i przyniesiesz NOWĄ CHOINKĘ!
- Ja? - jęknął Mazoku, ale zaraz się zamknął - No dobra, dobra...już mnie nie ma - mruknął i znikł.
- Też bym tak chciał! - oznajmił ni z gruchy, ni z pietruchy Gourry.
- Niby co..? - zapytała Lina burkliwie, niezadowolona, że musi zapłacić dziewczynie za szkody - Ale słuchaj, przecież ja nie mam waszych pieniędzy! - zwróciła się do Libry.
- To nic, kochana. - zapewniła ją dziewczyna przesłodzonym głosikiem - Ja te twoje złote monetki przetopię i sprzedam, o to się nie martw.
- ...tak wziąć i zniknąć, kiedy by mi się chciało...w ogóle bym na piechotę nie łaził... - ciągnął Gourry, nie zważając, że nikt go nie słucha (bo Amelia i Zel usiłowali wywalić zlodowaconą choinkę do ogrodu).
- Co? - ocknęła się Lina - A, tak tak, fantastycznie...szkoda, że to niemożliwe.
- W myśl zasady Kartezjusza - możliwe - odezwał się niespodziewanie chłopak z laptopem.
Wszystkim opadły szczeny.
- Jak rany, on się włączył do rozmowy... - wybełkotał Zelgadis - A nawet nie drgnął, jak sie drzewko paliło...
- Ty! - burknął "zwid" do Gourry'ego - Powiedz: "myślę, więc jestem".
- Myślę, więc jestem. - powiedział posłusznie najemnik i, naturalnie, od razu znikł.
- Mówiłem, ze możliwe. - wzruszył ramionami chłopak i wrócił do swojej roboty.
- C..CO...CO U LICHA?!?!?!?! - wydarła się Lina i zaczęła szarpać nim na wszystkie strony - GADAJ, TY CHOLERNY UPIORZE, CO ZROBIŁEŚ GOURRY'EMU?!?!?!?!?
- Nazywam się Heero. - wtrącił chłopak z niesmakiem - Opanuj się, chciał zniknąć, to znikł, misja wykonana.
- CO ZA MISJA, JAKA MISJA, TY SKOŃCZONY DRANIU...
Zelgadis bez słowa chwycił ją od tyłu za ramiona i obrócił.
- Patrz. - nakazał.
Czarodziejka zdębiała, bo oto zobaczyła zdziwionego Xellosa, który trzymał za nogę Gourry'ego i beztrosko nim majtał. Obok niego lewitowała ogromniasta choinka, już przystrojona.
- Znalazłem go między wymiarami. - oznajmił - Co tu się u was wyrabia?
Nikt nie raczył mu odpowiedzieć, bo Lina zaczęła właśnie rugać najemnika za jego głupotę, a reszta podejrzanie gapiła się na choinkę.
- Co, nie podoba się? - spytał Mazoku - A podobno najładniejsza w mieście...
- No właśnie... - mruknęła Amelia - Moje stuprocentowo czyste serce wyczuwa tu duży przekręt. Skąd pan ją ma?
W tej samej chwili radio, które dotąd smęciło jakieś kolędy, zaszumiało i rzekło:
- Wiadomość z ostatniej chwili! Dosłownie przed momentem pewien niechybnie zwariowany obywatel ukradł miastową choinkę, stojącą, jak wiadomo, na głównym placu...
- Khe khę khę! - rozkaszlał się Xellos.
- Według relacji naocznych świadków złodziej był dziwnie odziany, pojawił się nie wiadomo skąd, po czym zniknął razem z choinką nie wiadomo jak. Naukowcy wykluczają zbiorową halucynację...
- No i wszystko jasne... - westchnęła Libra - Pewnie, zdemolujcie mi dom, spalcie go, wsadźcie mnie do więzienia, czemu nie? Wesołych Świąt! - zawołała i runęła omdlała na podłogę.
- Oj! Ale heca! - ucieszył się Mazoku - Nie spodziewałem się takiej reakcji!
- ...niektórzy uważają, że to świąteczny żart Dawida Kuperfilda i że drzewko z pewnością zaraz się pojawi...
Zelgadis stanowczym ruchem wyłączył radio, a Amelia rzuciła się cucić dziewczynę. Ocucona, zaczęła rzucać w Xellosa wszystkim, co akurat znalazło się pod jej ręką, póki starczyło jej sił, a że w tym czasie na niebie pojawiła się już pierwsza gwiazdka, podpisano rozejm celem dalszych świątecznych przygotowań.
Gourry został posadzony koło Heero, który, gdyby był normalnym człowiekiem, dostałby już odcisków na palcach od klikania, ale że normalny nie był, to nie dostał, logiczne, reszta zaś znosiła potrawy na stół wigilijny.
- Długo jeszcze..? - jęknął najemnik - Jestem taki głodny, ze mógłbym zjeść pieczonego Mazoku!
- Czy to jakaś aluzja była? - zapytał podejrzliwie Xellos.
