Gildia > Gildia Mangi i Anime > Fani > Aurorka > Sailor Sun - część 30 - 37


Sailor Sun - część 30 - 37

Autor: Aurorka
Fanfik jest oparty o: Sailor Moon
"Sailor Sun"


część trzydziesta "Kimeru"


Znajdowała się w dziwnym miejscu, które mieniło się wieloma barwami. Nie było tutaj grawitacji. Piękna suknia, którą miała na sobie Eos w czasie rozpoczęcia uroczystości znikła, ale nie czuła sie naga.
- Witaj piękna Pani.
Głos był aksamitny, ale nie potrafiła zidentyfikować, czy należał do męźczyzny, czy do kobiety.
- Czy jestem wewnątrz kuli?
- Nie. Jesteś wewnątrz samej siebie.
- To jest moje wnętrze? - rozejrzała się wokół. - Jak tu pięknie.
- To dlatego, że Twoja dusza jest nieskalana.
- Nieskalana?
- Nie czułaś jeszcze nigdy gniewu, ani zawiści, prawda?
- A na kogo miałabym się gniewać? - zapytała zdziwiona Eos.
- Nikomu niczego nie zazdrościłaś?
- Nie. Przecież mam wszystko - rozłożyła ręce i roześmiała się. - Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuję.
- Czyżby?
Serce Eos szybciej zabiło.
- Czyżby nie było niczego, czego byś nie pragnęła?
- Nnnie... - dziwne uczucie, że o czymś zapomniała szybko minęło. - Ja chcę tylko... żeby nic się nie zmieniło.
- A więc Twoją decyzją jest pozostanie na zamku.
- Tak.
- W takim razie od teraz Twoje życie będzie ściśle związane z tym słońcem. Twoja śmierć oznaczać będzie śmierć słońca i na odwrót. Nic tego nie zmieni.
Przy tych słowach Eos lekko zadrżała.
- A teraz dam Ci moc.
Eos poczuła jak jej całe ciało wypełnia gorąco. Gwiazda na jej czole zalśniła. Barwy wokół niej zaczęły wirować. Szybko. Coraz szybciej. Zakręciło się jej w głowie. Poczuła, że spada. Otworzyła oczy. Znajdowała się z powrotem w sali. Trochę oszołomiona spojrzała na ojca. Z jego oczu wyczytała dumę. Spojrzała na matkę. Uśmiechała się tak jakoś smutno. W oczach Featona wyczytała pytanie. Odwróciła się do niego uśmiechając się szeroko. "Nie potrzebnie się martwił."
- Nigdy Cię nie zostawię - powiedziała ze śmiechem.
Featon zbladł.

Mała Dama miała znowu niespokojne sny. Endymion nie wiedział jak im zapobiec. Ogromna empatia przysparzała jej ciągle nowych kłopotów. Kiedy się przyglądał jak śpi przyszło mu na myśl, że to dlatego wyczuła JEGO pragnienie. Kimkolwiek ON był.
Nadal nie odzyskali łączności. Martwił go brak wieści od Czarodziejek. Spojrzał na zegarek. Dochodziła trzecia w nocy.
Do pokoju weszła Luna.
- Książę...
- Tak Luna?
- Jeśli chcesz do nich dołączyć to możemy się z Artemisem zaopiekować Małą Damą.
Endymion przeniósł wzrok z Luny na córkę.
- Dziękuję Luno, ale chyba jednak zostanę.
Przeniósł wzrok z powrotem na kotkę.
- Wiecie coś nowego?
Luna pokręciła głową. Endymion westchnął. Przeczesał ręką włosy. Mała Dama zawierciła się niespokojnie. Endymion wziął ją za rękę.
- Jak mam ci pomóc? - zadał cicho pytanie.

- Jeśli... - Aurelia przełknęła łzy - ...to Cię uszczęśliwi...
- Eos nie! - Yoshi podbiegł do niej. - Nie możesz mnie zostawić - złapał ją za ramiona. Aurelia podniosła na niego wzrok. - Nie teraz, kiedy mogę wreszcie Cię dotknąć - dodał cicho odgarniając jej delikatnie włosy z czoła. - Proszę...
Aurelia spuściła głowę.
- Aurelia! - potrząsnął nią. - Spójrz na mnie!
Niechętnie podniosła głowę.
- Powiedz, że zostaniesz!
- Nie mo... - niedokończyła.
Yoshi zamknął jej usta pocałunkiem.
Jako mieszkanka Słońca jej ciało było zbyt gorące, by mógł dotknąć ją zwykły człowiek. Teraz... Oddała pocałunek.

- Jak to nie był człowiekiem? - zdziwił się Titonos. - Więc kim był? Diabłem?
- W pewnym sensie - Mag westchnął. - Tak zimnych oczu nigdy wcześniej nie widziałem. I... nie chciałbym ponownie ujrzeć - zamilkł. - Wiesz, że na Słońcu istnieje królestwo? - zapytał znienacka Mag.
- Że co? - zapytał ogłupiony Tito.
- Mówią o sobie Władcy Gwiazd. Wyglądają jak ludzie, lecz temperatura ich ciała jest tak wysoka, że dotknięcie ich powoduje oparzenia I stopnia.
- Jasne, a na księżycu są ufoludki - powiedział Titonos drwiąco.
- Nic mi nie wiadomo o księżycu - nie usłyszał drwiny w jego głosie. - Nigdy tam nie byłem.
- A na słońcu to pewnie byłeś?
- Tak - odpowiedział Mag.
Titonos z jego oczu wyczytał, że nie żartował.
- Żartujesz...? - musiał się upewnić.
- Nie.
- Przecież sam mnie uczyłeś, że tam nie ma życia!
- Musiałem. Żaden człowiek nie powinien o tym wiedzieć.
Titonos potarł dłonią czoło.
- Niemożliwe... - powiedział do siebie. - Niemożliwe... - jednak gdzieś w głębi serca czuł, że to możliwe, że o tym wiedział zanim powiedział mu o tym Mag. "Skąd?"
- Jak dostałeś się na słońce?
- Przysłano po mnie.
- Kto?
- Król Helios.
- Król Helios... - Titonos gorączkowo starał się uporządkować myśli. - A po co?
- Bym użył tego zaklęcia - Mag położył rękę na księdze.


koniec części trzydziestej, do usłyszenia w kolejnej części :)))))))))))))))))


Dlaczego decyzja Eos nie ucieszyła Featona? Czy Aurelia opuści Ziemię i Titonosa? Czy możliwa jest wizyta na Słońcu zwykłego człowieka? Czy Mała Dama odegra jeszcze jakąś rolę w tej historii?


