Sailor Sun - część 1 - 4
część pierwsza "Inshou"
Miała 24 lata. Miesiąc temu ukończyła studia matematyczne. Skończyła je raczej z obowiązku niżeli dlatego, że je lubiła. Właściwie to sama nie wie dlaczego tu studiowała. Chyba tak z rozpędu. W liceum nigdy nie miała problemów z matematyką, a nie widziała dla siebie jakieś innej przyszłości. Teraz... teraz to chciałaby być jakąś sławną artystką. Piosenkarką albo malarką, najlepiej obiema naraz. Tylko, że słoń jej nadepnął na ucho, jeśli zaś chodzi o malowanie... no cóż ludzie co prawda twierdzili, że wychodzi jej to nie najgorzej, ale sama wiedziała, że to już szczyt jej możliwości.
Teraz biegła na spotkanie w sprawie pracy. Sekretarka, czy to jest wymarzona praca? Ale może kiedyś przybędzie książę i ją porwie do swojego... "Nie! Przestań wreszcie! Nie ma żadnego księcia. Znajdź sobie wreszcie dziewczyno jakiegoś normalnego faceta"- ofuknęła samą siebie. "Tylko, że faceci nie rosną na drzewach... ehhh.."
- Co pani może zaoferować firmie jako sekretarka?
Nie cierpiała takich pytań. Nigdy nie wiedziała co odpowiedzieć. Co prawda w domu przygotowała na to pytanie odpowiedź, ale w tej chwili nie mogła jej sobie przypomnieć.
- Eee... Jako sumienny pracownik mogę... mogę... - "Włamać się do pańskiego komputera, aby sprawdzić czy nie kłamie pan w zeznaniach podatkowych". Potrząsnęła energicznie głową. Dlaczego zawsze, gdy oto pytali jej zawsze przychodziły do głowy takie głupie...
- Dobrze się pani czuje? - przerwał jej rozmyślania były przyszły szef. Za każdym razem gdy oto pytali wyczuwała do siebie niechęć. "No tak, teraz nawet gdybym wyrecytowała to co w domu sobie przygotowałam to i tak już zdecydował, że mnie nie przyjmie".
- Dobrze, przepraszam o co pan pytał?
- Nie o nic. Dziękujemy, że pani przyszła. Poinformujemy panią co zdecydowaliśmy. Miło było panią poznać - mówiąc to wziął ją pod rękę i odprowadził do drzwi. - Dowidzenia.
- Do... - trzask. "Świetnie idiotko, to już trzeci raz zatrzaśnięto ci drzwi przed nosem".
Westchnęła i postanowiła wstąpić do sklepu, aby kupić sobie coś na poprawienie nastroju...
To wszystko zdarzyło się zaledwie cztery tygodnie temu. Pracy oczywiście niedostała. Tydzień później miała urodziny, 25-te. Z tej okazji rodzice ufundowali jej wymarzoną wycieczkę i oto teraz jest tutaj, w Japonii. Stoi na Tower Tokio i podziwia panoramę miasta. Wycieczka obejmowała Hiroshimę, Kyoto i Osakę. Ale jakoś udało jej się oderwać od grupy i przyjechać do Tokio. Miała zaledwie kilka godzin do odlotu samolotu. Wiedziała, że nie zdąży zwiedzić miasta, dlatego zdecydowała się przyjść tutaj i chociaż popatrzeć na Tokio z góry. To tutaj większość historii opisanych w mangach miała miejsce.
Manga!
Zupełnie o tym zapomniała, przecież znajdowała się w raju dla każdego fana mangi, a ona nic sobie nie kupiła. Zamierzała naprawić ten błąd przed odlotem. Ale na razie... Przymknęła oczy, rozkoszowała się dotykiem promieni słońca na twarzy. Uwielbiała przebywać na słońcu, ale słońce chyba nie odwzajemniało tego uczucia, bo jeszcze nigdy się nie opaliła. Miała mlecznobiała skórę i sięgające jej do ramion lekko falujące blond włosy, określane przez niektórych jako "złote". Ktoś westchnął. Zerknęła. Obok stał wysoki chłopak i nerwowo spoglądał na zegarek. Nie wyglądał na Japończyka. Miał co prawda skośne oczy, ale był zdecydowanie za wysoki i miał zbyt jasną cerę. Pewnie za nim słońce też nie przepadało. Szkoda, że nie miała czasu, ani nie znała zbyt dobrze japońskiego.
