Gildia > Gildia Mangi i Anime > Fani > Kira > Światło i cień


Światło i cień

Autor: Kira
Fanfik jest oparty o: The Slayers

Dziewczyna samotnie szła przez las, gdy nagle zatrzymała się i zaczęła w coś się wsłuchiwać. Po chwili zniknęła w lesie. Na drodze pojawiła się grupka ludzi (hhh...Ciekawe kto to?). Rudowłosa dziewczyna(już wiecie-nie!), jakiś blondas, ktoś o krótkich fioletowych włosach i jakaś dziewczyna której krótkie kruczo czarne włosy ledwo dotykały ramion.

  • Kiedy wreszcie dojdziemy? - pytał blondas.
  • Oj cicho bądź Gaourry! - wydarła się na niego dziewczyna.

Wszyscy wyglądali jakby szli już od dłuższego czasu.

  • Mam dość! - wrzasnął Gaourry! - Dalej nie pójdę!
  • Pójdziesz albo sama cię zmuszę. - powiedziała dziewczyna, a w jej rękach zaczynała formować się ognista kula.

Od tamtego czasu nikt już nie narzekał, a blondas nawet nie próbował przystanąć na jakikolwiek odpoczynek. Szli w kierunku miasta, gdy nagle przed nimi zmaterializował się jakiś dziwny gostek. Miał fioletowe włosy i ciągle się uśmiechał.

  • Xsellos! Po jaką cholerę żeś tu przybył! Co? - wykrzykną fioletowo-włosy mężczyzna.
  • Ach Zellgadisie nie denerwuj się tak - powiedział niewinnie Xsellos.
  • Jak mam się nie denerwować będąc w twoim towarzystwie!
  • Och...! Nie rań mego serca!
  • Jak można zranić coś czego nie ma. - powiedział Zell zadowolony z siebie.
  • Nie widziałem tego? - odpowiedział niewinnie Xellos.
  • Tak! To teraz wiesz! Spadaj.....!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • No wiesz co? A ja specjalni chciałem wam potowarzyszyć.
  • Ach.... nie musisz być taki opiekuńczy. - odpowiedział Zellgadis z udawaną słodyczą w głosie.
  • Ale chce.
  • To nie bądź!
  • Uspokójcie się obaj bo inaczej potraktuje was Fireball'em. - odezwała się dziewczyna.
  • Ależ Lino ja przecież jestem spokojny, a ty Zellgadisie?
  • Och... tak. Jestem bardzo spokojny. - warknął Zell.

Szli dalej przez las, a Xsellos bardzo starał się "umilić" tą podróż. Lina już piętnasty raz próbowała rzucić w niego Firebell jednak on ciągle neutralizował zaklęcia. Natomiast czarnowłosa dziewczynka co jakiś czas zaczyna mówić coś o miłości i tolerancji.

Idąc za dziwną grupką, ukryta w cieniu lasu, mała dziewczynka śmiała się cicho obserwując ich.

Doszli do miasta i od razu udali się do jakiejś karczmy.

  • Jedzenie! - wykrzyknęli jednocześnie Lina i Gaourry wbiegając do karczmy.
  • Nie ma Xsellosa. - zauważyła Amelia. .
  • I dobrze. - stwierdzi Zell.

  • Czy macie wolne pokoje? - spytała się Lina po obfitym posiłku.
  • Jeszcze kilka zostało.
  • To dobrze.

Godzinę później do karczmy weszła mała dziewczynka i zamówiła pokój na jedną noc. Z całej grupki nie spał jedynie Zellgadis, który siedział przy ogniu i z pewnym zaciekawieniem przyglądał się nowemu gościu. Dziwił go prawdopodobny wiek dziewczynki. Wyglądała na 12-to latke, a mimo to była sama. Dziewczyna nie poszła spać zjadła trochę i usiadłszy przy oknie zapatrzyła się na niebo. Zell przyjrzał jej się uważniej. Miała długie brązowozłote włosy spływające jej do pasa i delikatną cerę. Nagle dziewczyna odkręciła się w jego stronę, a wtedy Zell ujrzał jej piękne diamentowe oczy koloru srebrno błękitnego. Oczy te bardzo zwracały na siebie uwagę, a jednocześnie skrywały coś w sobie, coś bardzo interesującego i tajemniczego. Dziewczyna wpatrzyła się w niego i uśmiechnęła się delikatnie.

  • Cześć! - odezwała się nieznajoma.
  • Cześć.
  • Nazywam się Sara, a pan?
  • To jest Zellgadis, ale mów do niego Zell, a ja jestem Lina. - odezwała się dziewczyna stojąca na schodach.
  • Co ty tu robisz o tej porze? - zapytał się Zellgadis.
  • Zgłodniałam.
  • Co!!!!
  • No co? Może masz coś przeciwko!
  • Nie, nie nic. - odpowiedział mężczyzna aby nie oberwać Feirebll'em.
  • No więc powiedz mi Sara co ty tutaj robisz? - spytała się Lina po obfitym posiłku.
  • Co?
  • No czemu tu jesteś?
  • A co w tym takiego dziwnego, że musisz się pytać.
  • No wyglądasz na ok.12 lat i jesteś sama, a gdzie są twoi rodzice?
  • Co?...Przepraszam nie usłyszałam.
  • No cze...

Lecz zanim Lina dokończyła pytanie Sara wstała i pożegnała ich tłumacząc się, że jest już zmęczona. Odeszła od okna i po chwili znikła na schodach. Lina jednak nie chciała uwierzyć w to, że Sara nie usłyszała pytania lecz po prostu nie chciała na nie odpowiedzieć. To ją bardzo intrygowało więc postanowiła dowiedzieć się o niej więcej.

Następnego ranka gdy wszyscy już wstali i zjedli śniadanie Lina zapytała się karczmarza o Sarę.

  • Wyszła z samego rana gdy słonice jeszcze wstawało.
  • Co!!!!! - zdziwiła się Lina.
  • To prawda. Nie wiem jak można wyspać się w tak krótkim czasie, a w dodatku wyszła gdzieś w środku nocy i przyszła tak około godziny później.
  • Niemożliwe!!!
  • Mówię co widziałem.
  • No cóż. - powiedziała Lina.

Wszyscy wolnym tempie szli szeroką dróżką. Doszli do rozwidlenia i coś tam usłyszeli.

  • Niezła. Mała, ale niezła. Będzie zabawa.
  • No dobra dawaj kasę.
  • Odwalcie się. - usłyszeli znajomy głos.
  • To Sara. - powiedział Zell z Liną .
  • Kto? - spytał się Gaourry razem z Amelią..

Jednak nie usłyszeli odpowiedzi gdyż rudowłosa czarodziejka wraz z chimerą popędzili w kierunku z którego dobiegał głos.

  • Ej!!! Poczekajcie na mnie! - wrzasną Gaourry.

- Fireball! Co? No nie czemu teraz! - usłyszała z daleka grupka.

Gdy dobiegli na miejsce zobaczyli dziesięciu zbójów otaczających małą dziewczynkę trzymającą w dłoniach miecz. Mimo groźnej sytuacji Sara była spokojna i nawet nie pokazała po sobie choćby nutki strachu. Gdy tylko zbóje zaatakowali grupa ruszyła do akcji. Oczywiście Lina była pierwsza. Usmażyła połowę Fireball'em, a drugą połową zajęła się reszta. Jednak Sara też walczyła. I to nie byle jak! Nawet Gaourry zdziwił się jak tak młoda dziewczynka mogła z taką precyzją posługiwać się mieczem. Gdy zbóje uciekli dziewczyna stanęła przed grupką z trochę ciekawym wyrazem twarzy.

  • Co wy tu robicie? - spytała się swoich wybawców.
  • Uratowaliśmy ci życie. Nie cieszysz się?
  • Poradziłabym sobie.
  • To znaczy, że nie musieliśmy się wtrącać.
  • No może nie, ale w sumie to powinnam wam podziękować.
  • Za co?
  • Teraz nie mogłam się zbytnio bronić.
  • Jak to?
  • Jesteś czarodziejką! Prawda? - bardziej stwierdziła niż spytała się Lina.