story wrote by Aurorka (4.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta pierwsza "Tsumi"


- Podjęłaś decyzję o pozostaniu na zamku - powiedział sucho Featon.
Eos zatrzymała się w pół kroku.
- Nnno... tak - zerknęła na matkę.
Królowa stała odwrócona tyłem do niej.
- Mamo... - stała pośrodku sali nie wiedząc co zrobić. - O co chodzi? - zwróciła się z pytaniem do ojca.
Król Helios podszedł do niej i ucałował jej czoło.
- Podjęłaś słuszną decyzję.
- Tato, dlaczego Featon się nie cieszy?
- Ależ cieszy się, prawda synu?
Featon nie odpowiedział od razu. Uśmiechnął się, lecz jego wzrok pozostał zimny. Eos przeszły dreszcze.
- Ależ oczywiście, że się cieszę - podszedł do Eos i ucałował ją tak, jak poprzednio ojciec.
Jego zimny pocałunek przeszył ją ponownie dreszczem.

Ten pocałunek nie był zimny. Zawierał w sobie tyle uczucia. I ona chciała mu je ofiarować. Zakazana miłość mogłaby tu na Ziemii przekształcić się w miłość spełnioną, gdyby nie Featon.
Na jego wspomnienie Aurelia zadrżała. Nie uszło to uwadze Yoshi'ego.
- Chcesz odejść? - zapytał cicho.
- Wiesz, że nie - uśmiechnęła się blado. - Ale nie chcę też unieszczęśliwić Featona.
- A co z twoim szczęściem? - zapytał. - Z naszym? - poprawił się.

- Dlaczego mama płakała? - zapytała Aurorę Eos.
- Jej mała córeczka stała się dorosła. Każda matka to bardzo przeżywa - odpowiedziała Aurora rozczesując włosy Eos.
Eos pokręciła głową.
- Nie wydaje mi się...
Uroczystość zakończyła się godzinę temu. I mimo, że wszyscy zachowywali się tak jakby nic się nie stało, Eos wyczuwała rosnące w powietrzu napięcie. Prawdę mówiąc, poczuła ulgę, gdy znalazła się z powrotem w swoim pokoju.
- Co teraz będzie z Featonem?
Aurora przerwała czesanie.
- Nie zostanie ponownie zamknięty, jeśli o to pytasz.
Eos odetchnęła. To była pierwsza dobra wiadomość tego wieczoru.
- To oznacza, że ojciec wybaczył mu kradzież Rydwanu?
- I tak, i nie.
Eos podniosła pytający wzrok.
- Wiesz, że król jest bardzo dumny i surowy, ale sprawiedliwy.
Eos przytaknęła.
- Chciałby przebaczyć Featonowi - kontynuowała Aurora - ale... rzecz w tym, że on nigdy nie przeprosił za swój postępek. A śmierć ludzi uważał za...
- Jakich ludzi? - przerwała jej Eos.
- Nie powiedział Ci?
- O czym? - Eos odwróciła się od lustra.
Wielka Pajęczyca odłożyła szczotkę.
- Nie wiem czy to JA powinnam Panience o tym mówić... - zaczęła wycofywać się w kierunku drzwi.
Eos wstała.
- PYTAM: o czym nie powiedział mi Featon?

Już dawno przestało działać zaklęcie, jakie rzucił na siebie Mag, ale nadal nie mógł się poruszyć. Drzewo, w cieniu którego poszukiwał ulgi, doszczętnie spłonęło. Stał na pogorzelisku, od którego biło gorąco. Nie można było odróznić miejsc, w których stały uprzednio chaty. Jak okiem sięgnąć widać było tylko popioły i gdzieniegdzie dogasający ogień. Podniósł wzrok na słońce, które świeciło obojętnie. Znów powiódł wzrokiem wokół siebie. Kątem oka zobaczył jakiś ruch. "Czy coś mogło przeżyć taki pożar?" Wątpił. Ruszył wolno przed siebie, nie zwracając uwagi na niebo. Dopiero gdy padł na niego cień, zatrzymał się i podniósł głowę.

Luna martwiła się o Endymiona. Był coraz bardziej blady. Nie chciał się do tego przyznać, ale bardzo silnie odczuwał odcięcie Ziemii od źródła życia, jakim było słońce. Czy Czarodziejki odnalazły już jego przyczynę? Nie wiedziała. Sny Małej Damy także przysparzały jej trosk. Bała się. Nawet tu w pałacu odczuwała strach. Nie była pewna czy stanowi on odpowiednią ochronę dla nich. Ale wyjść nie mogła. Musiała chronić najbliższych Selenity, bo tak jej obiecała.
Z drugiej strony obiecała chronić także Aurelię, dziewczynę przypadkowo spotkaną. A jeśli to nie był przypadek? Selenity tamtego dnia niecierpliwie krążyła po pałacu. Endymion zauważywszy to zaproponował jej wypad do ciastkarni. Słodycze zawsze były jej słabością i sposobem na poprawienie nastroju.

Miał przed sobą piękną kobietę o włosach barwy ognia i skrzydłach tak cienkich, że dotknięcie ich mogło im grozić zniszczeniem. Jej zielone oczy wyrażały nadzieję, pod którą ukrywała się rozpacz. Przed Magiem stała sama królowa Klymena.
- Potrzebuję Twojej pomocy - jej głos był dźwięczny. Rozchodził się w powietrzu jak delikatna chmurka perfum. Upajał i napełniał serce wiarą.
- Jak mogę Pani pomóc? - przestał się dziwić skrzydłom uwiedziony jej głosem. Gdyby kazała mu wskoczyć w ogień z pewnością by to uczynił.
- Twoje Zaklęcie... - zawahała się - jak wielką ma moc?
- Chodzi o zaklęcie zamrażania?
- Tak.
- Co prawda nigdy nie przeprowadzałem poważnych prób, ale sądzę, że ma ogromną siłę.
- Czy potrafiłoby zamrozić Słońce?
- Słońce?

- ....panie....
Yoshi drgnął.
- Pajączek?
- ....to ja....panie....
Aurelia patrzyła na niego pytająco.
- ....panie....już czas....
- Ale mgła...
- ....nie szkodzi....
- O co chodzi? - zapytała cicho Aurelia.
- Pajączek chce bym rzucił zaklęcie.
- Nie możesz...
- Też tak uważam - wtrącił się do rozmowy Featon.
Drgnęli zaskoczeni. Całkowicie zapomnieli o jego obecności. Featon uśmiechał się drwiąco.
- Nie kłamałem z tą mgłą. Tylko ja mogę ją usunąć.
- ....kłamie....
- Nie kłamię.
- Jak usłyszałeś co powiedział Pajączek? - zapytał zaskoczony Yoshi.
- Mogę was jeszcze nieraz zaskoczyć.


koniec części trzydziestej pierwszej, chyba mogłabym pokochać pisanie......