- Excuse me.
Głos należał do kobiety o brązowych włosach sięgających ramion.
- Excuse me - powtórzyła. - Czy możesz nam zrobić zdjęcie?
Wzięli ją za Amerykankę. Nie po raz pierwszy. Westchnęła. "A co mi tam".
- Okej.
- Alan! Minako! Chodźcie tutaj, zrobimy sobie zdjęcie.
"Minako? Alan? Może się przesłyszałam?" Podążyła wzrokiem za nieznajomą. Wolnym krokiem podchodził do nich chłopak, a u jego ramienia wisiała piękna blondynka z czerwoną kokardą we włosach. "To niemożliwe, to niemożliwe, to niemożliwe..."
- Dobrze się czujesz? - zapytała z troską nieznajoma. - Zbladłaś.
- To nic takiego. Wszystko w porządku.
"Jasne, wszystko w porządku, omamy słuchowe i wzrokowe to nic niezwykłego, mam je na co dzień". Wzięła aparat i pstryknęła zdjęcie. Grzecznie podziękowali i odeszli. Spojrzała ponownie na miasto i wzięła głęboki oddech. "Wszystko można racjonalnie wyjaśnić. Na pewno jest mnóstwo długowłosych blondynek z czerwonymi kokardami o imieniu Minako. Lepiej przestań o tym myśleć. Obok stoi fajny chłopak, a ty..." Obróciła się z najpiękniejszym uśmiechem na jaki było ją stać i... nic, chłopaka już nie było. Pewnie nie przyszła osoba, z którą się umówił i sobie poszedł. "No i widzisz!" - ochrzaniła samą siebie. - "Myślałaś o głupotach i nie zauważyłaś kiedy sobie poszedł". Westchnęła ciężko. Postanowiła więcej nie zwiedzać, dość wrażeń jak na jeden dzień. Pójdzie teraz grzecznie na lotnisko, a po drodze kupi sobie jakiś gadżet związany z "Sailor Moon". Odwracała się od szyby, gdy kątem oka zobaczyła jakiś błysk. Za szybą nic nie było. Tzn. było miasto, ale nic co mogło ten błysk spowodować. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Nie wiedziała, w którą stronę patrzeć. Po lewej stronie w równym rządku stały tomiki boginek, nad nimi wisiał plakat Belldandy, a pod spodem stały tomiki z uśmiechniętą jak zawsze Aralcią. Po prawej stały wszyskie dziełka jakie stworzyły panie z Clampa i wiele innych cudownych mang. Dobrze, że to przed wejściem zdecydowała co kupi, bo teraz nie mogłaby się na nic zdecydować. Najchętniej kupiłaby cały sklep, albo chociaż pobaraszkowała w nim z kilka godzin. Niestety samolot już miała niedługo, podeszła więc do lady próbując przy tym niedostać oczopląsu.
- yyy... - słownik był bardzo na miejscu. - Poproszę plakat mangowy "Sailor Moon" - co prawda to nie była jej ulubiona manga, ale czuła do niej sentyment, wszak była pierwszą jaką przeczytała. Sprzedawca podał jej śliczny plakacik przedstawiający rodzinę królewską w komplecie. Na ten widok oczy jej się zaszkliły.
Nie pamiętała kiedy wyszła ze sklepu i znalazła się na ulicy. Raptem ktoś na nią wpadł.
- Gomen!!! - i już tej osoby nie było. Siedziała na ulicy z rozdziawioną miną.
- Przecież to... przecież to była... Usagi!?! - Jeśli dotychczas sądziła, że ma przywidzenia to teraz sądziłaby, że zwariowała, gdyby nie to, że dupa ją bolała, a dziewczyna na dźwięk tego imienia się zatrzymała.
- Znamy się? - zapytała podchodząc i lekko przekrzywiając głowę.
- No... ten tego... nie wiem - naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć na to pytanie. - Czy ty nie jesteś no... ten tego... Czy nie nazywasz się Tsukino Usagi? - wypaliła jednym tchem. "Może się wreszcie dowiem czy nie postradałam rozumu z nadmiaru szczęścia".
- Nie - odpowiedziała uśmiechając się przy tym szeroko.