Sara przytaknęła tylko z uśmiechem.

  • To czemu nie mogłaś czarować? - spytał się Gaoury, ale zaraz tego pożałował bo Lina zdzieliła go w łeb.
  • Za co? - spytał się Gaoury podnosząc się z ziemi.
  • Za głupotę! - wydarła się na niego Lina.
  • No dzięki za pomoc. To ja lepiej już sobie pójdę. - powiedziała Sara uśmiechając się lekko.
  • Może pójdziesz z nami w końcu idziemy w tym samym kierunku. - powiedziała Amelia.
  • No....
  • To świetny pomysł! - przytaknęła Lina i spojrzała na Sare tak błagalnym spojrzeniem, że aż skóra cierpła.

Wyraźnie rozbawiona czymś czarodziejka zgodziła się.

  • Świetnie! - wrzasnęła Lina - No to teraz czas na obiad.

Dziewczyna z wyraźnym zdziwieniem i jednocześnie z wielkim rozbawieniem przyglądała się walce o króliczą nóżkę między Liną i Gaourry'm.

  • Nie jesz? - spytał się Zell.
  • Nie dziękuje nie jestem głodna. - powiedziała wesoło Sara - Czy oni tak zawsze? - spytała się wskazując palcem na Linę, która właśnie zdzieliła Gaourry'ego łokciem.
  • Niestety.

Więcej nie mówiła jednak ciągle była wesoła i ze śmiechem na twarzy spoglądała na walczącą parę.

Lina otworzyła oczy - była noc. Nie wstając patrzyła się po śpiących. Nagle zauważyła Sarę wbiegającą w gęsty mrok lasu. Wstała i poszła za nią. Szła przez las ledwo dostrzegając w ciemnościach sylwetkę dziewczyny. Nagle zatrzymała się. Straciła ją z oczu.

  • "Niech to szlak!" - pomyślała.

Jednak nie przestała szukać. W końcu znalazła Sarę nad brzegiem jeziora. Dziewczyna stała tam i wpatrywała się w niebo. W końcu zdjęła z siebie ubranie i w samej tylko bieliźnie wskoczyła do jeziora tworząc wcześniej kilka kul światła

Lina wyczarowała bańkę powietrza i poszła za nią. Nie tworzyła światła aby nie zdradzić swojej obecności. Mimo wszystko widziała dziewczynę dobrze ponieważ kule jakie ona stworzyła świeciły jasno. Sara wyglądała tak jakby czegoś szukała - "Ale czego?" - myślała Lina. Dziewczyna najwidoczniej dostrzegła swój cel bo zadowolona zaczęła płynąć coraz niżej i niżej. Zanurkowała w wodorostach i po chwili wypłynęła z czymś w ręku. Zaczęła wypływać jednak noga zaplątała jej się w wodorosty i nie mogła się z nich wyplątać. Zaczęła tracić powietrze. Lina już chciała popłynąć jej na ratunek gdy nagle ujrzała coś dziwnego. Kule światła które pływały blisko niej nagle spłonęły ogniem, ale jakim ogniem - błękitnym. Wodorosty pokryły się lodem i dzięki temu stały się bardzo kruche. Gdy Sara ospowodziła się w końcu z ich więzów natychmiast wypłynęła na powierzchnię i położyła się na brzegu. Ciężko dysząc usiadła i spojrzała na rzeczleżącą w jej ręku. Był to flet. Lina nie wiedziała czemu ona tak ryzykowała dla zwykłego fletu.

  • "Jednak skoro tak dla niego ryzykowała to musi znaczyć, że to nie byle jaki flet." - pomyślała Lina.

Jednak nie zdążyła więcej się nad tym zastanowić gdyż Sara właśnie skończyła się suszyć - oczywiście za pomącą magii - ubrała się i zaczęła iść w kierunku obozu. Lina popędziła przodem i położyła się z powrotem na swoim miejscu. Następnego dnia gdy wszyscy się obudzili zauważyli przed nimi ognisko z jedzeniem.

  • Zapraszam na śniadanie. - powitała ich Sara.
  • Czy ty zawsze wstajesz tak wcześnie? - spytała się Amelia.
  • Hmm..... No...Chyba tak. A co?
  • Nie nic. Tylko nie wiem jak można się wyspać w tak krótkim czasie.
  • Spokojnie. Można. - powiedziała Sara i jeszcze raz zaprosiła wszystkich na śniadanie.

Oczywiście Linie i Gaourry'emu nie trzeba było tego powtarzać - oboje pochłaniali jedzenie z taką prędkością, że Sara znowu uśmiechała się i podśmiewała gdy tylko spojrzała w ich stronę. Mimo iż Lina w czasie jedzenie jest tak zajęta, - biciem Gaourry'ego - że zwykle w tym czasie odcina się zupełnie od świata to jednak zauważyła, że Sara nic nie je.

  • Czemu nic nie jesz? - spytała się gdy tylko Gaourry padł na ziemie pod wpływem jej ciosu.
  • No właśnie. - przytaknęła reszta.
  • Zjadłam wcześniej, zanim wstaliście. Poza tym nie mogłabym jeść patrząc się na wasze bójki. - odpowiedziała wesoło.
  • Czy to takie śmieszne! - wydarła się na nią Lina i po raz drugi przywaliła Gaourry'emu kością.
  • Tak. - powiedziała Sara ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Lina już miała wycelować w nią Fireball jednak ockną się jej przeciwnik i znowu pochłonęła ją walka o każdy kęs. Dziewczyna nic więcej nie powiedziała, bo nie mogła. Zamiast tego trzymała się za brzuch, który rozbolał ją ze śmiechu. Po śniadaniu wszyscy weseli - oprócz pokonanego Gaourry'ego - ruszyli w dalszą podróż.

  • A tak w ogóle to gdzie idziecie? -zgadała ich Sara
  • Idziemy do Sillue do mojego ojca. - powiedziała dumnie Amelia.
  • Tak. A kim jest twój ojciec?
  • Jest królem Sillue.
  • Tak? To znaczy, że jesteś księżniczka?
  • Tak.
  • To czemu podróżujesz po państwie napotykając się na niebezpieczeństwa i żyjąc w niewygodzie.
  • Nie! Czemu to powiedziałaś. - wrzasnęła Lina. Niestety za późno. Amelia już zaczęła.
  • Jestem księżniczką walczącą o pokój i dobro. Wyzbywając się wygód i bogactwa walczę aby na świecie zapanował ład i porządek. - powiedziała dumnie Amelia.
  • Acha. - uśmiechnęła się Sara. - A w jaki sposób chcesz to zrobić?
  • E.... No będę pomagać i niszczyć zło.
  • A jak?
  • No za pomocą magii i miecza.
  • Tak. A sądzisz, że to wystarczy. Sądzisz, że sama dasz radę?
  • No nie, ale pomagają mi przyjaciele. Poza tym przekonuję każdego kogo spotkam aby przeszedł na stronę dobra.
  • Ach tak. A przekonasz jego? - spytała się Sara wskazując palcem na drzewo na którym stał mazoku. Miał zamknięte oczy.
  • Witaj. - powiedziała Sara.
  • Witaj. - odpowiedział jej i zeskoczył z drzewa.
  • O. Saro to jest pan Xsellos on jest...
  • ... mazoku. Wiem. - powiedziała Sara i wpatrzyła się w jego zamknięte oczy. W końcu bez żadnych obaw i strachu podeszła do niego.
  • Komu służysz?

Xsellos uchylił trochę swoje powieki pokazując swe ametystowe oczy i popatrzył na nią.

  • Moją panią jest Zellas Metallium.
  • Władczyni Bestii?
  • Tak. - powiedział zamykając oczy - No to co robimy?
  • Idziemy. - warkną Zellgadis
  • Och nie bądź taki nadpobudliwy Zell.