Co kryje Featon? Czy tylko on potrafi uwolnić Ziemię od mgły? I jak daleko jeszcze do końca?!?


story wrote by Aurorka (8.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta druga "Kodomo"


- Jeszcze raz!
Titonos kręcąc nosem zaczął recytację od początku. Mag z niechęcia postanowił nauczyć go zaklęcia zamrażania. Wspomnienia, przez tyle lat schowane głęboko, wynurzały się nieproszone.
Piękny medalion zawierający pigułki, po których przestał odczuwać żar bijący od pogorzeliska. Czarny rumak zaprzężony do złotego rydwanu. Podróż na słońce. Pałac, którego blask oślepiał. I jego władca. Królowa uprzedziła go, by nie patrzył na twarz króla, inaczej oślepnie. No i młodzieniec o szarych włosach i zimnych, zielonych oczach.
Tak, wspomnienie tych oczu było najgorsze.
Titonos znów się pomylił.
- Czy tak trudno zapamiętać tych kilka linijek?
- Gdyby to tylko było zapisana normalnym językiem... - jęknął Tito.
- Nie marudź, tylko zaczynaj od początku...

- Niemożliwe... - jęknęła Eos ciężko opadając z powrotem na krzesło.
- Przykro mi, że dowiaduje się tego Panienka ode mnie - powiedziała cicho Aurora. - Kiedy konie poniosły, nic nie można już było zrobić. Mogliśmy tylko czekać, aż same znajdą drogę powrotną do domu.
- Ilu ludzi... zginęło?
Aurora odpowiedziała dopiero po chwili.
- Czy to teraz ważne?
Eos zaprzeczyła ruchem głowy.
- Czy... - Wielka Pajęczyca zawahała się. - Czy Panienka wiedząc to, co teraz, uwolniłaby go?
Eos podniosła wzrok na Aurorę.
- Nie wiem... - odparła cicho.

- Dlaczego nie możemy po prostu żyć razem na Ziemii? - Aurelia wyciągnęła ręce do brata.
- Mnie nie interesuje zwykłe życie - odpowiedział sucho Featon.
- Dlaczego? - z oczu Aurelii popłynęły łzy.
- JA chcę władzy!
- Więc weź ją sobie! Nie chcę być władczynią Słonecznego Królestwa. Nie chcę być! Nie chcę! Nie chcę... - jej głos przeszedł w szloch. Czyjeś ramiona objęły ją. Uwolnione łzy moczyły sweter Yoshi'ego.
- To nie takie proste - Featon odwrócił wzrok od płaczącej Aurelii. - Nie możesz po prostu zrzec się tronu. Jest tylko jeden sposób na objęcie władzy przeze mnie - jego wzrok znowu był zimny. - Musisz umrzeć.

Życie w pałacu pozornie wróciło do normy. Helios jak codzień wyruszał na Złotym Rydwanie w obchód Królestwa. Co prawda proponował córce, że zabierze ją ze sobą, ale ta uporczywie odmawiała. Eos całymi dniami przesiadywała w swoim pokoju. Nawet Aurorze nie udawało się jej wyciągnąć do ogrodu.
Królowa Klymena nadrabiała stracony czas. Ciągle było jej mało towarzystwa Featona. Rozmawiali całymi dniami, albo przesiadywali w ogrodzie robiąc sobie piknik.
Właśnie podczas takiego pikniku pewnego dnia dołączyła do nich EOs. Jej twarz przez te kilka dni dojrzała. Z jej oczu można było wyczytać, że dorastanie było bolesne.
- Usiądź kochanie - królowa klepnęła ręką koło siebie.
- Dziękuję - Eos uśmiechnęła się, choć w jej oczach czaił się smutek.
Featon i Eos unikali swego wzroku. Rozmowa nie kleiła się, więc zamilkli. Ciszę nie zakłócały trele ptaków, ponieważ na Słońcu nie było żadnego. Tak jak nie było owadów.
- Braciszku... - głos Eos był lżejszy od powiewu wiatru.
Featon napotkał spojrzeniem wzrok siostry.
- Kocham Cię... - uśmiechnęła się.

- ....rzuć....zaklęcie....
- Czy naprawdę nie ma innego wyjścia? - zapytał Yoshi Featona ignorując Pajączka.
W zimnych oczach Featona wyczytał odpowiedź.
- Czy władza jest dla Ciebie ważniejsza od rodziny?
Featon przeniósł wzrok z Yoshi'ego na siostrę, która stała ze spuszczoną głową.
- To rodzina odebrała mi władzę.

Klymena wygładziła czoło męża.
- Co Cię trapi?
- Dzieci... - Helios westchnął. - Featon unika mnie, Eos także. Czy jestem aż taki "straszny"? - zapytał żonę.
- Straszny? - Klymena zachichotała. - Nigdy nie uważałam Cię za "strasznego". Choć czasami bywasz bardzo surowy - pocałowała go delikatnie w usta. - A o dzieci się nie martw, muszą same poradzić sobie ze swoimi uczuciami.

Yoshi podniósł rękę, by w ułamek sekundy później zostać odrzuconym do tyłu z niezwykłą siłą. Featon tylko kiwnął jednym palcem wytwarzając potężną falę uderzeniową.
- Yoshi! - podbiegła do niego Aurelia.
- Nie radzę - Featon pokiwał uniesionym palcem. - Mam znacznie większą siłę niż poprzednio. Nie dam się ponownie zamrozić.
Yoshi podniósł się. Ponowił próbę rzucenia zaklęcia i ponownie wylądował na podłodze.
- Nie słuchasz dobrych rad - Featon pokiwał głową. - Możesz źle skończyć.
Aurelia pomogła podnieść się Yoshihito.
- Spróbuj jeszcze raz - szepnęła mu do ucha.
Yoshi zamknął oczy skupiając się na zaklęciu, które ma rzucić. Podniósł rękę...