Odetchnęła. "Może jednak mam wszystkie klepki tam gdzie trzeba".
- Nazywam się Chiba Usagi.
koniec części pierwszej, miejmy nadzieję, że nie ostatniej ;P
Czy istnieją zbiegi okoliczności? I skąd wiadomo, że się zwariowało? No i jak ma na imię główna bohaterka?!?
story wrote by Aurorka (9.9.2003)
--------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"
część druga "... ki ga tsuku"
Dziewczyna, która przed nią stała, miała długie jasne włosy uplecione w dwa tak charakterystyczne koczki. Czy to możliwe, że była ona po prostu fanką Czarodziejki z księżyca? A nie samą Czarodziejką?
- Czy my się znamy? - powtórzyła pytanie Usagi.
- Tak... tzn. nie... niezupełnie... - wydukała.
- Przepraszam, ale bardzo się spieszę.
- Ok..kej.
Usagi uśmiechnęła się przepraszająco i ruszyła dalej. Po kilku krokach obróciła się i pomachała ręką.
- Ja... ja oszalałam - wyszeptała do siebie.
- Po czym tak wnioskujesz? - usłyszała pytanie. Za nią stał wysoki brunet o najbardziej niebieskich oczach jakie kiedykolwiek widziała.
- Słucham?
- Nie wyglądasz na wariatkę - oświadczył brunet o najbardziej niebieskich oczach jakie kiedykolwiek widziała.
- War... wariatkę?
- Może się jednak mylę? - przyglądał się jej bacznie. - No chyba, że masz problemy ze słuchem?
- Nie... - wydukała. - Aaaaleee ty masz niebieskie oczy.
- Słucham? - nie wyglądał na zaskoczonego, raczej rozbawionego.
- Powiedziałam to na głos?
Kiwnął głową zakładając ciemne okulary.
- Tak lepiej?
- Tak - uśmiechnęła się do niego. Zaczęła wracać do równowagi psychicznej. - Przepraszam.
- Za co? - odwzajemnił uśmiech. - To ja przepraszam. Za nią - machnął ręką w kierunku, w którym zniknęła Usagi.- Chyba nigdy się nie zmieni.
- Z...znacie się?
- Tak. To moja żona. A ja mam na imię Mamoru - mówiąc to uśmiechnął się jeszcze bardziej. - Ej! Dobrze się czujesz? Strasznie zbladłaś... Ej!!
"Pomyślmy przez chwilę racjonalnie". Rozejrzała się po pokoju, w którym się obudziła. Nie był to duży pokój, ale zdecydowanie za dużo było w nim różnego rodzaju lamp. "Jeśli okaże się, że ten pokój należy do Hotaru, to może oznaczać trzy rzeczy. Po pierwsze, że zwariowałam. No cóż, trudno mi to stwierdzić, ale jest prawdopodobne. Po drugie, że Naoko skorzystała ze znanych jej osób, co wydaje się mało prawdopodobne. Albo po trzecie, że cała historia narysowana przez Naoko wydarzyła się naprawdę, a to jest wysoce nieprawdopodobne. Więc wracamy do punktu pierwszego".
- Zwariowałam - słowo to wypowiedziane na głos wywarło na niej dziwne wrażenie. Podeszła do okna. Słońce mieniło się pięknym szkarłatem. Zachodziło.
- NIEEEEE!!!
Pięć dziewczyn i jeden chłopak wpatrywali się w drzwi pokoju.
- Może jednak powinnyśmy ją obudzić? - zapytała krótko ścięta blondynka. Od kilkunastu minut kiwała się na krześle i wystukiwała palcami na blacie melodię "szła dzieweczka do laseczka, do zielonego..."
- Mogłabyś zmienić reperuar - powiedziała z przekąsem dziewczyna o długich ciemnozielonych włosach.
Blondynka przestała się kiwać i przez chwilę przyglądała jej się z uwagą. Po chwili kiwnęła głową, uśmiechnęła się i zaczęła ponownie się bujać wystukując tym razem marsz pogrzebowy.
- No nie - jęknęła Setsuna.
- Przecież spełniłam twoją prośbę - powiedziała z udawaną urazą Haruka. - Więc jak? Budzimy ją?
- Poczekajmy jeszcze chwilę - Michiru intensywnie wpatrywała się w swoje lusterko.