Po długiej kłótni uspokoiła ich Lina celując w nich Fireball'em.

  • Chyba nie zbyt się lubią. - powiedziała Sara do Amelii
  • Niestety.

Cały dzień Xsellos "umilał" im podróż aż w końcu znikł.

  • Nareszcie. - powiedział zadowolony Zell.

Po kolacji wszyscy zasnęli. Wszyscy oprócz Sary, która siedziała przy drzewie wpatrzona w rozgwieżdżone niebo.

  • Ciężka noc?

To był Xsellos.

  • A co cię to interesuję. Myślałam, że Zellas cię wezwała.
  • Tak, ale chciałem szybko do was wrócić.
  • Tak? Aż tak się stęskniłeś za Zellgadis'em, że nie mogłeś dłużej bez niego wytrzymać?
  • Skąd wiedziałaś? - powiedział słodko mazoku
  • No wiesz.... Ma się swoje sposoby. - uśmiechnęła się i zapatrzyła się w niebo.

Było południe. Słonice świeciło jasno, a ptaki śpiewały radośnie. Cała grupka - z Xsellos'em (niestety) - szła dróżką i kłóciła się - jak zwykle. Naglę zza krzaków wyskoczyła banda zbójców. Było ich ok. 20 może 25. Oczywiście chcieli złota, a gdy usłyszeli sprzeciw natarli na naszą grupkę - oprócz mazoku, który teleportował się na drzewo i stamtąd oglądał zaistniałe wydarzenia. Lina i Gaourry bawili się najlepiej. Rudowłosa czarodziejka miotała Fireball'em na wszystkie strony raniąc wrogów i własnych kompanów. Blondas natomiast ciachał mieczem zawzięcie narzekając, że w tych okolicach nie ma ani jednej osoby, która umiałaby dobrze posługiwać się bronią. Amelia cieszyła się, że może powstrzymać kolejnych przestępców i ukarać ich tym samym za zło jakie popełnili. Dla Zellgadisa był to chleb powszedni. Sara najwidoczniej nie lubiła się bić walcząc mieczem rzadko używała magii. W końcu jednak nie wytrzymała i walnęła ostatniego z bandytów Fireball'em. Po udanej walce przyszedł czas na obiad.

Szli drogą - była noc - nikt nie spodziewał się, że coś takiego się zdarzy - nikt oprócz Sary. Ułożyli się do snu. Nagle koło nich rozległo się przeraźliwe wycie. Wszyscy zatkali uszy. Nagle całą grupkę otoczył czarny płomień.

  • Co to? - zdziwiła się Lina.

Jednak nie tylko ona była zdziwiona - nawet Xsellos nie wiedział co się dzieje. Zauważył jednak, że Sara zachowuję się tak jakby wiedziała co to, a raczej kto to. Próbował wniknąć w jej umysł jednak wyrzuciło go stamtąd potężne zaklęcie.

  • Nawet nie próbuj. - odezwał się telepatycznie czyjś głos.

To była Sara.

  • Czemu? - odpowiedział mazoku.
  • Bo by cię zabolało. - odpowiedziała nawet nie patrząc się w jego stronę.

Ogień dalej płonął.

  • Witam. - odezwał się ktoś z poza okręgu.
  • Kim jesteś i czego od nas chcesz?!!!! - wrzasnęła Lina.
  • Nie czego, ale kogo.
  • Co!!!!
  • Osoba o której mówię dobrze wie kim jestem i o co mi chodzi. Wyjdź bo zabiję ich.

Naglę oczy Sary zapłonęły błękitem. Widziała to tylko Lina i Xsellos. Ogień zajarzył się błękitem i znikł wraz z nim. Głosu już nie było. Wszyscy osunęli się na ziemię porażeni jakimś zaklęciem. Gdy się obudzili znajdowali się w jakiejś celi. Każdy był odgrodzony kratą. Wszyscy się obudzili, ale Sara nie dawała znaku życia. Mówili do niej, próbowali jej dotknąć, ale to nie pomogło. Lina spojrzała się po wszystkich. Tylko Xsellos odwzajemnił jej spojrzenie. Już wiedziała, że tylko oni z całej grupy widzieli ten ogień - ogień w jej oczach. Oboje nie mieli pojęcia co to było, ale byli pewni, że tylko ona wie kto ich napadł i co miał znaczyć ten ogień. Xsellos powiedział Linie - telepatycznie, że nie może wejść do jej umysłu ponieważ za każdym razem odrzuca go bardzo silna bariera i sam nie ma pojęci co to był za ogień. Wszyscy mogli używać mocy, ale nie mogli zaatakować drugiej celi -nie wiedzieli dlaczego. Rozmyślali. Wiedzieli, że mogą wyjść z celi, ale nie mieli pojęcia jak wyciągnąć stamtąd Sare. W końcu ktoś przyszedł.

  • Witajcie! Nazywam się Lajla i będę waszą przewodniczką.
  • Przewodniczką?
  • Tak. Przewodniczką. A co?
  • Ale po co nam przewodniczka i kim ty jesteś? - spytała się Lina.
  • Jestem Lajla i jestem przewodniczką nowych więźniów Karchida.
  • Karchida, a kto to?
  • To mój pan, a teraz i wasz. Musicie spełniać jego rozkazy. Za nieposłuszeństwo zostaniecie ukarani. - powiedziała z władczym spojrzeniem.
  • A ty to kim jesteś, że tak się wymądrzasz! - wydarła się zdenerwowana Lina.
  • Jestem jedną z jego głównych sług. - uśmiechnęła się dumnie.

  • A..., a co takiego będziemy robić. - spytała się w końcu Amelia.

Szli już jakimś korytarzem. Było ciemno, korytarz oświetlały jedynie pochodnie wiszące na ścianie tunelu. Lajla uśmiechnęła się - widocznie coś ukrywała.

  • Znaleźliśmy was. Teraz należycie do Karchida.

Lina wnerwiona do granic próbowała nie rzucić w Lajlę Fireball'em.

  • On też należy do was?!!!! - wypaliła Lina wskazując palcem na Xsellos'a.
  • Też, a co?
  • Super! - powiedział widocznie rozbawiony Xsellos - jeszcze nie otworzył oczu.
  • No widzicie on się cieszy. Wy też powinniście. To wielki zaszczyt służyć Karchidowi.
  • Xsellos przestań mnie wnerwiać! - wydarł się na niego Zell, a Lina spiorunowała go "śmiertelnym" spojrzeniem.
  • Przestań. - odezwał się do niego mentalnie głos.

To była Sara.

  • Czemu?

Jednak nie otrzymał odpowiedzi.

Szli dalej, aż w końcu zatrzymali się w wielkiej sali. Komnata była naprawdę ogromna. Pochodnie płonęły tutaj silnie i bardzo dobrze rozświetlały sale. Od komnaty biegło dużo korytarzy. Na środku - no.... pod ścianom stał kamienny "tron". Cała sala była misternie rzeźbiona i ozdabiana tkaninami w odcieniach od jaskrawej żółci do krwistej czerwieni. Nie tylko oni byli w tej komnacie. We wszystkie strony miotało się wiele osób. Kazano im czekać. Po chwili na "tronie" zasiadł mężczyzna. Wyglądał groźnie, miał pół długie czarne włosy związane do tyłu. Był silnie zbudowany i wyglądał na doskonałego wojownika. Miał na sobie skórzaną zbroję, była czerwona i rzeźbiona. Do pas przymocowany był miecz, a na głowie nosił metalową opaskę.

  • Witam was. Jestem Karchid. Pan tego królestwa.

Kazali im uklęknąć.

  • Nie słyszałam o takim panie, a jakie to królestwo... - powiedziała trochę złowrogo Lina za co oberwała kijem od jednej za sług.
  • To Kinrad -moje królestwo, a wy jesteście jego więźniami, a tym samym mymi sługami. Przewodniczka wszystko wam powie. - powiedziawszy to wstał i odszedł.