...i zaczął deklamować.
- Tyś, który Wielbisz
  Tyś, który Wielbiony
  Jam jest słabym Ogniwem
  Przez Ciebie wzmocnionym
  Pozwól mi uwierzyć
  Pozwól mi zwyciężyć
  Tam gdzie życie kręte
  Jak te schody wieży
  Niech Twa Moc zrodzona
  Od Ciebie pożyczona
  W Wieczny Lód zamieni
  Wszystko dookoła!*
Po tych słowach, w Maga uniesionej ręce wytworzyła się srebrna kula, która zaczęła szybko rosnąć, by po chwili przybrać wielkość człowieka. Wówczas rzucił ją do klatki, w której zamknięty był szarowłosy młodzieniec. Nie zdążył nawet krzyknąć zamieniając się momentalnie w słup lodu. Pręty klatki zaczęły się zaciskać tworząc coś na kształt trumny. Nic więcej nie pamiętał, ponieważ stracił przytomność...

Wszystkimi komórkami ciała wyczuł, że Featon ponownie użył fali, ale tym razem do niego nie dotarła. Nie przerywając deklamacji otworzył oczy. Przed nim stała Aurelia przyjmując na siebie siłę uderzenia. Widocznie poczuła na sobie jego wzrok, bo odwróciła się i uśmiechnęła się smutno.
- Nic mi nie jest - odpowiedziała na nie wypowiedziane pytanie. - Kończ to.
Odwzajemnił uśmiech i zamknął oczy. Kula w jego dłoni poczęła rosnąć.


koniec części trzydziestej drugiej, czy ktoś może mi powiedzieć jak skończy się ta historia?!?!?!?!?!?!? ;PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP


Czy Featon zapobiegnie rzuceniu zaklęcia przez Yoshi'ego? Dlaczego fala powietrza nie przewróciła Aurelii? Czy po rzuceniu zaklęcia uda im się uwolnić Ziemię od mgły?


*tłum. Aurorka


story wrote by Aurorka (12.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta trzecia "Kyuutai"


- Wszystko w porządku?
Mag półprzytomnie rozejrzał się dookoła. Znajdował się z powrotem na Ziemii. Pośród gałęzi drzew, pod którymi leżał, dojrzał wzgórze, a na nim zamek.
- Gdzie jestem?
Królowa Klymena podniosła się z klęczek.
- Koło pewnego królestwa, o którym słyszałam wiele dobrego. Możesz wstać?
Z pewną trudnością, ale udało mu się nawet wyprostować. Czuł się coraz lepiej.
- Czy powiodło mi się?
Królowa uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Gdyby nie Ty, mój syn musiałby umrzeć.
- Przecież pogrążony w Wiecznym Śnie to tak, jakby nie żył...
Królowa zaprzeczyła ruchem głowy.
- Śmierć oznacza koniec, a sen oznacza, że może kiedyś, ktoś, obudzi Go...

Featon poczerwieniał na twarzy.
- Odsuń się!!!
- Nie - powiedziała spokojnie Aurelia. - Nie pozwolę Ci, żebyś zrobił mu krzywdę.
- Wolisz, żeby to on zrobił mi krzywdę?!
Aurelia zamknęła oczy.
- Nie...
Kiedy ponownie je otworzyła biła z jej twarzy nieugięta siła i smutek.
- Ale sam się oto prosisz.
Kula w rękach Yoshi'ego przybrała odpowiednie rozmiary.
- Jestem gotów. Odsuń się.
Aurelia podniosła wzrok na srebrną kulę. Wahała się tylko ułamek sekundy. Poczuła przeraźliwy chłód na policzku, kiedy kula przelatywała koło niej.

Wystawił twarz na dotyk słońca. Świergot ptaków docierał do niego jak przez mgłę, a trawa pachniała odurzająco. Ziewnął.
- Titonos?
W dźwięcznym głosie słychać było nutkę smutku.
Titonos podniósł się na łokciu i otworzył oczy. Pierwszą rzeczą jaką zobaczył były złote pantofelki unoszące się kilka centymetrów nad ziemią.
- Czyś Ty jest Titonos, uczeń Sol'a? - powtórzyła pytanie właścicielka złotych pantofelków.
Titonos uniósł głowę. Przed nim stała, a raczej unosiła się, kobieta o pięknych, zielonych
oczach. "Gdzie ja widziałem te oczy?" podrapał się w głowę. Kobieta otworzyła usta, by ponownie zadać pytanie.
- Jestem Titonos - podniósł się nie odrywając od jej twarzy wzroku. - Ale nie znam żadnego Sol'a.
- A niby kto cię wychował? - zagrzmiał za nim znajomy głos.
Titonos odwrócił się i ujrzał zbliżającego się Maga.
- Nie wiedziałem, że Staruszek ma na imię Sol.
- Ile razy mam ci przypominać, żebyś mnie tak nie nazywał?
- Dobrze, już dobrze.
- Pani, racz wybaczyć mu, jest jeszcze taki niedojrzały - Mag skłonił się z szacunkiem.
Titonos przyglądał się mu z zaciekawiem. Nigdy nie widział kłaniającego się Maga, nawet przed królem, któremu służył. Przeniósł wzrok na tajemniczą kobietę i dopiero wówczas dostrzegł wyrastające jej z pleców skrzydła.
- O cholera...
Mag poczerwieniał i trzepnął w ucho Titonosa.
- Czy ty zdajesz sobie sprawę przed kim stoisz?!
- Klymeną - odpowiedział niezrażony Tito. - Królową Słońca.

Kula po prostu odbiła się od ręki Featona. Gdyby nie szybka reakcja Yoshi'ego, zostałaby w niej uwięziona Aurelia. Kula zamroziła mgłę torującą przejście na schody i powoli zaczęła się rozprzestrzeniać na całą mgłę.
- Jak to możliwe...? - Yoshi trzymający w objęciach Aurelię, która zdziwiona wpatrywała się w mgłę, równie zdziwiony wpatrywał się w Featona.
- Uprzedzałem, że mogę was jeszcze zaskoczyć.
- Ale to zaklęcie... Nikt nie powinien go zatrzymać.
Featon podniósł dłoń, którą odbił kulę na wysokość oczu.
- My, Słoneczni Ludzie mamy pewną zdolność, z której tylko nieliczni zdają sobie sprawę. Potrafimy uczyć się przez "skórę".
- Przez "skórę"?
- Każde rzucone zaklęcie zostawia w nas ślad. Ciało zapamiętuje je i uodparnia się. Jest to proces żmudny, ale bardzo przydatny. To, że zaklęcie rzucone na mnie po raz drugi zadziałało sprawiła twoja drobna pomyłka.
- Pomyłka?