- Co ty w nim widzisz? - zapytała Usagi pochylając się nad nią.
- Nic.
- Nic? To czemu się w nie tak wpatrujesz?
- Spójrz - Michiru uniosła swój talizman do oczu Usagi. - I co widzisz?
Usagi ze zmarszczonym czołem przez chwilę przyglądała się lusterku.
- Lusterko? - zapytała niepewnie.
- Chodzi mi o odbicie.
- Odbicie? O kurczę! Nie ma!
- No właśnie - Michiru westchnęła. - Jest tak od kilku tygodni. Nie wiem co o tym myśleć.
- Nigdy wcześniej tak nie było? - zainteresował się Mamoru.
- No... nie. - zawahała się Michiru.
- No co ty. Już zapomniałaś? - Hotaru spojrzała na nią zdziwiona. - Mówiłaś, że było tak samo, kiedy pojawiła się księżniczka Kaguya i ta kometa, która miała zderzyć się z Ziemią.
- Rzeczywiście, musiałam zapomnieć.
Michiru nigdy o niczym niezapotniała i dlatego Usagi przyglądała jej się z troską.
- Czy to znaczy, że czekają nas kolejne kłopoty? - na czole Mamorka pojawiła się pozioma bruzda. - Ale przecież Luna cały czas kontroluje nasz układ słoneczny. Gdyby było coś nie tak na pewno by o tym wiedziała i nas poinformowała.
- Może coś się dzieje poza naszym układem. Trzeba będzie to sprawdzić - Haruka podniosła się z krzesła. - Najlepiej od... - nie dokończyła, bo w tej chwili rozległ się krzyk.
Z trzaskiem otworzyły się drzwi i do pokoju wpadło sześć osób. Zastały ją siedzącą pod oknem i trzymającą się za głowę.
- Co się stało? - Usagi delikatnie położyła jej rękę na ramieniu i obróciła do siebie.
- Mój... samolot... - uniosła niewidzące oczy. - Spóźniłam się... odleciał beze mnie...
- Samolot? Dokąd miałaś lecieć?
- Do domu... - jej wzrok odzyskiwał ostrość. Jej spojrzenie zatrzymywało się po kolei na każdej osobie. Oprócz Usagi i Mamoru rozpoznała także Hazukę, Michiru, Set sunę i Hotaru.
- Wyrosłaś Hotaru na piękną kobietę - uśmiechnęła się blado.
- Dz..dziękuję - twarz Hotaru pokrył rumieniec. - Skąd znasz moje imię?
- Znam was wszystkie - powiedziała podnosząc się z klęczek. - Michiru, Haruko, Setsuno. Znam wasze imiona, które przybrałyście tu na Ziemi i imiona, pod którymi jesteście znane w całym wszechświecie jako wojowniczki broniące tej planety.
Nikt.
NIKT z ludzi nie mógł pamiętać o tych wydarzeniach, ponieważ za każdym razem Selenity wymazywała ich pamięć, by mogli wrócić do normalnego życia. A teraz stała przed nimi dziewczyna, która opowiadała im o ich własnych przygodach tak, jak gdyby w nich uczestniczyła, a nawet jak gdyby walczyła z nimi ramię w ramię.
Skąd?
Skąd znała takie szczegóły?
Spoglądali na siebie z niedowierzaniem szukając na swoich twarzach odpowiedzi. Tylko Usagi Wpatrywała się w twarz nieznajomej marszcząc brwi. Kiedy ta skończyła opowiadać, uczyniła krok przed wszystkich i zadała najbardziej oczywiste pytanie.
- Kim jesteś?
koniec części drugiej, miejmy nadzieję, że wkrótce powstanie część trzecia :)
Skoro Selenity wymazywała pamięć zwykłych ludzi, to skąd o tych wydarzeniach wiedziała Naoko? A może naszej głównej bohaterce przyśniło się to, że o tym czytała? A może właśnie teraz smacznie sobie chrapie?! No i jakie nowe kłopoty czyhają na nasze wojowniczki!?!
story wrote by Aurorka (15.9.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"
część trzecia "Yume"
- Na imię mam Aurelia - odpowiedziała. - Jestem tu na wycieczce. Odłączyłam się od grupy, żeby zobaczyć Tokio i... - zamilkła. Nie wiedziała co powiedzieć. No bo właściwie po co miałaby im opowiadać o sobie. Była zwyczajną dziewczyną, która przyjechała pozwiedzać. Za to oni. ONI byli... byli... WAŻNI. Byli obrońcami tej planety. Miała mnóstwo pytań. Tylko od którego zacząć.