Szli dalej. Lina rozglądała się po otoczeniu. Amelia, była trochę wystraszona. Natomiast Sara wyglądała na zupełnie obojętną. Jakby miała ważniejsze sprawy na głowie. Rozdzielili się po cudownej rozmowie z Karchid'em. Nie wiedziała co stało się z Zell'em i Gaoury'm - los Xsellos'a jej zwisał. Zaprowadzono je do jakiejś komnaty. Na jej środku znajdowało się jezioro.

  • Tu się obmyjecie i dostaniecie nowe odzienie.
  • Że co!!!!!
  • Słyszałaś. Potem wszystko wam wytłumaczę.

Musieli się posłuchać. Lina narzekała na to, że woli swoje ciuchy lecz nie miała nic do dyskusji. Była ubrana w zwiewną białą sukienkę z rozcięciami na obie nogi. Amelia była ubrana podobnie. Sara miała taką samą sukienkę tylko, że blado niebieską, której zakończenia były srebrno-zielone. Wszystkie sukienki miały rękawki - trzy-czwarte. Wszystkie otrzymały opaskę na nogę - każda inną. Lina czerwoną, Amelia zieloną, a Sara białą. Pozwolili im nosić niektóre rzeczy. Lina wzięła opaskę, Amelia "brązoletki" , a Sara naszyjnik z kryształem. Wyszły i udały się za Lajlą dalej w następny ciemny korytarz.

  • No to co będziemy robić?!!! - powiedziała złowrogo Lina.
  • Będziecie pracować dla Karchida. Każdej przydzielimy jakieś zadanie, które będzie musiała wykonywać. W przeciwnym razie osoba ta zostanie ukarana.
  • Czy nikt stąd nie ucieka?
  • Nie. A nawet jeśli to nie da się. Wszędzie wokoło roztaczana jest magiczna bariera.
  • Jak?
  • Osoby, które zawiniły najbardziej odprowadzane są do sali oddania.
  • Sali oddania?
  • Tak. Znajduje się tam kryształ który pobiera moc, bądź energie z osoby i w ten sposób podtrzymuje barierę.
  • Przecież to niebezpieczne. Ktoś może umrzeć.
  • Taka jest kara za nieposłuszeństwo.
  • Kto ją wymyślił?
  • Oczywiście nasz pan - Karchid.
  • A gdy brak jest nieposłusznych?

Sara odezwała się po raz pierwszy od dłuższego czasu.

  • Wtedy wybiera się najbardziej niesforną osobę, lub jeśli takich osób brak losuje się wybrańców.

W końcu doszli do następnej sali. Teraz stanęli jak wryci.

  • Lina?
  • Gaourry?
  • Amelia?
  • Zell?
  • Sara?

Cała gromada wybałuszyła oczy.

  • Xsellos?
  • To ja... - uśmiechnął się mazoku.

Mężczyźni byli ubrani w lniane rybaczki i takie same polowe koszule. Wszystkie koszule były białe. Różniły się tylko spodnie. Zell miał szare, Gaourry niebieskie, a Xsellos fioletowe.

  • Teraz możecie przystąpić do pracy, ale najpierw zaprowadzimy was do waszych pokoi.

Nie były to pokoje, a raczej cele podobne do tych w jakich się ocknęli. W każdym "pokoju" znajdowały się dwa łóżka. Mężczyźni i kobiety mieszkali oddzielnie. Lina z Amelią, Gaourry z Xsellos'em, Zell z jakimś chłopakiem, a Sara z dziewczynką. Potem znowu się rozdzielili. Męska część grupy poszła do kopalni, a damska na powierzchnie nosić drewno i zbierać jedzenie.

  • Niech ja go tylko spotkam, tak ode mnie oberwie, że jego słudzy będą zbierać go w kawałkach. - mruczała Lina pod nosem.

Byli na powierzchni. Był to wielki mistyczny las o potężnych i olbrzymich drzewach. Choć ledwo widoczna bariera trochę falowała i gdzieniegdzie dało się ją dostrzec. Obszar był ogromny, a jednak już niecały krok od bariery dało się ją wyczuć. Szli dalej aż w końcu doszli do jeziora.

  • No ty chodzi tutaj. - wskazała Lajla na Sare.
  • Będziesz łowić strenle, a reszta idzie zbierać zioła i owoce.

Po chwili grupka rozeszła się. Sara zdjęła z siebie prawie wszystko została tylko w bieliźnie i wskoczyła do wody szukać dziwnych roślin. Były niebiesko-zielone i miały takie fioletowo-czerwone owoce w kształcie bulw. Lina martwiła się trochę widząc jak długo nie ma jej na powierzchni, ale wiedziała, że Sara dobrze pływa - w końcu sama widziała. Po dłuższym czasie dziewczyna wynurzyła się z wody trzymając płócienny woreczek z strelami.

Dzień minął szybko i wszyscy wracali do swoich "pokojów". Xsellos oczywiście był w świetnym humorze, a natomiast Zellgadis nie wyglądał zbyt wesoło. Sara wróciła do pokoju normalnie, ale już nie była taka zamknięta w sobie. Xsellos oczywiście próbował wniknąć w jej umysł, ale Sara skutecznie się od niego odgrodziła.

  • Czy ty kiedyś przestaniesz się wtrącać? - spytała się telepatycznie.
  • Chyba nie. - uśmiechną się do niej.

W brew wszystkiemu ona odwzajemniła uśmiech.

Wtedy do sali weszły dwie nowe osoby - dziewczynka i chłopak, oboje mieli tak po kilka lat - chłopak koło 9, natomiast dziewczynka tak ok. 6-7. On wszedł do pokoju Zell'a, a ona do Sary.

  • Cześć! - powiedziała dziewczynka i usiadła na swoim "łóżku".
  • Cześć! Nazywam się Sara, a ty? - uśmiechnęła się do niej.
  • Mika.
  • Gdzie, no....... gdzie "pracujesz"?
  • Na powierzchni. Czasem szukam streli, a czasem noszę drewno do kopalni.
  • Ja też. Na razie tylko szukałam tych stre... coś tam.
  • Streli. - zaśmiała się dziewczynka.

Sara dobrze wiedziała jak ją rozweselić.

  • No czas spać. Dobranoc Mika.
  • Dobranoc. - rzuciła dziewczynka i zasnęła.
  • Dobranoc wszystkim. - powiedziała Sara i położyła się w kącie.

Okrywał ją cień więc nie było wiadomo czy śpi, czy też tylko udaje. Wreszcie i reszta położyła się spać - oprócz Xsellos'a oczywiście. Gdy dziewczyna wyszła z cienia zobaczyła jakby spał.

  • Możesz nie udawać i tak wiem, że nie śpisz. - powiedziała mu czarodziejka.
  • Wiem, ale zawsze można stwarzać pozory, ale to już wiesz i to wiesz aż za dobrze. Prawda?
  • Nie muszę ci odpowiadać. - rzuciła mu i zamilkła na chwilę. Potem powiedziała - Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
  • Jakie?
  • Kim byłeś zanim stałeś się mazoku?
  • Nikim.
  • Niezła odpowiedź. - uśmiechnęła się do niego, ale po chwili jakby coś się stało - Sara szybko schowała się w cień.

Mimo iż nie było jej widać mazoku bardzo dobrze wyczuwał jej uczucia - wyczuwał jej ból. Nie wiedział skąd on jest, ale wiedział jedno - mianowicie to, że jest bardzo smaczny. Po chwili poczuł także wielką moc i zauważył lekką aurę wokół Sary. Ból znikł, a dziewczyna straciła przytomność.

Była noc. W jednej z celi mazoku przypatrywał się pewnej dziewczynie.

"Co to za moc? Intrygujesz mnie Saro. Kim jesteś? Kim jesteś naprawdę?" - pomyślał mazoku i znikł odpowiadając na wezwanie swojej pani.