- A więc tak wygląda Złote Królestwo... - Titonos łapczywie rozglądał się dookoła starając się wszystko zapamiętać.
- Pójdź za mną... - królowa Klymena poprowadziła go krętymi schodami na szczyt wieży. Otworzyła wielkie drewniane drzwi... "Drewniane drzwi?" zdziwił się ...i wprowadziła go do wielkiej sali. Na jej środku kilka centymetrów nad podłogą unosiła się kula mgły... "Mgła?!? Tutaj?!?" ...Klymena minęła ją i podeszła do męźczyzny stojącego pod oknem.
- Heliosie, przyprowadziłam go...
Król nie obrócił się.
- Featon jest w sali obok. Pośpieszcie się, on może w każdej chwili się uwolnić. Ja zostanę tutaj z córką...
"Z jaką córką?" Titonos rozejrzał się. "Tu nikogo nie ma..."
- Titonosie... - królowa już stała pod kolejnymi drzwiami.
Pokój był o połowę mniejszy. Młodzieniec o szarych włosach nie zważając na wyładowania elektryczne, miotał się po małej klatce, w której był uwięziony. Na widok wchodzących przestał się szamotać i uśmiechnął się. Ten uśmiech wywołał na plecach Tito ciarki.
- Pośpiesz się - ponagliła go królowa. Jej oczy pełne były bólu.
Tito zrobił dwa kroki do przodu i uniósł dłoń.
- Tyś, który Wielbisz
  Tyś, który Wielbiony... - przy pierwszych słowach jego głos lekko drżał -
  ...Jam jest słabym Ogniwem
  Przez Ciebie wzmocnionym
  Pozwól mi uwierzyć
  Pozwól mi zwyciężyć
  Tam gdzie życie kręte
  Jak te schody wieży
  Niech Twa Moc zrodzona
  Od Ciebie zapożyczona
  W Wieczny Lód zamieni
  Wszystko dookoła!
Kula błyskawicznie urosła mieniąc się tysiącami barw. Ich ruchy hipnotyzowały...
- Rzuć ją! - wyrwał go głos królowej.
Spełnił żądanie.


koniec części trzydziestej trzeciej, czy ktoś się domyśla o jakiej pomyłce była mowa?


Czy Featon stał się niepokonany? Kto uratuje Ziemię i jej mieszkańców? No i o jaką pomyłkę chodzi Featonowi??


story wrote by Aurorka (15.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta czwarta "Kotoba"


- Auroro, możesz pójść ze mną? - Featon zajrzał do pokoju siostry.
- Jasne, już idę! - odłożyła książkę i podążyła za bratem.
Po tamtym pikniku ich stosunki poprawiły się. Często razem spacerowali, żartowali i robili psikusy. Featon nadrabiał stracone lata, a Aurora chętnie mu towarzyszyła. Pewnie tym razem znowu cos wymyślił i potrzebował jej pomocy.
- Dokąd idziemy?
Featon odwrócił się i mrugnął.
- To niespodzianka.
Przeszli cały pałac. Minęli pokoje dla służby i znaleźli się w ślepym korytarzu. Na jego końcu ścianę przykrywała ciężka szkarłatna draperia. Featon przyłożył palec do ust.
- Tylko nikomu ani słowa - uśmiechnął się i uniósł draperię ukazując schody. - Prowadzą na sam szczyt wieży. Byłaś tam kiedyś?
- Nie - zaprzeczyła. - Tata zabronił.
- No chodź... - a widząc, że się waha, wziął ją za rękę i pociągnął na schody. Na ich szczycie znajdowały się drewniane drzwi. Po przekroczeniu progu ich oczom ukazała się wielka pusta sala.
- Po co... - niedokończyła pytania. Featon zaciągnął ją do okna, a jej oczom ukazał się wspaniały widok. U stóp wieży rozciągało się całe królestwo. Zaparło jej dech w piersi. Wychyliła się z okna, by zobaczyć co znajduje się dokładnie pod nią.
- Tylko nie wypadnij! - ostrzegł ją stojący za nią Featon.
- Ale oszałamiający widok! - odwróciła się do niego z uśmiechem, który zastygł jej na ustach.
Wzrok Featona był zimny, a w dłoni trzymał szybko rosnącą kulę mgły...

- Jedno słowo... Jedno słowo sprawiło, że ponownie zostałem uwięziony! - Featon zacisnął dłonie w pięści. - Gdyby to był Sol nigdy by do tego nie doszło! Zostałbym panem Słonecznego Królestwa.
- I ile byś panował? - Aurelia uniosła twarz. - 3 tygodnie!! TYLKO 3 tygodnie! A potem... - spuściła głowę i zacisnęła pięści. - Nie pokonałbyś Metalii... - powiedziała cicho.
- Nie byłbym tego taki pewny - Featon podniósł dumnie głowę.
- Nie wiesz co mówisz! - jej policzki gorzały ogniem. - Dopiero Srebrny Kryształ zdołał ją pokonać! Ale nawet on nie potrafił jej uśmiercić! To było... - nie czuła spływających po policzkach łez - ...okropne. Patrzeć jak giną rodzice, jak ranna Aurora ostatkiem sił przędzie dla mnie skrzydła, bym mogła lecieć po pomoc... - podniosła ręce do oczu. - I wszystko na nic...
Yoshi delikatnie położył jej rękę na ramieniu. Aurora podniosła na niego czerwone oczy.
- Przepraszam... - otarł jej łzy. - Przepraszam, że nie mogłem Ci w niczym wtedy pomóc. Że nie byłem przy Tobie...
Aurelia zamknęła oczy.
- Byłeś... - położyła jego dłoń na swoim sercu. - Choć tata wymazał nam pamięć o naszym spotkaniu, nie mógł wymazać uczucia...