- Dlaczego nie mieszkacie w pałacu? - wypaliła.
Wyglądali na co najmniej zaskoczonych.
- Ależ mieszkamy - odpowiedziała Hotaru. - Właśnie się w nim znajdujemy.
- TO jest pałac? - rozejrzała się jeszcze raz po pokoju, w którym się znajdowała. - Nie wygląda to... - uczyniła gest - na pałacową komnatę.
- To dlatego, że dla zwykłych ludzi pałac wygląda na zwyczajny dom. Trochę duży, ale zwyczajny.
- I tylko wy widzicie, że to pałac?
- Tak.
- Czy potraficie to samo zrobić z waszym strojem? - uczyniła gest w kierunku Usagi.
- Strojem?
- No, masz na sobie w tej chwili niebieską mini sukienkę, którą widzę czy suknię królewską?
Usagi spojrzała na swoje ubranie jak gdyby sama nie była pewna co ma na sobie.
- Suknię.
- ehh... - ciężko usiadła na łóżku opierając głowę na dłoni. - I pewnie to łóżko ma wspaniały baldachim, którego nie widzę.
- Nie ma - odpowiedziała Hotaru. - Nie lubię baldachimów.
- Nie ma? - spojrzała w górę. - Szkoda, ja bym chciała mieć baldachim.
- Zaraz, zaraz - wtrąciła się szorstko Haruka. - O czym wy w ogóle rozmawiacie?!
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni.
- No... o balda... - zaczęła Hotaru, ale nie skończyła. Haruka miała rację. Gadały o głupotach, a w tej chwili były ważniejsze rzeczy.
- Skąd o nas wiesz?
- Z mangi.
- Powstała manga o naszych przygodach?!
Teraz to ona spojrzała na nich zaskoczona.
- Nie czytałyście jej?!?
Spoglądali na siebie kiwając głowami.
- A nazwisko Takeuchi Naoko coś wam mówi?
- Nie... A powinno?
- Usagi, ty powinnaś o niej słyszeć, przecież zaczytujesz się mangami!
Usagi pokiwała głową.
- Nigdy o niej nie słyszałam. Może Minako będzie wiedziała - spojrzała pytająco na przyjaciółki.
- Aaa... właśnie. Gdzie reszta drużyny? - Aurelia spojrzała na Mamoru oraz Usagi i uśmiechnęła się. - I Chibiusa? Powinna mieć teraz... niech no pomyślę... jakieś trzy latka.
- Mała Dama jest teraz pod opieką Inner Senshi - powiedziała ostro Setsuna. - Chciałybyśmy, żebyś na razie nie opuszczała tego pokoju, dopóki...
- Wiem, wiem - machnęła ręką. - Musicie sprawdzić czy mówię prawdę i nie stanowię zagrożenia dla was.
- Zgadza się.
- Dobra. I tak samolot mi już uciekł. Przy okazji mogłybyście się dowiedzieć kiedy mam następny - dodała do odchodzących.
Leżała z rękami pod głową od jakichś 40 minut. Próbowała sobie wyobrazić wiszący nad łóżkiem baldachim. Co prawda Hotaru twierdziła, że takowego nie ma, ale to nie znaczyło, że nie mogła sobie go wyobrażać. Z resztą już dawno doszła do wniosku, że zwariowała. A ponieważ było to przyjemne szaleństwo, postanowiła spokojnie czekać na rozwój wydarzeń.
Po kolejnych 40 minutach porzuciła swoje zajęcie i podeszła do okna. Słońce już dawno zaszło, ale miasto świeciło tysiącem malutkich świateł, latarń, neonów itp., które oświetlało łagodnie pokój. Z okna było widać światła wieży tokijskiej. "Albo pałac znajduje się na wzniesieniu, albo ma on bardzo dużo pięter i ja znajduję się na najwyższym". Próbowała dostrzec co znajduje się tuż pod oknem, ale miejsce to spowijały ciemności. Przeciągnęła się i ziewnęła. "Ciekawe czy przyjdzie mi tu nocować. Nie mam ze sobą pidżamy. Tylko trochę drobnych, bilet i plakat. A właśnie, gdzie one są?". Rozejrzała się po pokoju, ale było zbyt ciemno, by coś dostrzec w kątach. Postanowiła zatem poszukać kontaktu.