"Światło i cień"


Dziewczyna samotnie szła przez las, gdy nagle zatrzymała się i zaczęła w coś się wsłuchiwać. Po chwili zniknęła w lesie. Na drodze pojawiła się grupka ludzi (hhh...Ciekawe kto to?). Rudowłosa dziewczyna(już wiecie-nie!), jakiś blondas, ktoś o krótkich fioletowych włosach i jakaś dziewczyna której krótkie kruczo czarne włosy ledwo dotykały ramion.

  • Kiedy wreszcie dojdziemy? - pytał blondas.
  • Oj cicho bądź Gaourry! - wydarła się na niego dziewczyna.

Wszyscy wyglądali jakby szli już od dłuższego czasu.

  • Mam dość! - wrzasnął Gaourry! - Dalej nie pójdę!
  • Pójdziesz albo sama cię zmuszę. - powiedziała dziewczyna, a w jej rękach zaczynała formować się ognista kula.

Od tamtego czasu nikt już nie narzekał, a blondas nawet nie próbował przystanąć na jakikolwiek odpoczynek. Szli w kierunku miasta, gdy nagle przed nimi zmaterializował się jakiś dziwny gostek. Miał fioletowe włosy i ciągle się uśmiechał.

  • Xsellos! Po jaką cholerę żeś tu przybył! Co? - wykrzykną fioletowo-włosy mężczyzna.
  • Ach Zellgadisie nie denerwuj się tak - powiedział niewinnie Xsellos.
  • Jak mam się nie denerwować będąc w twoim towarzystwie!
  • Och...! Nie rań mego serca!
  • Jak można zranić coś czego nie ma. - powiedział Zell zadowolony z siebie.
  • Nie widziałem tego? - odpowiedział niewinnie Xellos.
  • Tak! To teraz wiesz! Spadaj.....!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • No wiesz co? A ja specjalni chciałem wam potowarzyszyć.
  • Ach.... nie musisz być taki opiekuńczy. - odpowiedział Zellgadis z udawaną słodyczą w głosie.
  • Ale chce.
  • To nie bądź!
  • Uspokójcie się obaj bo inaczej potraktuje was Fireball'em. - odezwała się dziewczyna.
  • Ależ Lino ja przecież jestem spokojny, a ty Zellgadisie?
  • Och... tak. Jestem bardzo spokojny. - warknął Zell.

Szli dalej przez las, a Xsellos bardzo starał się "umilić" tą podróż. Lina już piętnasty raz próbowała rzucić w niego Firebell jednak on ciągle neutralizował zaklęcia. Natomiast czarnowłosa dziewczynka co jakiś czas zaczyna mówić coś o miłości i tolerancji.

Idąc za dziwną grupką, ukryta w cieniu lasu, mała dziewczynka śmiała się cicho obserwując ich.

Doszli do miasta i od razu udali się do jakiejś karczmy.

  • Jedzenie! - wykrzyknęli jednocześnie Lina i Gaourry wbiegając do karczmy.
  • Nie ma Xsellosa. - zauważyła Amelia. .
  • I dobrze. - stwierdzi Zell.

  • Czy macie wolne pokoje? - spytała się Lina po obfitym posiłku.
  • Jeszcze kilka zostało.
  • To dobrze.

Godzinę później do karczmy weszła mała dziewczynka i zamówiła pokój na jedną noc. Z całej grupki nie spał jedynie Zellgadis, który siedział przy ogniu i z pewnym zaciekawieniem przyglądał się nowemu gościu. Dziwił go prawdopodobny wiek dziewczynki. Wyglądała na 12-to latke, a mimo to była sama. Dziewczyna nie poszła spać zjadła trochę i usiadłszy przy oknie zapatrzyła się na niebo. Zell przyjrzał jej się uważniej. Miała długie brązowozłote włosy spływające jej do pasa i delikatną cerę. Nagle dziewczyna odkręciła się w jego stronę, a wtedy Zell ujrzał jej piękne diamentowe oczy koloru srebrno błękitnego. Oczy te bardzo zwracały na siebie uwagę, a jednocześnie skrywały coś w sobie, coś bardzo interesującego i tajemniczego. Dziewczyna wpatrzyła się w niego i uśmiechnęła się delikatnie.

  • Cześć! - odezwała się nieznajoma.
  • Cześć.
  • Nazywam się Sara, a pan?
  • To jest Zellgadis, ale mów do niego Zell, a ja jestem Lina. - odezwała się dziewczyna stojąca na schodach.
  • Co ty tu robisz o tej porze? - zapytał się Zellgadis.
  • Zgłodniałam.
  • Co!!!!
  • No co? Może masz coś przeciwko!
  • Nie, nie nic. - odpowiedział mężczyzna aby nie oberwać Feirebll'em.
  • No więc powiedz mi Sara co ty tutaj robisz? - spytała się Lina po obfitym posiłku.
  • Co?
  • No czemu tu jesteś?
  • A co w tym takiego dziwnego, że musisz się pytać.
  • No wyglądasz na ok.12 lat i jesteś sama, a gdzie są twoi rodzice?
  • Co?...Przepraszam nie usłyszałam.
  • No cze...

Lecz zanim Lina dokończyła pytanie Sara wstała i pożegnała ich tłumacząc się, że jest już zmęczona. Odeszła od okna i po chwili znikła na schodach. Lina jednak nie chciała uwierzyć w to, że Sara nie usłyszała pytania lecz po prostu nie chciała na nie odpowiedzieć. To ją bardzo intrygowało więc postanowiła dowiedzieć się o niej więcej.

Następnego ranka gdy wszyscy już wstali i zjedli śniadanie Lina zapytała się karczmarza o Sarę.

  • Wyszła z samego rana gdy słonice jeszcze wstawało.
  • Co!!!!! - zdziwiła się Lina.
  • To prawda. Nie wiem jak można wyspać się w tak krótkim czasie, a w dodatku wyszła gdzieś w środku nocy i przyszła tak około godziny później.
  • Niemożliwe!!!
  • Mówię co widziałem.
  • No cóż. - powiedziała Lina.

Wszyscy wolnym tempie szli szeroką dróżką. Doszli do rozwidlenia i coś tam usłyszeli.

  • Niezła. Mała, ale niezła. Będzie zabawa.
  • No dobra dawaj kasę.
  • Odwalcie się. - usłyszeli znajomy głos.
  • To Sara. - powiedział Zell z Liną .
  • Kto? - spytał się Gaourry razem z Amelią..

Jednak nie usłyszeli odpowiedzi gdyż rudowłosa czarodziejka wraz z chimerą popędzili w kierunku z którego dobiegał głos.

  • Ej!!! Poczekajcie na mnie! - wrzasną Gaourry.

- Fireball! Co? No nie czemu teraz! - usłyszała z daleka grupka.

Gdy dobiegli na miejsce zobaczyli dziesięciu zbójów otaczających małą dziewczynkę trzymającą w dłoniach miecz. Mimo groźnej sytuacji Sara była spokojna i nawet nie pokazała po sobie choćby nutki strachu. Gdy tylko zbóje zaatakowali grupa ruszyła do akcji. Oczywiście Lina była pierwsza. Usmażyła połowę Fireball'em, a drugą połową zajęła się reszta. Jednak Sara też walczyła. I to nie byle jak! Nawet Gaourry zdziwił się jak tak młoda dziewczynka mogła z taką precyzją posługiwać się mieczem. Gdy zbóje uciekli dziewczyna stanęła przed grupką z trochę ciekawym wyrazem twarzy.

  • Co wy tu robicie? - spytała się swoich wybawców.
  • Uratowaliśmy ci życie. Nie cieszysz się?
  • Poradziłabym sobie.
  • To znaczy, że nie musieliśmy się wtrącać.
  • No może nie, ale w sumie to powinnam wam podziękować.
  • Za co?
  • Teraz nie mogłam się zbytnio bronić.
  • Jak to?
  • Jesteś czarodziejką! Prawda? - bardziej stwierdziła niż spytała się Lina.

