Królewna Białaczka i 5 demonów
Reżyserka - Librusia
Występują:
Królewna Białaczka - Sango
Królewicz - Miroku
Macocha - Lina
Nożownik - Sesshomaru
Lustereczko - Kanna
Narrator(ka) - Kagome
5 demonów - Inu, Zel, Shippo, Koga, Xellos
[kurtyna]
Widownia: [klask klask klask]
Kagome: Ekhem, ekhem. Ekhe, ekhe, hem!
Libra:...już możesz, wszyscy są cicho...
Kagome: Ja ich nie uciszam, ja się przeziębiłam i mam kaszelunek!
Libra [załamka]: Fajnie, ze mówisz mi to na premierze...
Kagome: O jeny, jakoś podołam, nie?
Widownia: <gwiiiiiiizd> <buuuuuuu>
Libra: Nasze kulturalne i miłujące sztukę społeczeństwo wyraziło swoje zniecierpliwienie.
Kagome: MORDY W KUBEŁ, BO NIE GRAMY!!!
Widownia: <cisza...>
Kagome: No! To co ja...aha! Dawno dawno temu była sobie królewna Białaczka, która żyła ze swym marnotrawnym ojcem i upośledzoną macochą. Macocha całymi dniami przesiadywała w swojej komnacie i gadała do Magicznego Lustereczka.
Lina: Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie?
Kanna: Tyś jest, królowo! Może to twój urok, może to Maybelline.
Kagome: Aż pewnego dnia, kiedy królewna Białaczka weszła w okres dojrzewania, Lustereczko odparło:
Kanna: Sorry, po odejściu od lusterka reklamacji nie uwzględnia się. Najpiękniejsza jest królewna Białaczka!
Kagome: No i macocha się wkurzyła i postanowiła zamordować Białaczkę, żeby na zawsze pozostać Miss Ameryki. Wysłała więc królewnę na jagódki i poszczuła ją nożownikiem.
Sango: La la la, jestem śliczna Białaczka, mam cerę jak mleko 1,5%, włosy z hebanu, a usteczka fioletowe, bo się umazałam jagódkami!
<ciszaaa...>
Libra: Co jest, kurde? Sesshomaru, wchodzisz!
Sesshomaru: phi tam.
Inu: Mówiłem, że tak będzie...
Libra: ZACHRZANIAJ NA SCENĘ TY KUDŁATY PCHLARZU!!!
Sesshomaru: nudzisz mnie [wchodzi na scenę] Hu hu ha, jestem nożownik, zaraz cię zgładzę, śliczna Białaczko.
Sango [ziewając]: Och nie, boję się, ach boję.
Sesshomaru [wyciąga tessaigę]: No to siup [prawie ucina głowę Sango]
Sango: AAA! Co robisz, psychopato?!! Nie zabijaj mnie!
Sesshomaru: ale ja chce.
Sango: Jak mnie oszczędzisz...osobiście...dam ci kanapkę!
Sesshomaru: a z czym konkretnie?
Sango: Z jagódkami.
Sesshomaru: Nie lubię zielska. I tak cię zabiję.
Sango: Jeszcze zobaczymy!
Kagome: Białaczka wyciągnęła zza skarpety swój ulubiony bumerang ZP-67 i zdzieliła nożownika. Nagle zza krzaka wyskakuje psi demon.
Inu [wyciągając tetsusaigę]: Na pohybel!
Sesshomaru: Boże, znów ten mój psychopatyczny braciszek, zmywam się.
Kagome: I Sesshomaru, to jest nożownik, uciekł pokonany...
Sesshomaru [odwracając się]: słucham?
Kagome: Eee, tego, to jest zastosował genialny manewr taktyczny mający na celu zmylenie przeciwnika i ...
Sesshomaru: No. Przesłyszałem się [wychodzi].
Inu: Nic ci nie jest, Białaczko?
Sango: Nie. Ale pogryzł mi bumerang, głupek jeden.
Inu: Aha. Wielce przykre. Możesz się schronić w naszej chacie, póki twoja broń nie wyzdrowieje.
Kagome: Białaczka się zgodziła i zamieszkała u 5 demonów. W zamian za kopanie ogródka i przyrządzanie kanapek z jagódkami mogła siedzieć przed plazmowym telewizorem i spać na wodnym łóżku. Ale zła macocha szybko dowiedziała się, że Białaczka żyje i postanowiła zabić ją własnoręcznie. Przebrała się więc za akwizytorkę, poczekała, aż demony wyjdą posprzątać w lesie i zapukała do drzwi.
Lina: stuku puku.
Sango: Kto tam?
Lina [słodkim głosem]: Akwizytorka.
Sango: Przyjdź później, właśnie oglądam "<M> jak miłość"
Lina: Ach, wielka szkoda, sprzedaję wojskowe pantofelki z dostępem do Internetu, a została mi ostatnia para [zdejmuje z nogi swojego glana]. Poza tym o 14.30 jest powtórka.
Sango: Och, no skoro tak...jeśli nie mam nic naprzeciwko, to nie ma sprawy.
Lina: Masz, kochanie, ubierz bucik [podaje jej glana, z którego ulatnia się podejrzany odorek]
Kagome: Białaczka wdziała but, zrobiła się zielona, dostała podagry i zemdlała.
Lina: Ha ha ha!!! Masz za swoje, zdziro! [wychodzi]
Kagome: Wiedźma uciekła pewna swego zwycięstwa, a demony wróciły do domu i zastały swoją piękną królewnę zieloną i bez czucia.
Koga: Boże, spiła się!
Xellos: Na śmierć [z podziwem]! Jak prawdziwa księżniczka!