Znalazła go koło drzwi. A w chwilę potem pokój zalała feeria światła. Aż ją zatkało. Nigdy w życiu nie widziała czegoś podobnego. Każda lampa świeciła własnym niepowtarzalnym światłem, które odbijało się od kilku luster wiszących na ścianach oraz od kryształowego żyrandolu. Wyglądało to tak, jak gdyby toczyło ze sobą bardzo zajmującą rozmowę nie przejmując się w ogóle nieproszonym gościem, jakim się w tej chwili poczuła. Szybko zgasiła światło. Minęło kilka minut zanim jej wzrok przyzwyczaił się do nagłej ciemności i mogła rozpoznać meble. Położyła się na łóżku całkowicie zapominając o tym, że miała poszukać swoich rzeczy. Postanowiła porozmawiać jutro z Hotaru o tych lampach, a na razie... Ziewnęła. Ostatnią jej myślą było, że zapomnieli o kolacji dla niej...
- Mówiła prawdę - rzekła ponuro Haruka.
- Pewnie wolałabyś, żeby kłamała. - Michiru przytuliła się do niej. - Byłabyś pewna, że to wróg.
- Wówczas pokonałabym go i kłopot z głowy.
- Spróbuj o niej zapomnieć na jakiś czas. - Michiru delikatnie ją pocałowała. - Jutro do tego wrócimy.
W pokoju obok.
- Jak mogła! Jak mogła!! Jak ONA mogła mi to zrobić!!! - Minako chodziła po pokoju wyrywając sobie włosy z głowy.
- Przesadzasz - próbowała ją uspokoić Rei.
- Ja przesadzam?! - podstawiła pod nos Rei gazetę. - Spójrz! 18 tomów. 18!!
- Zrozum. To były ciężkie dwa lata...
- A zanim was spotkałam moje życie było sielanką - rzekła z przekąsem Minako.
- Może nie było sielanką - zgodziła się Rei. - Ale ty walczyłaś z ludźmi, nie z różnymi demonami. Widocznie to ludziom bardziej się podobało - widząc, że nie trafia to do Minako dodała. - Spójrz na to inaczej. Tylko o twoich przygodach są AŻ 3 tomy, a o naszych wspólnych tylko 18, co w przeliczeniu na jedną czarodziejkę wypada... jakieś 1,6 tomu.
Minako te przeliczenia zdecydowanie poprawiły humor.
- No może rzeczywiście masz rację.
- Ważniejsze jest to, jak to się stało, że Srebrny Kryształ nie wymazał wszystkim pamięci i ile jest jeszcze takich osób.
- Nie sądzę, żeby to był jakiś problem - Minako wzruszyła ramionami. - To było bardzo dawno temu i gdyby miało się wydarzyć coś złego już by się wydarzyło.
- Pewnie masz rację.
Otaczała ją nieprzenikniona ciemność, lecz z wolna dostrzegała maleńkie punkciki. Jeden z nich rósł, rósł, aż zrozumiała, że znajduje się w kosmosie i zbliża się do księżyca. Czuła się taka lekka i... i wolna. Skrzydła wyglądające jakby były utkane z pajęczej nici niosły ją do upragnionego celu.
KRZYK.
Chciała się obrócić, lecz nie mogła. Gwiazdy jedna po drugiej gasły. Księżyc zalewała czerń.
NIE!!!
Krzyknęła, ale nie usłyszała swojego głosu.
Nikt już nie powstrzyma ciemności.
Lecz co to za światło? Zalewa cały księżyc, później Ziemię i cały układ słoneczny.
I Słońce.
Wyciągnęła ręce w jego kierunku. Światło zalało jej postać.
Cisza.
- Co się stało? Miałaś zły sen?
- Yhmy - kiwnęła główką.
- Choć do nas - Usagi uniosła kołdrę, pod którą wślizgnęła się maleńka postać. - Opowiesz nam o nim?
- Nie pamiętam - wsadziła palec do ust i zamknęła oczy.