- I co teraz z nim będzie? - zapytał cicho Tito królową.
- Nie będzie mógł pozostać w pałacu. To zbyt niebezpieczne. Zostanie ukryty głęboko, w samym sercu słońca... - położyła dłoń na trumnie. - Mój mały synek...
Titonos poczuł się niezręcznie. Nie chcąc przeszkadzać matce w pożegnaniu z synem cicho opuścił pokój. Zamknął drzwi za sobą i odwrócił się. Kuli mgły już nie było. Król nadal stał przy oknie. Obok niego stała dziewczyna w jasnozielonej sukni. Zamarł. Musiała wyczuć jego pojawienie, bo odwróciła się i także zamarła na jego widok. W jednej sekundzie przypomnieli sobie wszystko. Strumień, las i zachód słońca...
- Titonos...
- Eos...
Eos podbiegła do niego, chcąc rzucić się mu na szyję.
- Nie... - powstrzymał ją. Mimo pigułek nie odczuwał gorąca bijącego od słońca, ale dotknięcie członków rodziny królewskiej groziło mu śmiercią. Dlatego przysłano po niego rydwan, a królowa leciała obok niego trzymając konia za uzdę. Wyciągnął dłoń zbliżając ją do jej twarzy, tak jak uczynił to podczas ich pierwszego spotkania.
- Kochana...
- Co to ma znaczyć!! - zagrzmiał król odwracając się od okna.
Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Titonos spuścił wzrok. Pamiętał o ostrzeżeniu królowej.
- Tatusiu, ja...
- Skąd znasz tego człowieka?! - przerwał jej groźnie.
- Ja... to stało się na Ziemii... myślałam, że wystarczy użyć medalionu... chyba nie zadziałało... nie mogłam pozwolić, by ktoś zginął... nie chciałam, bo... ja nie wiedziałam, że... - plątała się Eos.
- Aurora!!!
Zza drzwi wyjrzał wielki pająk.
- Wołałeś mnie królu?
- Co to ma znaczyć?! - wyciągnął oskarżająco palec w kierunku córki i Tito.
Aurora na widok Titonosa zamarła.
- Co on tu robi? - zapytała.
- To JA się pytam: dlaczego ten człowiek żyje?!?
- Ja... - Aurora rzuciła niepewne spojrzenie na Eos. Wielki Pająk, który tak przeraził Tito podczas ich pierwszego spotkania, kulił się przed gniewem Heliosa.
- Nie każ jej tatusiu - Eos rzuciła się na ratunek ukochanej Pajęczycy. - To moja wina! Ona nie chciała mu darować, ale ją uprosiłam! - zasłoniła swoim ciałem już nie tak wielkiego pająka. - Myślałam, że wystarczy, że wymarzę nam pamięć... ale chyba nie do końca mi to wyszło - dodała cicho posyłając tęskne spojrzenie Titonosowi.
W Heliosie wrzał gniew.
- Pozwól mu odejść - rozległ się głos przepełniony boleścią. Nikt nie zauważył kiedy do sali weszła Klymena. - On nam pomógł - podeszła do męża i położyła mu dłoń na ramieniu. Ale twarz Heliosa nadal była nachmurzona. - Zrób to dla mnie - wyszeptała spoglądając mu w oczy.
Helios nie potrafił się oprzeć jej wzrokowi. Nigdy nie potrafił. Dlatego 85 lat temu zgodził się na uśpienie Featona. Ciężko westchnął.
- Eos, daj mi swój medalion.


koniec części trzydziestej czwartej, przejęzyczenia bywają zgubne....... mam nadzieję, że mi nie zdarzają się zbyt często.... ;PPPPPPPPPPP


Co zrobią teraz Yoshi z Aurelią? Czy znajdą sposób na pokonanie Featona? Ile jeszcze minie czasu nim Aurelia zacznie odczuwać odcięcie od Słońca?


story wrote by Aurorka (18.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta piąta "Koori"


- Co to za szum? - Pluton stojący najniżej pilnie nasłuchiwał.
- Jaki szum? - Uran zszedł kilka stopni.
- Ja też go słyszę - Neptun zamknął oczy i nasłuchiwał.
- Niepodoba mi się ten odgłos - Saturn schował się za Jowisza.
Czarodziejki z niepokojem wpatrywały się w dół schodów. A szum narastał...

Stali w milczeniu pogrążeni w myślach. Nawet nie dostrzegli, że lód objął w swe posiadanie całą mgłę, która otaczała to miejsce.
- I co... teraz? - zapytała słabym głosem Aurelia.
Yoshi uparcie wpatrywał się w podłogę. Nie mógł spojrzeć jej w oczy. Bał się, że w jej wzroku wyczyta wiarę, że ją uratuje. Nie wiedział co robić. Jego cała wiedza na temat magii okazała się bezużyteczna. Najsilniejsze zaklęcie jakie znał nie działało. A nie znał się na niczym poza magią.
- Poczekamy... - odpowiedział Featon, jakby pytanie, które zadała Aurelia, było skierowane do niego.
Yoshi otrząsnął się z zadumy. Przecież jeśli wkrótce nie usuną mgły Aurelia umrze... "Nie mogę do tego dopuścić. Muszę coś zrobić... Cokolwiek..."
- Proszę nie... - jęknął.
Featon spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Może jeszcze zaczniesz płakać? - zapytał drwiąco.
Jak na zawołanie po policzku Yoshi'ego potoczyła się łza. Czuł się bezradny i poniżony. Otarł niesforną łzę.
- Prawdziwy męźczyzna nie boi się okazywać uczuć - powiedział dobitnie.
- A więc uważasz się za prawdziwego męźczyznę - Featon skrzyżował ręce na piersi. - Ciekawe jak zniesiesz widok konającej Eos.
"Mamy czas..." samotna myśl przeleciała z szybkością błyskawicy. "Dlaczego ciągle wydaje mi się, że mamy CZAS?" Yoshi zacisnął zęby. "Oby to była prawda..."

- Ma... CZAS?
Szept obudził Endymiona. Nie zauważył kiedy zasnął. Podniósł się na łokciu i spojrzał na córkę. Mała Dama leżała z szeroko otwartymi oczami.
- O kim mówisz kochanie? - zapytał cicho.
Mała Dama powoli obróciła głowę w jego kierunku. Na jej twarzy malowało się zaskoczenie.
- CZAS... nie gra roli...

Szum osiągnął apogeum i... urwał się.
Zdziwione popatrzyły po sobie.
- Co to było?
- Sprawdzę to - zdecydował Uran.
- Tylko ostrożnie - powiedział Neptun.
Uran przylgnął do ściany i ostrożnie wyjrzał za róg.
- No i...? - zapytał Mars skamieniałego Urana, ale nie otrzymał odpowiedzi, więc sam wyjrzał i też skamieniał.

- ....już jest....
- Kto? - zapytała Aurelia Pajączka, który zdążył wrócić na jej ramię.
- ....Twoja....ochrona....
- Ochrona? - przed jej oczami na ułamek sekundy pojawiła się wielka postać. - Masz na myśli tego Wielkiego Pająka, który oprowadził mnie po mieście?
- ....i tak....i nie....
- Zaraz, zaraz - przerwał im Yoshi. - Chcesz powiedzieć, że ochroniarzem, o którym mi wtedy wspomniałaś był wielki pająk?
- Zgadza się - uśmiechnęła się blado.
- Nic dziwnego, że nie chciałaś żebym go zobaczył... - westchnął. - Myślisz, że on może pomóc?