- Fuj, ja bym w życiu czegoś takiego do ust nie wzięła... - oświadczyła Lina, obrzucając demona pogardliwym spojrzeniem - Co jednak nie oznacza, że nie możemy go upiec...he he he...FIRE..!
- AAAAAAAA!!! - wrzasnęła Librusia i zatkała jej buzię świątecznym siankiem - OSZALAŁAŚ?!?!?!? DRUGĄ CHOINĘ CHCESZ MI SPOPIELIĆ?!?!?!?!
- Wiecie co... - wtrącił się Zelgadis z dziwnym błyskiem w oku - Może zamiast go piec, to go wypatroszymy..? Mógłby robić za karpia...
- NIE POZWALAJ SOBIE!!! - zdenerwował się Xellos nie na żarty.
- Ależ to by było okrutne! - zaoponowała Amelia - Znęcanie się nad zwierzętami jest karalne!
- "Zwierzętami"..? -.-' - powtórzył Xell.
- Ale my byśmy go zabili bardzo HUMANITARNIE... - nie ustępowała Lina.
- Ale fajnie! - uradował się Gourry - Uwędźmy go! Jak węgorza! Mam go posiekać?
- Nie ty. - odrzekła Libra - Mam lepszego kandydata...Heero... - zaczęła tajemniczo - Masz nową MISJĘ!
- Mi...misję? - powtórzył chłopak, odrywając się wreszcie od ekranu laptopa.
- Taaak ^^. Musisz wypatroszyć tego tutaj. - wskazała na Mazoku.
- NIE ZGADZAM SIĘ!!! PROTESTUJĘ!!! - zawył Xellos.
- Nikt cie nie pytał o zdanie. - uświadomiła go Libra - Albo się z nami bawisz, albo nie dostaniesz herbaty.
- Szantaż godny demona... - mruknęła chimera, rada, że to nie nad nim wreszcie się znęcają.
Heero zamknął z trzaskiem swojego kompa i ruszył w pogoń za spanikowanym Mazoku.
- Cóż...to może skorzystajmy z chwili wytchnienia i złóżmy sobie życzonka? - zaproponowała Amelia, biorąc ze stołu opłatek i rozdając każdemu po kawałku.
[w tle przebiega Heero goniąc za Xellosem z nożem rzeźnickim w ręku]
- A więc, panie Zelgadisie... - księżniczka uśmiechnęła się do chimerki - Życzę wielkich sukcesów na polu walki o dobroć, miłość i sprawiedliwość...
- Ekhm, wzajemnie, Amelko...
[w tle przebiega Heero goniąc za Xellosem z granatem w ręku]
- DUUUUUŻO JEDZENIA!!!
- I DUUUUUUŻO SKARBÓW!!!
- I ŻEBY CI MÓŻDZEK URÓSŁ^^!
- A TOBIE BIUST^^!
- OŻ TY...!
*SRU...PRASK!*
[w tle przebiega Heero goniąc za Xellosem z bazooką na ramieniu]
No i tak sobie wszyscy składali, a w międzyczasie na niebie pojawiła się druga gwiazdka...
[w tle przebiega zdyszany Xellos z wywalonym ozorem. Za nim czołgiem jedzie Heero]
- Zamawiam na chwilę! - wydyszał Mazoku - Na Wielką LoN, to już nie te lata...
- Co za zamawiam?! - wkurzył się Heero - To nie berek, nie ma zamawianek! Walczysz o życie, łazęgo!
- No to chyba się mogę przed śmiercią napić herbatki, nie?
- W sumie racja...
I wreszcie, po baaaaaardzo obfitym posiłku, przyszedł czas na najwspanialszą część Wigilii...^^
- PREZENTY!!! - Lina rzuciła się na stos pakunków pod choinką i zaczęła się przez niego przekopywać w poszukiwaniu tych opatrzonych jej imieniem.
- "Linusia"...o, znowu dla mnie ^^! O, i ten też!
- Cieszy się jak dziecko...-.-' - mruknął Zelgadis.
- Żebyś ty tak umiał, chimerzasty... - dopiekł mu Xellos, po czym wyszczerzył się niebezpiecznie i dodał - Ode mnie też masz prezenta ^^.
- C..co?! - przeraziła się chimera - Coś ty mi kupił? Parę skorpionów?
- Nie, paczkę prezerwatyw ^^!
- 0.0...
- Rany, żartuję przecież, nie? Dobrze wiem, że ty wolisz bez ^^!
- Odwal się! - warknął Zel, cały czerwony - Wcale nie wolę bez, to jest, ja w ogóle..
- Cóż to, panowie? - powiedziała Amelia, podchodząc do nich - Chyba sobie nie dogryzacie w ten wyjątkowy dzień?
- Ależ skąd! - zaprzeczył Xell z uciechą - Rozmawialiśmy po prostu na temat tego, że pan Zelgadis woli...
*ŁUP*
- Ałała... - jęknął Mazoku, łapiąc się za głowę, na której sterczał mu ogromniasty guz - Ty brutalu, uważaj, kogo walisz tymi swoimi kamiennymi łapami!