- Śpij - Usagi delikatnie pogłaskała ją po główce. Poczuła na sobie zmartwiony wzrok Mamoru. Ona też się martwiła. Od kilkunastu dni Mała Dama miewała koszmary, których później nie pamiętała. No i do tego lusterko Michiru. Czy szykuje się kolejna walka?
koniec części trzeciej, mam nadzieję, że nie jestem jedyną czytelniczką własnego dzieła ;P
I jak wam się podoba? Chcecie dalsze części? Kim jest tajemnicza dziewczyna ze snu? I czy Aurelia naprawdę zwariowała?!
story wrote by Aurorka (18.9.2003)
---------------------------------------------------------------------
"Sailor Sun"
część czwarta "Asagohan"
Był mglisty poranek. Po kilku słonecznych dniach zapowiadało się na zmianę pogody. Cały pałac pogrążony był we śnie.
Dzwi od komnaty Hotaru cichutko się uchyliły. Luna podeszła do łóżka, na którym spała dziewczyna, o której opowiadała Usagi. Leciutko wskoczyła na kózko i zbliżyła się do śpiącej. Miała bardzo jasną cerę. Wyglądała jak martwa. Zbliżyła nos do jej nosa by upewnić się, że oddycha. I właśnie w tej chwili dziewczyna otworzyła oczy.
Pałacową ciszę rozdarł krzyk. W chwilę potem wpadło do komnaty 9 czarodziejek. Zastały Aurelię siedzącą na podłodze i zmieszaną Lunę.
- Luna! Chcesz... żebym... dostała... zawału? - Aurelia po każdym słowie nabierała powietrze do płuc i powoli wypuszczała. Podniosła się na nogi pocierając bolący tyłek. "To już drugi raz w ciągu 24 godzin, nabawię się siniaków" pomyślała. - Czy w taki sposób budzi się u was ludzi? - skierowała pytanie do zebranych osób.
- Przepraszam za nią - powiedziała Usagi biorąc Lunę na ręce. - Luna co ci przyszło do głowy?
- Przepraszam. Chciałam sprawdzić czy żyje.
- A dlaczego miałabym nie żyć?!?
- Jesteś bardzo blada.
- Wiem - ciężko wzdychając usiadła na łóżku. - Nie mogę się opalić.
- Czy to jakaś choroba skóry? - zainteresowała się Ami. Aurelia spojrzała na nią lekko zaskoczona. - Wyskakują ci od słońca jakieś bąble lub coś takiego?
- Nie. Nie oto chodzi. Ja nie mogę się OPALIĆ, a nie OPALAĆ.
- Naprawdę? - w głosie Ami słychać było fascynację. Zrobiła kilka kroków w jej kierunku bacznie przyglądając się jej skórze. - Masz to od dziecka?
- Tak. Nie miałabym nic przeciwko temu byś ją zbadała, ale niestety muszę już iść - wstała rozglądając się po pokoju. Zobaczyła swoje rzeczy leżące na stoliku. - Spóźniłam się na wczorajszy samolot i pewnie rodzice będą się martwić. Muszę się dowiedzieć kiedy mam następny - wzięła swoje rzeczy i skierowała się do drzwi. - Mam nadzieję, że już sprawdziliście czy mówię prawdę - odwróciła się w drzwiach. - Przepraszam za kłopot. - W progu obróciła się jeszcze raz. - Aaa... Hotaru niezły spektakl - powiedziała wskazując lampy. - Dowidzenia. Miło było was poznać - już miała wyjść gdy nagle dało się słyszeć burczenie w żołądku.
- O nie! Zapomnieliśmy o kolacji dla ciebie! - Michiru zakryła usta dłonią.
- Chyba raczej o śniadaniu - burknęła Haruka.
- Nie kłopoczcie się tym. Zjem na lotnisku.
- Ależ nie ma mowy! - w głosie Makoto słychać było zdecydowanie. - Zaraz coś przyrządzę! - mówiąc to w pośpiechu wybiegła, a za nią Michiru.
- Ale...
- Lepiej się z nią nie spierać - powiedziała Hotaru biorąc Aurelię pod rękę. - Poza tym Mako-chan cudownie gotuje. Palce lizać!
- JUŻ WIEM !!!
Na ten krzyk wszyscy się odwrócili. Minako z wypiekami na twarzy wskazywała palcem Aurelię.