Sara przytaknęła tylko z uśmiechem.

  • To czemu nie mogłaś czarować? - spytał się Gaoury, ale zaraz tego pożałował bo Lina zdzieliła go w łeb.
  • Za co? - spytał się Gaoury podnosząc się z ziemi.
  • Za głupotę! - wydarła się na niego Lina.
  • No dzięki za pomoc. To ja lepiej już sobie pójdę. - powiedziała Sara uśmiechając się lekko.
  • Może pójdziesz z nami w końcu idziemy w tym samym kierunku. - powiedziała Amelia.
  • No....
  • To świetny pomysł! - przytaknęła Lina i spojrzała na Sare tak błagalnym spojrzeniem, że aż skóra cierpła.

Wyraźnie rozbawiona czymś czarodziejka zgodziła się.

  • Świetnie! - wrzasnęła Lina - No to teraz czas na obiad.

Dziewczyna z wyraźnym zdziwieniem i jednocześnie z wielkim rozbawieniem przyglądała się walce o króliczą nóżkę między Liną i Gaourry'm.

  • Nie jesz? - spytał się Zell.
  • Nie dziękuje nie jestem głodna. - powiedziała wesoło Sara - Czy oni tak zawsze? - spytała się wskazując palcem na Linę, która właśnie zdzieliła Gaourry'ego łokciem.
  • Niestety.

Więcej nie mówiła jednak ciągle była wesoła i ze śmiechem na twarzy spoglądała na walczącą parę.

Lina otworzyła oczy - była noc. Nie wstając patrzyła się po śpiących. Nagle zauważyła Sarę wbiegającą w gęsty mrok lasu. Wstała i poszła za nią. Szła przez las ledwo dostrzegając w ciemnościach sylwetkę dziewczyny. Nagle zatrzymała się. Straciła ją z oczu.

  • "Niech to szlak!" - pomyślała.

Jednak nie przestała szukać. W końcu znalazła Sarę nad brzegiem jeziora. Dziewczyna stała tam i wpatrywała się w niebo. W końcu zdjęła z siebie ubranie i w samej tylko bieliźnie wskoczyła do jeziora tworząc wcześniej kilka kul światła

Lina wyczarowała bańkę powietrza i poszła za nią. Nie tworzyła światła aby nie zdradzić swojej obecności. Mimo wszystko widziała dziewczynę dobrze ponieważ kule jakie ona stworzyła świeciły jasno. Sara wyglądała tak jakby czegoś szukała - "Ale czego?" - myślała Lina. Dziewczyna najwidoczniej dostrzegła swój cel bo zadowolona zaczęła płynąć coraz niżej i niżej. Zanurkowała w wodorostach i po chwili wypłynęła z czymś w ręku. Zaczęła wypływać jednak noga zaplątała jej się w wodorosty i nie mogła się z nich wyplątać. Zaczęła tracić powietrze. Lina już chciała popłynąć jej na ratunek gdy nagle ujrzała coś dziwnego. Kule światła które pływały blisko niej nagle spłonęły ogniem, ale jakim ogniem - błękitnym. Wodorosty pokryły się lodem i dzięki temu stały się bardzo kruche. Gdy Sara ospowodziła się w końcu z ich więzów natychmiast wypłynęła na powierzchnię i położyła się na brzegu. Ciężko dysząc usiadła i spojrzała na rzeczleżącą w jej ręku. Był to flet. Lina nie wiedziała czemu ona tak ryzykowała dla zwykłego fletu.

  • "Jednak skoro tak dla niego ryzykowała to musi znaczyć, że to nie byle jaki flet." - pomyślała Lina.

Jednak nie zdążyła więcej się nad tym zastanowić gdyż Sara właśnie skończyła się suszyć - oczywiście za pomącą magii - ubrała się i zaczęła iść w kierunku obozu. Lina popędziła przodem i położyła się z powrotem na swoim miejscu. Następnego dnia gdy wszyscy się obudzili zauważyli przed nimi ognisko z jedzeniem.

  • Zapraszam na śniadanie. - powitała ich Sara.
  • Czy ty zawsze wstajesz tak wcześnie? - spytała się Amelia.
  • Hmm..... No...Chyba tak. A co?
  • Nie nic. Tylko nie wiem jak można się wyspać w tak krótkim czasie.
  • Spokojnie. Można. - powiedziała Sara i jeszcze raz zaprosiła wszystkich na śniadanie.

Oczywiście Linie i Gaourry'emu nie trzeba było tego powtarzać - oboje pochłaniali jedzenie z taką prędkością, że Sara znowu uśmiechała się i podśmiewała gdy tylko spojrzała w ich stronę. Mimo iż Lina w czasie jedzenie jest tak zajęta, - biciem Gaourry'ego - że zwykle w tym czasie odcina się zupełnie od świata to jednak zauważyła, że Sara nic nie je.

  • Czemu nic nie jesz? - spytała się gdy tylko Gaourry padł na ziemie pod wpływem jej ciosu.
  • No właśnie. - przytaknęła reszta.
  • Zjadłam wcześniej, zanim wstaliście. Poza tym nie mogłabym jeść patrząc się na wasze bójki. - odpowiedziała wesoło.
  • Czy to takie śmieszne! - wydarła się na nią Lina i po raz drugi przywaliła Gaourry'emu kością.
  • Tak. - powiedziała Sara ledwo powstrzymując się od śmiechu.

Lina już miała wycelować w nią Fireball jednak ockną się jej przeciwnik i znowu pochłonęła ją walka o każdy kęs. Dziewczyna nic więcej nie powiedziała, bo nie mogła. Zamiast tego trzymała się za brzuch, który rozbolał ją ze śmiechu. Po śniadaniu wszyscy weseli - oprócz pokonanego Gaourry'ego - ruszyli w dalszą podróż.

  • A tak w ogóle to gdzie idziecie? -zgadała ich Sara
  • Idziemy do Sillue do mojego ojca. - powiedziała dumnie Amelia.
  • Tak. A kim jest twój ojciec?
  • Jest królem Sillue.
  • Tak? To znaczy, że jesteś księżniczka?
  • Tak.
  • To czemu podróżujesz po państwie napotykając się na niebezpieczeństwa i żyjąc w niewygodzie.
  • Nie! Czemu to powiedziałaś. - wrzasnęła Lina. Niestety za późno. Amelia już zaczęła.
  • Jestem księżniczką walczącą o pokój i dobro. Wyzbywając się wygód i bogactwa walczę aby na świecie zapanował ład i porządek. - powiedziała dumnie Amelia.
  • Acha. - uśmiechnęła się Sara. - A w jaki sposób chcesz to zrobić?
  • E.... No będę pomagać i niszczyć zło.
  • A jak?
  • No za pomocą magii i miecza.
  • Tak. A sądzisz, że to wystarczy. Sądzisz, że sama dasz radę?
  • No nie, ale pomagają mi przyjaciele. Poza tym przekonuję każdego kogo spotkam aby przeszedł na stronę dobra.
  • Ach tak. A przekonasz jego? - spytała się Sara wskazując palcem na drzewo na którym stał mazoku. Miał zamknięte oczy.
  • Witaj. - powiedziała Sara.
  • Witaj. - odpowiedział jej i zeskoczył z drzewa.
  • O. Saro to jest pan Xsellos on jest...
  • ... mazoku. Wiem. - powiedziała Sara i wpatrzyła się w jego zamknięte oczy. W końcu bez żadnych obaw i strachu podeszła do niego.
  • Komu służysz?

Xsellos uchylił trochę swoje powieki pokazując swe ametystowe oczy i popatrzył na nią.

  • Moją panią jest Zellas Metallium.
  • Władczyni Bestii?
  • Tak. - powiedział zamykając oczy - No to co robimy?
  • Idziemy. - warkną Zellgadis
  • Och nie bądź taki nadpobudliwy Zell.