Shippo: A to pech. Już ją lubiłem.
Koga: No i co robimy?
Inu: Zakopmy pod buraczki, będzie dobry nawóz.
Zel: Ale ona chyba jeszcze oddycha!
Xellos: E tam, jest tak nalana, że nawet nie zauważy, jak ją zagrzebiemy żywcem^^.
Zel: Jesteś bałwan bez serca!
Inu: Zamknijcie się! Co tak jedzie?
<konsternacja>
Shippo [niuch niuch]
Koga [sniff sniff]
Xellos [wąch wąch]: To nie gorzała [tonem znawcy]!
Zel: To chyba gangrena...
Shippo: To chyba ten but...
Inu [zdejmując Białaczce buciora]: ...o...o...och, FUJJJ!!!!! [mdleje]
Xellos: O! Widzi mi się, że i pod kartofle starczy^^!
Zel: Zamknij się [ubiera gumową rękawicę, owija ją w dywan, koc azbestowy i świeżo uprane firanki, po czym ostrożnie bierze glana i wyrzuca go przez okno]!
Kagome: Nie minęła chwila, jak Białaczka odzyskała świadomość, doprowadzając nieszczęsną macochę do palpitacji.
Lina[palpitując]: Dobra, ty mała spryciulo! Taka jesteś ponad to? To zginiesz od pieczonego jabłuszka!
Kagome: Pieczone jabłuszka macochy były słynne w całym królestwie. I nie była to bynajmniej dobra sława. Zła królowa sporządziła trutkę, pobiegła czym prędzej do chatki demonów, poczekała, aż te wyjdą na bilard i zapukała do drzwi.
Lina: stuku puku
Sango: Kto tam?
Lina [słodkim głosem]: Akwizytorka.
Sango: Przyjdź później, właśnie oglądam powtórkę "<M> jak miłość".
Lina: Jaka szkoda, sprzedaję pieczone jabłuszka o cudownych właściwościach - zjesz i schudniesz o 10 kilo! A poza tym o 16.15 jest powtórka powtórki.
Sango: Och, no skoro tak...ale ja jestem szczupła.
Lina: To co? Będziesz bardziej!
Sango: Dobra, niech stracę...dawaj to jabłuszko.
Lina [wyjmuje jabłuszko faszerowane wyrobem czekoladopodobnym, orzechem włoskim w skorupie, zimnymi nóżkami w occie, kocią karmą i siekanym szkłem]: Smacznego.
Sango: Jezus, Maria, Józef, co w tym jest?!
Lina: Wyrób czekoladopodobny, orzech włoski w skorupie, zimne nóżki w occie, kocia karma i siekane szkło. Dokładnie wedle przepisu Babci Frani.
Sango: Aha. Co tam, raz się żyje [zjada jabłuszko, robi się zielona i mdleje]
Lina: Ha ha ha!!! Masz za swoje, zdziro! [wychodzi]
Kagome: Wiedźma uciekła znowu pewna swego zwycięstwa, a demony znowu wróciły do domu i znowu zastały swoją piękną królewnę zieloną i bez czucia.
Koga: Wiecie, to się nudne robi.
Zel [filozoficznie]: Bis repetita - nie zawsze - placent.*
Koga [do Shippo]: Nie zrozumiałem go, a ty zrozumiałeś go?
Shippo: Nie.
Inu: No to co robimy?
Xellos: Pod buraczki...
Koga: Nie, mam lepszy pomysł. Sławna była, wystawmy ciało na widok publiczny!
Kagome: Jak powiedział, tak zrobili. Królewna Białaczka przeleżała dobry tydzień i była by się niechybnie rozłożyła, gdyby tylko była martwa. A nie była. No i pewnego pięknego dnia do chatki demonów zajechał super-przystojny królewicz.
Miroku: Jestem super-przystojnym królewiczem, słyszałem, że macie tu jakąś królewnę.
Inu: Ehe. Prosto i w lewo.
Miroku: Dzięx.
Kagome: Królewicz pojechał dalej na swoim wiernym rumaku Kirarze, zgubił się tylko 3 razy i wreszcie dotarł do celu. Na kamiennym cokole, otoczona rzędami czarnych świec i drutem kolczastym leżała królewna.
Miroku [zupełnie szczerze]: Ach, jaka śliczna! Cera jak mleko 1,5%, włosy z hebanu i na dodatek pachnie pieczonym jabłuszkiem!
Sango [sycząc przez zaciśnięte zęby]: Fuck off and die...
Shippo: 300 jenów za 2 minuty oglądania.
Miroku: A ile za pocałunek?
Shippo [zdegustowany]: Nekrofil czy co? To już będą dwa tysiączki...
Kagome: Miroku wyłożył lekką rączką żądaną sumę i pochylił się nad królewną...
Sango [natychmiast otwierając oczy]: AAAAA! ZOSTAW MNIE ZBOCZEŃCU!!!!!!! [wyciąga zza skarpety swój bumerang ZP-67 i wali nim w królewicza]
Inu: Rany! Się ocknęła!
Shippo: Kurde, a już prawie zaoszczędziłem na nowy jacht...
Zel [filozoficznie]: Amor vincit omnia...**
Koga [do Xellosa]: Nie zrozumiałem go, a ty zrozumiałeś go?
Xellos: Nie.
Kagome: No i wszyscy żyli długo i szczęśliwie^^.
Everybody: [ukłon]
Widownia: [klask klask klask]
[kurtyna]
by Libra
*Dwa razy powtórzone - nie zawsze - podoba się
** Miłość wszystko zwycięża