- To ciebie wczoraj spotkałam na Tokio Tower!
- Zgadza się - uśmiechnęła się Aurelia. - Zrobiłam wam zdjęcie.
- No proszę jaki ten świat mały - powiedziała kładąc ręce na biodrach.
- Też mi odkrycie. - prychnęła Rei.
- O co ci chodzi?! - zaperzyła się Minako.
- Dziewczyny uspokójcie się. - powiedziała łagodnie Usagi kładąc im na ramiona dłonie. - Kiedy człowiek głodny robi się zły.
Stół pokrywał wielki, ręcznie haftowany obrus. Na nim stała porcelanowa zastawa, a po chwili pojawiło się na niej mnóstwo potraw. Począwszy od francuskich grzanek, poprzez naleśniki ze świeżymi owocami, rogaliki z dżemem a skończywszy na jajecznicy na boczku. Aurelia nigdy w swoim życiu nie widziała tylu potraw na raz. "Kiedy ona zdążyła to zrobić?!?" pomyślała.
Przy stole brakowało dwóch osób: Mamorka i Chibiusy. "Chibiusa pewnie jeszcze śpi, a Mamoru pewnie w pracowni komputerowej". Postanowiła nie zaprzątać sobie tym dłużej głowy i zabrać się do jedzenia.
- To się nazywa królewskie życie... ehh... Mogłabym się przyzwyczaić.
- Mówiłaś coś?
- Nie, nic - uśmiechnęła się. - Miałaś rację. Palce lizać.
- Prawda? Mako-chan jest cudowną kucharką!
Słysząc tę pochwałę Makoto zarumieniła się.
- Zawsze ty gotujesz?
- Tak. Pomaga mi Michiru.
- Cudo!
Otworzyły się drzwi.
- Przepraszam za spóźnienie - rzekł Mamoru podchodząc do stołu. - Mam złą wiadomość - mówiąc to skierował wzrok na Aurelię. - Z powodu mgły odwołano loty. Synoptycy nie zapowiadają na razie poprawy. Na razie będziesz naszym gościem. Czuj się jak u siebie w domu.
- Oprowadzę cię po pałacu, okej? - zapytała Hotaru.
Nie dostała odpowiedzi. Aurelia od czasu gdy Mamoru wspomniał o mgle siedziała ze spuszczoną głową.
- Wszystko w porządku? - zapytała z troską w głosie Hotaru. - Aurelia? - dotknęła lekko jej ramienia.
Ocknęła się.
- Przepraszam. - Nagle wstała. - Muszę zadzwonić. - Zrobiła krok w stronę drzwi. Zatrzymała się. - Gdzie telefon?
- Zaprowadzę cię.
Po chwili Hotaru wróciła.
- Gdzie Aurelia?
- Rozmawia z rodzicami.
- Nie powinnyśmy zostawiać jej samej - powiedziała Haruka.
- Przestań wreszcie! - krzyknęła Michiru. - To nie wróg.
- Co? - Haruka spojrzała na nią zdziwiona. - Chodziło mi o jej stan zdrowia. Nie wyglądała za dobrze.
- Masz rację - szepnęła Usagi, po czym opuściła jadalnię.
"To wszystko prawda. Pałac, czarodziejki, przeszłość... przyszłość... ciągła walka... "
- Znam cię.
Na ten głos drgnęła. Odwróciła się od telefonu. Przed nią stała mała, różowo włosa dziewczynka, ubrana w przydługą koszulkę nocną, ściskająca pod pachą dużego misia.
- Znasz mnie? - przykucnęła przy niej.
- Tak.
- Ja ciebie też znam - uśmiechnęła się do niej.
- Ze snu?
- Snu?
- Śniłaś mi się.
- Ja? - zapytała zaskoczona.
- Tak - kiwnęła główką.
- Tutaj jesteś - zbliżała się Usagi. - Wszędzie cię szukałam Mała Damo - położyła jej dłoń na główce. - Widzę, że już się poznałyście.
koniec części czwartej, mam nadzieję, że wena mnie nie opuści :)
Historia z kotem jest autentyczna. Przydarzyła się mojej znajomej. Najadła się wtedy niezłego stracha ;)
story wrote by Aurorka (18.9.2003)
---------------------------------------------------------------------