Po długiej kłótni uspokoiła ich Lina celując w nich Fireball'em.

  • Chyba nie zbyt się lubią. - powiedziała Sara do Amelii
  • Niestety.

Cały dzień Xsellos "umilał" im podróż aż w końcu znikł.

  • Nareszcie. - powiedział zadowolony Zell.

Po kolacji wszyscy zasnęli. Wszyscy oprócz Sary, która siedziała przy drzewie wpatrzona w rozgwieżdżone niebo.

  • Ciężka noc?

To był Xsellos.

  • A co cię to interesuję. Myślałam, że Zellas cię wezwała.
  • Tak, ale chciałem szybko do was wrócić.
  • Tak? Aż tak się stęskniłeś za Zellgadis'em, że nie mogłeś dłużej bez niego wytrzymać?
  • Skąd wiedziałaś? - powiedział słodko mazoku
  • No wiesz.... Ma się swoje sposoby. - uśmiechnęła się i zapatrzyła się w niebo.

Było południe. Słonice świeciło jasno, a ptaki śpiewały radośnie. Cała grupka - z Xsellos'em (niestety) - szła dróżką i kłóciła się - jak zwykle. Naglę zza krzaków wyskoczyła banda zbójców. Było ich ok. 20 może 25. Oczywiście chcieli złota, a gdy usłyszeli sprzeciw natarli na naszą grupkę - oprócz mazoku, który teleportował się na drzewo i stamtąd oglądał zaistniałe wydarzenia. Lina i Gaourry bawili się najlepiej. Rudowłosa czarodziejka miotała Fireball'em na wszystkie strony raniąc wrogów i własnych kompanów. Blondas natomiast ciachał mieczem zawzięcie narzekając, że w tych okolicach nie ma ani jednej osoby, która umiałaby dobrze posługiwać się bronią. Amelia cieszyła się, że może powstrzymać kolejnych przestępców i ukarać ich tym samym za zło jakie popełnili. Dla Zellgadisa był to chleb powszedni. Sara najwidoczniej nie lubiła się bić walcząc mieczem rzadko używała magii. W końcu jednak nie wytrzymała i walnęła ostatniego z bandytów Fireball'em. Po udanej walce przyszedł czas na obiad.

Szli drogą - była noc - nikt nie spodziewał się, że coś takiego się zdarzy - nikt oprócz Sary. Ułożyli się do snu. Nagle koło nich rozległo się przeraźliwe wycie. Wszyscy zatkali uszy. Nagle całą grupkę otoczył czarny płomień.

  • Co to? - zdziwiła się Lina.

Jednak nie tylko ona była zdziwiona - nawet Xsellos nie wiedział co się dzieje. Zauważył jednak, że Sara zachowuję się tak jakby wiedziała co to, a raczej kto to. Próbował wniknąć w jej umysł jednak wyrzuciło go stamtąd potężne zaklęcie.

  • Nawet nie próbuj. - odezwał się telepatycznie czyjś głos.

To była Sara.

  • Czemu? - odpowiedział mazoku.
  • Bo by cię zabolało. - odpowiedziała nawet nie patrząc się w jego stronę.

Ogień dalej płonął.

  • Witam. - odezwał się ktoś z poza okręgu.
  • Kim jesteś i czego od nas chcesz?!!!! - wrzasnęła Lina.
  • Nie czego, ale kogo.
  • Co!!!!
  • Osoba o której mówię dobrze wie kim jestem i o co mi chodzi. Wyjdź bo zabiję ich.

Naglę oczy Sary zapłonęły błękitem. Widziała to tylko Lina i Xsellos. Ogień zajarzył się błękitem i znikł wraz z nim. Głosu już nie było. Wszyscy osunęli się na ziemię porażeni jakimś zaklęciem. Gdy się obudzili znajdowali się w jakiejś celi. Każdy był odgrodzony kratą. Wszyscy się obudzili, ale Sara nie dawała znaku życia. Mówili do niej, próbowali jej dotknąć, ale to nie pomogło. Lina spojrzała się po wszystkich. Tylko Xsellos odwzajemnił jej spojrzenie. Już wiedziała, że tylko oni z całej grupy widzieli ten ogień - ogień w jej oczach. Oboje nie mieli pojęcia co to było, ale byli pewni, że tylko ona wie kto ich napadł i co miał znaczyć ten ogień. Xsellos powiedział Linie - telepatycznie, że nie może wejść do jej umysłu ponieważ za każdym razem odrzuca go bardzo silna bariera i sam nie ma pojęci co to był za ogień. Wszyscy mogli używać mocy, ale nie mogli zaatakować drugiej celi -nie wiedzieli dlaczego. Rozmyślali. Wiedzieli, że mogą wyjść z celi, ale nie mieli pojęcia jak wyciągnąć stamtąd Sare. W końcu ktoś przyszedł.

  • Witajcie! Nazywam się Lajla i będę waszą przewodniczką.
  • Przewodniczką?
  • Tak. Przewodniczką. A co?
  • Ale po co nam przewodniczka i kim ty jesteś? - spytała się Lina.
  • Jestem Lajla i jestem przewodniczką nowych więźniów Karchida.
  • Karchida, a kto to?
  • To mój pan, a teraz i wasz. Musicie spełniać jego rozkazy. Za nieposłuszeństwo zostaniecie ukarani. - powiedziała z władczym spojrzeniem.
  • A ty to kim jesteś, że tak się wymądrzasz! - wydarła się zdenerwowana Lina.
  • Jestem jedną z jego głównych sług. - uśmiechnęła się dumnie.

  • A..., a co takiego będziemy robić. - spytała się w końcu Amelia.

Szli już jakimś korytarzem. Było ciemno, korytarz oświetlały jedynie pochodnie wiszące na ścianie tunelu. Lajla uśmiechnęła się - widocznie coś ukrywała.

  • Znaleźliśmy was. Teraz należycie do Karchida.

Lina wnerwiona do granic próbowała nie rzucić w Lajlę Fireball'em.

  • On też należy do was?!!!! - wypaliła Lina wskazując palcem na Xsellos'a.
  • Też, a co?
  • Super! - powiedział widocznie rozbawiony Xsellos - jeszcze nie otworzył oczu.
  • No widzicie on się cieszy. Wy też powinniście. To wielki zaszczyt służyć Karchidowi.
  • Xsellos przestań mnie wnerwiać! - wydarł się na niego Zell, a Lina spiorunowała go "śmiertelnym" spojrzeniem.
  • Przestań. - odezwał się do niego mentalnie głos.

To była Sara.

  • Czemu?

Jednak nie otrzymał odpowiedzi.

Szli dalej, aż w końcu zatrzymali się w wielkiej sali. Komnata była naprawdę ogromna. Pochodnie płonęły tutaj silnie i bardzo dobrze rozświetlały sale. Od komnaty biegło dużo korytarzy. Na środku - no.... pod ścianom stał kamienny "tron". Cała sala była misternie rzeźbiona i ozdabiana tkaninami w odcieniach od jaskrawej żółci do krwistej czerwieni. Nie tylko oni byli w tej komnacie. We wszystkie strony miotało się wiele osób. Kazano im czekać. Po chwili na "tronie" zasiadł mężczyzna. Wyglądał groźnie, miał pół długie czarne włosy związane do tyłu. Był silnie zbudowany i wyglądał na doskonałego wojownika. Miał na sobie skórzaną zbroję, była czerwona i rzeźbiona. Do pas przymocowany był miecz, a na głowie nosił metalową opaskę.

  • Witam was. Jestem Karchid. Pan tego królestwa.

Kazali im uklęknąć.

  • Nie słyszałam o takim panie, a jakie to królestwo... - powiedziała trochę złowrogo Lina za co oberwała kijem od jednej za sług.
  • To Kinrad -moje królestwo, a wy jesteście jego więźniami, a tym samym mymi sługami. Przewodniczka wszystko wam powie. - powiedziawszy to wstał i odszedł.