Miały przed sobą największego pająka jakiego widziały w życiu. Miał ponad dwa metry wzrostu i ledwo się mieścił na schodach. Ciężko stawiając odnóża wspiął się niezdarnie kilka stopni. Przez chwilę zastanawiał się co robić. Spróbował ponownie wspiąć się kilka stopni, ale z ledwością utrzymywał równowagę. Ponownie się zawahał. Po czym się rozsypał...

- Nawet jeśli udałoby mu się jakimś cudem przejść przez moją mgłę... - urwał, bo dopiero teraz zauważył, że zamiast mgły otacza ich lód. - Moja mgła...
- Moje zaklęcie... - Yoshi pochylił się, by dotknąć podłogi, którą pokrywała cieniutka warstewka szronu. - Zimne...
- Przecież to lód - Aurelia uśmiechała się kącikami ust, ale w jej oczach czaił się niepokój. "Co to znaczy?"

- Aaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!! - Saturn uwiesił się szyi Jowisza podkurczając nogi.
Pozostałe Czarodziejki przywarły do ścian usuwając się z drogi szarżującym pająkom.
- Uważajcie!!! Bariera! - ostrzegła Selenity.
Pająki nie dosłyszały...

- Co to było? - Featon zareagował nerwowo na głuche walnięcie.
Ponownie dało się słyszeć głuche uderzenie.
- Coś czy raczej ktoś próbuje się tu przedostać - Yoshi wstał.
- Myślisz, że mu się uda? - Aurelia nerwowo ścisnęła go za ramię.
Nie odpowiedział. Bo jeśli nawet mu się uda, to co dalej? Co może uczynić jeden, nawet największy, pająk???

Chibiusa usiadła na łóżku. Uśmiechała się. Endymion podniósł się zaskoczony.
- ONE mają JE... - z jej twarzy biła wielka radość. - Mają JE! - zarzuciła ręce na szyję Endymiona i powtórzyła. - MAJĄ JE!!!

Bariera znikła. Może spowodował to lód. Może był inny powód, ale pająki musiały się o tym jakoś dowiedzieć i teraz tworząc żywy taran starały się zrobić przejście. Raz za razem waliły w lód nie zważając na to, że same zgniatają swoich towarzyszy. Wkrótce najwyższe stopnie schodów przykrywały setki ciał martwych pająków.
Przerażona Selenity wydała zduszony krzyk. Saturn ukrył twarz w ramieniu Jowisza.
- Przestańcie!!!!!!!!


koniec części trzydziestej piątej, akcja znów przyśpieszyła :))) przynajmniej mam taką nadzieję ;PPPPPPPP


O czym mówiła Mała Dama? Czy pająkom uda zrobić się przejście? I ile ich jeszcze zginie??


story wrote by Aurorka (20.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta szósta "SEERAA SAN"


Ciszę, która panowała od kilku minut, przerwało trzaśnięcie. Lód pod ich stopami zadrgał.
- Co to było? - Aurelia bardziej przywarła do ramienia Yoshi'ego.
- To chyba jednak nie pająk...

- Trzęsienie ziemii!!! - Uran ponowił atak na ścianę lodu.
Pojawiła się pierwsza rysa.
- Teraz ja spróbuję - Jowisz wysunął się przed Urana. - Dębowa Rewolucja!!!
Pęknięcie rozbiegło się w kilku kierunkach.
- Moja kolej - wystąpił Neptun. - Zwierciadło głębin!!!

Przy pierwszej rysie Featon zrobił dwa kroki w tył. Przy kolejnych zaczął dygotać ze strachu. Wyczuwał dziwną energię za ścianą. Przyłożył rękę do piersi. "Tak niewiele brakuje, by spełniło się moje marzenie". Energia ciągle w nim rosła. Czuł jak płynie po jego ciele, jak dociera do najodległejszych miejsc, jak te rysy na lodzie obiegające już całą kulę...

Strzała wypuszczona z łuku przebiła się przez warstwę lodu wzbijając chmurę kryształków i wylądowała u stóp Yoshi'ego.
- Mars... - Aurelia jako jedyna nie patrzyła na strzałę. Czekała, aż opadną kryształki lodu i jej oczom ukażą się Czarodziejki. Lecz zamiast Czarodziejek ujrzała miliony pająków szarżujących wprost na nich...

Mars nie zdążył jeszcze opuścić ręki z łukiem, gdy pająki rozpoczęły szturm. Zdumiona nie poruszyła się mimo, że ocierały się o jej nogi.
Kiedy pająki znikły w utworzonym przez strzałę przejściu jeszcze przez pewien czas żadna z dziewczyn nie drgnęła.
- Może... - lękliwie rozejrzał się Saturn. - Może dołączymy do nich?

Yoshi ze zgrozą wpatrywał się w szarżujące pająki. Instyktownie zasłonił sobą Aurelię i zamknął oczy. "Dlaczego na nas?!?" Oczekiwał ich dotknięcia lada moment, ale do tego niedoszło. W uszach dzwoniła mu cisza. Otworzył oczy i... nic nie ujrzał. Było ciemno.
- Co do cholery?
- ....mamy je....
- Pajączek?
- ....mamy je....
- Co macie? - głos Aurelii brzmiał spokojnie.
- ....Twoje źródło....życia....
W ciemności dojrzał jakiś ruch, a w chwilę później oślepiło go światło.

Aurelia nie zamknęła oczu. Zahipnotyzowana patrzyła jak pająki otaczają ich tworząc nad nimi kopułę. W ciemności poczuła jak jeden z nich usiadł jej na ramieniu. Yoshi zaklnął.
- ....mamy je.... - usłyszała.
- Pajączek? - głos Yoshi'ego drżał, ale nie potrafiła określić czy powodował to strach...
- ....mamy je....
- Co macie? - zapytała.
- ....Twoje źródło....życia....
W ręce włożono jej dziwny przedmiot wydzielający delikatne ciepło.
- ....otwórz....
Musnęła opuszkami palców jego powierzchnię w poszukiwaniu zamka....

Pająki coś kombinowały. Nigdy nie chciały by to On został następcą króla Heliosa. Wyczuwały w nim zbyt wielkie ambicje i coś z czego on sam niedokońca zdawał sobie sprawę. To Aurora powiadomiła jego ojca o samowolnej przejażdżce.
- Nie pozwolę... - wycedził przez zaciśnięte zęby. - Nie pozwolę!
Zignorowały go.
- Słyszycie!!! NIE POZWOLĘ!!!
Wyciągnął rękę, by rzucić zaklęcie i właśnie wtedy rozbłysło światło...