- To stul pysk! - syknęła chimera.
- Och, i jeszcze jeden! - zakomunikowała światu Lina i nagle przyjrzała się bliżej podpisowi - COOOOOOOO?!?!?! "DLA NAJFAJNIEJSZEJ PŁASKIEJ DESKI NA ŚWIECIE"?!?!?!? KTO ŚMIAŁ?????????????
- Ja! - pisnął radośnie Xell, ale tak, by czarodziejka go nie dosłyszała.
W końcu prezenty dla Liny się skończyły i reszta też mogła rozpakować, co swoje.
Czarodziejka otrzymała kilka bardzo rzadkich i bardzo drogich artefaktów, Gourry plastikowy karabin, zdalnie sterowany samochodzik i wielką maskotkę Supermana, Amelia różową koszulkę z napisem peace on the world, poduchę - serducho i statuetkę Joanny d'Arc, a Zelgadis masę podręczników typu "Samoakceptacja", "Jak powiedzieć jej, że ją kochasz", "Mój optymizm jest moją siłą" czy "W życiu liczy się wnętrze" plus talizmany rzekomo zwiększające pewność siebie.
Librusia dostała to, co Librusie lubią najbardziej, czyli stosy książek, zaś Xellos luksusowy komplet herbat (połowę zaraz wypił, z nikim się nie dzieląc:).
Wtedy Heero przypomniał sobie o swojej misji i znów zaczął ganiać za Xellosem. Znudzony zabawą Mazoku przysiadł sobie na czubku choinki i opijał się herbatą. Dopiero, kiedy Heero wyciągnął swój pistolet i zaczął mierzyć do demona, zwrócono na niego uwagę. To jest, Librusia zwróciła.
- GDZIE SIĘ PCHA Z TYM ZŁOMEM?! NIE WIDZI, ZE MAM KRYSZTAŁOWY ŻYRANDOL?!
- No, Heero - zaśmiał się Xellos, dopijając mate - Tknij jej ten żyrandol, a będzie to ostatnia misja, jakiej się podjąłeś!
- Śmierć nie ma znaczenia - odparł bezbarwnym głosem chłopak - Muszę wypełnić swoje zadanie.
- Toż to jakiś psychol, na Cephieda - mruknął zdegustowany Zelgadis, którego Amelia pracowicie obwieszała talizmanami, jakie dostał.
- Fakt, bije cię na głowę. - powiedział Xellos, siorbiąc oolung.
*puk puk*
- Kogo tu niesie? Chyba mi nie spraszaliście znajomych? - zaniepokoiła się Libra.
Slayerki pokręciły głowami.
*puk puk puk*
- No to na pewno sąsiad ze skargą. - oznajmiła złowróżbnie - Ale przecież byliśmy cicho...
- Może to ten, cotośmy mu wrzucili za płota tego zlodowaciałego choina..? - zastanowił się na głos Xellos, popijając jednocześnie z dwóch filiżanek senchę i darjeeling.
Libra zdębiała.
- COŚ POWIEDZIAŁ?!
*puk puk puku puku stuk puk bams trach ŁUP!*
- Zedrą mi lakier z drzwi! - zirytowała się dziewczyna - No idę, idę!
Na progu stała dwójka chłopców, jeden jakby troche chińczykowaty, drugi w koloratce i z bardzo długim warkoczyskiem.
- Cześć! - przywitał się ten drugi, uśmiechając się rozbrajająco - Wybacz to najście, ale czy nie ma przypadkiem u ciebie takiego burkliwego świrusa w naszym wieku? Z laptopem...
- Z laptopem. - powtórzyła tępo Librusia - AAA! Z LAPTOPEM! Tak tak, wchodźcie, z nieba mi spadacie! Heero! - krzyknęła w stronę chłopaka - Koledzy przyszli do ciebie!
- He? - Heero zamarł, wciąż z pistoletem w ręce.
- Wufei, czy mógłbyś..? - uśmiechnął się warkoczasty do Chińczyka.
Ten bez słowa podszedł do Heero, stanął w pozie karate, nabrał głęboki wdech, i...
*CING CIANG CIONG*
...i Heero padł znokautowany prosto w mięciutki kaftan bezpieczeństwa...
- No i po sprawie. - rzekł ten drugi, cały czas się uśmiechając - Biedny Heero...zwariował, odkąd nasza robota dobiegła końca... - wyjaśnił - Wciąż mu się wydaje, że wypełnia jakieś misje... - pokręcił głową - No, to dzięki za współpracę, już nas nie ma ^^.
I już ich nie było.
Librusia westchnęła i ruszyła do kuchni po winko na ukojenie nerwów.
Amelia jak gdyby nigdy nic wpakowała się Zelkowi na kolana. Lina i Xell nie skomentowali - ona, bo siedziała na kolanach u Gourry'ego, a on, bo upił się herbatą i leżał pod choinką, śpiewając fałszywie "Cicha noc"...


The End