Szli dalej. Lina rozglądała się po otoczeniu. Amelia, była trochę wystraszona. Natomiast Sara wyglądała na zupełnie obojętną. Jakby miała ważniejsze sprawy na głowie. Rozdzielili się po cudownej rozmowie z Karchid'em. Nie wiedziała co stało się z Zell'em i Gaoury'm - los Xsellos'a jej zwisał. Zaprowadzono je do jakiejś komnaty. Na jej środku znajdowało się jezioro.

  • Tu się obmyjecie i dostaniecie nowe odzienie.
  • Że co!!!!!
  • Słyszałaś. Potem wszystko wam wytłumaczę.

Musieli się posłuchać. Lina narzekała na to, że woli swoje ciuchy lecz nie miała nic do dyskusji. Była ubrana w zwiewną białą sukienkę z rozcięciami na obie nogi. Amelia była ubrana podobnie. Sara miała taką samą sukienkę tylko, że blado niebieską, której zakończenia były srebrno-zielone. Wszystkie sukienki miały rękawki - trzy-czwarte. Wszystkie otrzymały opaskę na nogę - każda inną. Lina czerwoną, Amelia zieloną, a Sara białą. Pozwolili im nosić niektóre rzeczy. Lina wzięła opaskę, Amelia "brązoletki" , a Sara naszyjnik z kryształem. Wyszły i udały się za Lajlą dalej w następny ciemny korytarz.

  • No to co będziemy robić?!!! - powiedziała złowrogo Lina.
  • Będziecie pracować dla Karchida. Każdej przydzielimy jakieś zadanie, które będzie musiała wykonywać. W przeciwnym razie osoba ta zostanie ukarana.
  • Czy nikt stąd nie ucieka?
  • Nie. A nawet jeśli to nie da się. Wszędzie wokoło roztaczana jest magiczna bariera.
  • Jak?
  • Osoby, które zawiniły najbardziej odprowadzane są do sali oddania.
  • Sali oddania?
  • Tak. Znajduje się tam kryształ który pobiera moc, bądź energie z osoby i w ten sposób podtrzymuje barierę.
  • Przecież to niebezpieczne. Ktoś może umrzeć.
  • Taka jest kara za nieposłuszeństwo.
  • Kto ją wymyślił?
  • Oczywiście nasz pan - Karchid.
  • A gdy brak jest nieposłusznych?

Sara odezwała się po raz pierwszy od dłuższego czasu.

  • Wtedy wybiera się najbardziej niesforną osobę, lub jeśli takich osób brak losuje się wybrańców.

W końcu doszli do następnej sali. Teraz stanęli jak wryci.

  • Lina?
  • Gaourry?
  • Amelia?
  • Zell?
  • Sara?

Cała gromada wybałuszyła oczy.

  • Xsellos?
  • To ja... - uśmiechnął się mazoku.

Mężczyźni byli ubrani w lniane rybaczki i takie same polowe koszule. Wszystkie koszule były białe. Różniły się tylko spodnie. Zell miał szare, Gaourry niebieskie, a Xsellos fioletowe.

  • Teraz możecie przystąpić do pracy, ale najpierw zaprowadzimy was do waszych pokoi.

Nie były to pokoje, a raczej cele podobne do tych w jakich się ocknęli. W każdym "pokoju" znajdowały się dwa łóżka. Mężczyźni i kobiety mieszkali oddzielnie. Lina z Amelią, Gaourry z Xsellos'em, Zell z jakimś chłopakiem, a Sara z dziewczynką. Potem znowu się rozdzielili. Męska część grupy poszła do kopalni, a damska na powierzchnie nosić drewno i zbierać jedzenie.

  • Niech ja go tylko spotkam, tak ode mnie oberwie, że jego słudzy będą zbierać go w kawałkach. - mruczała Lina pod nosem.

Byli na powierzchni. Był to wielki mistyczny las o potężnych i olbrzymich drzewach. Choć ledwo widoczna bariera trochę falowała i gdzieniegdzie dało się ją dostrzec. Obszar był ogromny, a jednak już niecały krok od bariery dało się ją wyczuć. Szli dalej aż w końcu doszli do jeziora.

  • No ty chodzi tutaj. - wskazała Lajla na Sare.
  • Będziesz łowić strenle, a reszta idzie zbierać zioła i owoce.

Po chwili grupka rozeszła się. Sara zdjęła z siebie prawie wszystko została tylko w bieliźnie i wskoczyła do wody szukać dziwnych roślin. Były niebiesko-zielone i miały takie fioletowo-czerwone owoce w kształcie bulw. Lina martwiła się trochę widząc jak długo nie ma jej na powierzchni, ale wiedziała, że Sara dobrze pływa - w końcu sama widziała. Po dłuższym czasie dziewczyna wynurzyła się z wody trzymając płócienny woreczek z strelami.

Dzień minął szybko i wszyscy wracali do swoich "pokojów". Xsellos oczywiście był w świetnym humorze, a natomiast Zellgadis nie wyglądał zbyt wesoło. Sara wróciła do pokoju normalnie, ale już nie była taka zamknięta w sobie. Xsellos oczywiście próbował wniknąć w jej umysł, ale Sara skutecznie się od niego odgrodziła.

  • Czy ty kiedyś przestaniesz się wtrącać? - spytała się telepatycznie.
  • Chyba nie. - uśmiechną się do niej.

W brew wszystkiemu ona odwzajemniła uśmiech.

Wtedy do sali weszły dwie nowe osoby - dziewczynka i chłopak, oboje mieli tak po kilka lat - chłopak koło 9, natomiast dziewczynka tak ok. 6-7. On wszedł do pokoju Zell'a, a ona do Sary.

  • Cześć! - powiedziała dziewczynka i usiadła na swoim "łóżku".
  • Cześć! Nazywam się Sara, a ty? - uśmiechnęła się do niej.
  • Mika.
  • Gdzie, no....... gdzie "pracujesz"?
  • Na powierzchni. Czasem szukam streli, a czasem noszę drewno do kopalni.
  • Ja też. Na razie tylko szukałam tych stre... coś tam.
  • Streli. - zaśmiała się dziewczynka.

Sara dobrze wiedziała jak ją rozweselić.

  • No czas spać. Dobranoc Mika.
  • Dobranoc. - rzuciła dziewczynka i zasnęła.
  • Dobranoc wszystkim. - powiedziała Sara i położyła się w kącie.

Okrywał ją cień więc nie było wiadomo czy śpi, czy też tylko udaje. Wreszcie i reszta położyła się spać - oprócz Xsellos'a oczywiście. Gdy dziewczyna wyszła z cienia zobaczyła jakby spał.

  • Możesz nie udawać i tak wiem, że nie śpisz. - powiedziała mu czarodziejka.
  • Wiem, ale zawsze można stwarzać pozory, ale to już wiesz i to wiesz aż za dobrze. Prawda?
  • Nie muszę ci odpowiadać. - rzuciła mu i zamilkła na chwilę. Potem powiedziała - Czy odpowiesz mi na jedno pytanie?
  • Jakie?
  • Kim byłeś zanim stałeś się mazoku?
  • Nikim.
  • Niezła odpowiedź. - uśmiechnęła się do niego, ale po chwili jakby coś się stało - Sara szybko schowała się w cień.

Mimo iż nie było jej widać mazoku bardzo dobrze wyczuwał jej uczucia - wyczuwał jej ból. Nie wiedział skąd on jest, ale wiedział jedno - mianowicie to, że jest bardzo smaczny. Po chwili poczuł także wielką moc i zauważył lekką aurę wokół Sary. Ból znikł, a dziewczyna straciła przytomność.

Była noc. W jednej z celi mazoku przypatrywał się pewnej dziewczynie.

"Co to za moc? Intrygujesz mnie Saro. Kim jesteś? Kim jesteś naprawdę?" - pomyślał mazoku i znikł odpowiadając na wezwanie swojej pani.