Przez dziurę utworzoną przez zaklęcie Marsa przechodziła właśnie Selenity, gdy światło wydostało się z kopuły, którą utworzyły pająki i zalało całą salę.
Czarodziejki osłoniły oczy.
- To jest właśnie moc Czarodziejki - powiedział Saturn.

- ....zamień się....powiedz....
- Wiem co mam robić - przerwała im Aurelia. Światło, które dochodziło z przedmiotu, który dostała od pająków, nie raziło ją. Nie mrużąc oczu wpatrywała się w maleńki promyk Słońca.
Zamknęła amulet i przyciskając go do piersi krzyknęła.
- Potęgo Słońca działaj!!!

- To niemożliwe... - jęknął Featon.
Przed nim stała Czarodziejka ze Słońca. Miała marynarski mundurek podobny do tego jaki nosiły Czarodziejki na początku. Spódniczka, kołnierzyk oraz wiązane buty siegające kolan były ciemno brązowe, zaś kokardy zielone. Na czole miała diadem bez kamienia. Jej amulet miał kształt pięcioramiennej gwiazdy i zawierał małą cząstkę Słońca, która umożliwiała przemianę.
- Featonie... - odezwała się łagodnie. - Znieś barierę, proszę...
Ale Featon wzbił tylko wzrok w ziemię.
- Braciszku...
- Nie nazywaj mnie tak - powiedział zimno unosząc głowę.
- Ale...
- JA nie mam rodziny - podniósł dumnie podbródek. Zamknął oczy, nie wyczuwał już energii w swoim ciele. Te znienawidzone pająki i siostra odebrały mu jedyny sens życia. Władza - jego marzenie znów się nieziści. "Skoro tak..." Podniósł rękę i zaczął recytować.
- Tyś znienawidzona...*

- Co on planuje? - zapytała Venus.
- ...Do życia przywrócona...
- Chce rzucić jakieś zaklęcie i wydaje mi się, że bardzo silne - odpowiedział Mars.
- ...Na więcej Ci nie pozwolę...
- Nie możemy do tego dopuścić - Saturn zerwał się do biegu. Stanął przed Czarodziejką ze Słońca i podniósł kosę.
- Nie... - Czarodziejka położyła rękę na jego ramieniu.
- ...Odbiorę TO co moje... - wzrok Featona na ułamek sekundy spotkał się ze wzrokiem siostry. - ...kiedyś...


koniec części trzydziestej szóstej, nareszcie Aurelia się przemieniła, cieszycie się? :PPPPPPP


Czy Featonowi uda rzucić się zaklęcie? Co to zaklęcie?? I dlaczego Aurelia się go nie obawia?!? Czy na te pytania znajdzie się odpowiedź w kolejnej części?


*tu i dalej tłum. Aurorka


story wrote by Aurorka (29.12.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"


część trzydziesta siódma "Oboegaki"


To co później się wydarzyło było nawet dla mnie zaskoczeniem, a przecież to ja znałam Go najdłużej. Kiedy nasze oczy spotkały się po raz ostatni ujrzałam w nich coś więcej niż nienawiść do mnie. Była w nich prośba o ratunek. I naprawdę chciałam Go uratować. Uwierzcie. Tylko... Ja wiem to okropne. Gdybym się nie zawahała na pewno zdążyłabym powstrzymać Go przed rzuceniem na siebie zaklęcia. Ten ułamek sekundy sprawił, że do końca życia będę miała sobie to za złe... Tito-chan, a raczej Yoshi-chan mówi, że Featon sam sobie zgotował taki los. Chciałabym w to uwierzyć i móc żyć dalej z czystym sumieniem...
Nazajutrz jak zwykle nikt nie pamiętał o tym co się stało. Już Selenity się oto postarała. Jej Srebrny Kryształ ma naprawdę cudowną moc. Kiedy szłam dzisiaj jego ulicami, zdumiewał mnie widok śpieszących ludzi do pracy... A propos pracy, obecnie pomagam Ami, która zrezygnowała z badania dziwnych właściwości mojej skóry, kładząc to na karb mojego pochodzenia. Tyle rzeczy, które kiedyś mnie zdumiewały można było teraz wytłumaczyć. Jak te częste odwiedziny pająków. Czasami któryś towarzyszy mi do pracy, albo chowa się w torebce, gdy idę na spotkanie z Yoshihito. Myślą, że o tym nie wiem, ale nam to nie przeszkadza. Sądzę, że teraz nic mi nie grozi, ale to miło wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy. Żeby to były tylko pająki to pół biedy... Zgadza się, Hotaru mnie nie odstępuje, co chwilami bywa drażniące, szczególnie kiedy wybieram się na randkę. Nie uwierzycie co ja muszę robić, by ona mi nie towarzyszyła...
Ale zmieńmy temat. Pewnie jesteście ciekawi co na to moja rodzina. No cóż, nadal nic nie wie. Wróciłam do domu jakby nic, choć muszę przyznać, że ciężko było mi się z Czarodziejkami tak szybko żegnać. No, ale miesiąc później ponownie się z nimi witałam, a rodzicom powiedziałam, że znalazłam pracę w Japonii. Byli zdziwieni, ale zgodzili się na mój wyjazd, a ja pognałam jak na skrzydłach z powrotem do ukochanego. Nie skorzystaliśmy z zaproszenia Selenity i mieszkamy na razie u Yoshi'ego. Oczywiście pająki chciały bym zamieszkała w pałacu na Słońcu, ale udało mi się jakoś im to wyperswadować. Aha, Yoshi bardzo się z nimi zaprzyjaźnił i zauważyłam, że mają swoje tajemnice, do których mnie nie dopuszczają. A kiedy czasami przyłapię ich na tych knowaniach, to Yoshi tylko uśmiecha się tajemniczo i całuje mnie w czoło. Nabrał tego zwyczaju od pewnego czasu (mówię o całowaniu mego czoła, jak ojciec, a nie chłopak, kurde).
Pewnie ciekawi jesteście co słychać u pozostałych Czarodziejek. Krótko mówiąc, po staremu. Ciągle zajęte, ciągle strzeżą Naszego Świata, więc możecie spać spokojnie...
Będę kończyć, umówiłam się z Yoshihito nad zatoką tokijską, ma dla mnie jakąś niespodziankę. Ciekawe co to.
Aha, nie wyjaśniłam dlaczego wogóle to piszę. Mam nadzieję, że kiedyś i moje losy zobrazuje Naoko-san. Czego sobie i Wam życzę.
Do zobaczenia.
   
    Aurelia alias Czarodziejka ze Słońca...


koniec części trzydziestej siódmej, ostatniej


story wrote by Aurorka (30.12.2003)